Komuniści uznali najwyraźniej, że musi zginąć kilka osób

    Komuniści uznali najwyraźniej, że musi zginąć kilka osób

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Komuniści uznali najwyraźniej, że musi zginąć kilka osób
    1/11
    przejdź do galerii
    Z Lechem Wałęsą rozmawia Barbara Szczepuła
    W grudniu od lat, zamiast o świętach, rozmawiamy o generale Jaruzelskim. Czy prezydent Komorowski dobrze zrobił, że zaprosił generała na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego?
    Głosowałem na Bronisława Komorowskiego, bo uważam, że jest człowiekiem kompromisu i porozumienia. I to się potwierdziło także przy okazji posiedzenia RBN. Porozumienia Polska potrzebuje jak kania dżdżu, a sprawa ułożenia stosunków polsko-rosyjskich jest jedną z ważniejszych kwestii, w których porozumienie jest niezbędne.

    Ale czy generał mógł w tej sprawie cokolwiek doradzić?
    Prezydent Komorowski zastosował pewien klucz: zaprosił wszystkich prezydentów i premierów sprawujących urzędy po przełomie 1989 roku, więc i generał Jaruzelski znalazł się w tym gronie.

    Powiedział coś ciekawego?
    Jego doświadczenia są na pewno interesujące.Ale czy przydatne? Dotyczą przecież Związku Sowieckiego i zupełnie innych relacji z sąsiadem ze Wschodu. Nie wiem, czy mogę powtarzać o czym rozmawialiśmy, bo to było zamknięte spotkanie, ale na przykład generał ciekawie mówił o rosyjskich kompleksach i o tym, jak Rosjanie patrzą na Polaków. Jak nas odbierają.



    Pomówmy o roku 1981. Co Pan myślał o generale Jaruzelskim, gdy 13 grudnia wieziono Pana nocą samolotem w nieznanym kierunku?
    Mówiąc szczerze, byłem przygotowany na to, że karnawał Solidarności źle się skończy, że komuniści nam nie odpuszczą. Nie wiedziałem oczywiście ani jak, ani kiedy, ale byłem przekonany, że coś wymyślą. No i wymyślili stan wojenny. "To są gwoździe do waszej trumny" powiedziałem w obecności Tadeusza Fiszbacha i Jerzego Kołodziejskiego do tych, którzy przyszli mnie aresztować. Bałem się tylko, by nie polała się krew. Tak, tego bardzo się bałem. Polała się. W kopalni Wujek zastrzelono górników, potem zabijano innych, w sumie ponad sto osób. 14 grudnia rano powiedziałem jakiemuś generałowi: - Solidarność zrobiła bezkrwawą rewolucję, więc uważajcie,co robicie, pilnujcie, by nie polała się polska krew. A on mi na to: - To jest stan wojenny, to jest wojna, wszystko może się zdarzyć… Uznali najwyraźniej, że musi zginąć kilka osób, by resztę zastraszyć.
    To barbarzyństwo. To rzeczywiście była wojna. Wojna z narodem. Przecież wiemy dziś, że oni przewidywali starcia, przygotowywali szpitale…

    Jak Pan to oceniał wtedy? Lud lżył generała, nazywał go Ślepowronem, recytował: Wrona skona, orła wrona nie pokona…
    I nie pokonała. Byłem pewny, że zwyciężymy. Mimo ich czołgów i wojska na ulicach, mimo aresztowań i internowania działaczy związku, bo na bagnetach nie da się długo siedzieć. Zakładałem, że to będzie trwało pół roku. Mocno przestrzeliłem, jeśli chodzi o czas, ale w efekcie zwyciężyliśmy i teraz tylko to się liczy. Personalnie o generale nie myślałem. Oceniałem system, który był straszny - beznadziejny i niewydolny. Chciałem zmienić system. Walczyłem z systemem. A generał? On był tylko narzędziem. Miał czołgi, ale my mieliśmy rację! Nie chcę już pastwić się nad starym, przegranym człowiekiem. Odnieśliśmy zwycięstwo, żyjemy w wolnej Polsce, więc mamy się z czego cieszyć.

    A jak Pan ocenia dziś Okrągły Stół?
    To był kompromis i to kiepski. Właściwie całe nasze zwycięstwo mogło przepaść, gdybym szybko nie ściął generała.

    Ściął?
    Ściąłem go w tym sensie, że zająłem jego miejsce w fotelu prezydenckim. Gdyby generał był prezydentem do końca kadencji, a rząd premiera Mazowieckiego robił niezbędne i bardzo bolesne reformy, które przeprowadzać niewątpliwie musiał, bo generał zostawił państwo w ruinie, to pani myśli, że powrót komuny nie byłby prawdopodobny? Tak by ludzi skołowali, że do parlamentu nie dostałby się ani jeden solidaruch! A czy generał wprowadziłby nas do NATO albo do Unii? Nie żartujmy! A pamięta pani ten pomysł z generałem Kiszczakiem w roli premiera? Widząc to wszystko, ściąłem go. To było jedyne wyjście, by ratować wolną Polskę.

    Nie wierzył Pan generałowi Jaruzelskiemu?
    Nie. Komuniści, moim zdaniem, cały czas kombinowali, jak nas załatwić. Widząc, co się dzieje, musiałem ten układ rozwalić i Bogu dzięki udało się. Uprzedziłem ich działania, choć musiałem złamać umowę. A koledzy wystąpili przeciwko mnie. Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek i inni. To bolało najbardziej.

    Ale czy to znaczy, że generałowi Jaruzelskiemu należy wszystko zapomnieć?
    O nie, niczego nie zapominamy. Musimy go rozliczyć. Nie mogą jednak zrobić tego politycy, ale niezależne sądy.

    Sądy już od czterdziestu lat rozliczają Jaruzelskiego za to, co wydarzyło się w grudniu 1970 roku w Gdańsku i Gdyni. Za to, że "partia strzelała do robotników". Najwyraźniej chodzi o to, by już generała nie niepokoić.
    Powiem pani tak: wiele bitew z generałem przegrałem. Przegrałem miedzy innymi rok 1970, kiedy to jego ekipa zrobiła ze mnie agenta. Ale w sumie - wygrałem z komunizmem bez jednego wystrzału. I pani teraz mnie pyta, co zrobić z tym starym człowiekiem? Demokratyczne państwo ma sposoby, by sprawiedliwości stało się zadość. Gdybym był dyktatorem…

    To co by Pan zrobił?
    Wymusiłbym rozliczenie. Bo jest skandalem to, że sądy nie mogą zakończyć sprawy. Ale trzeba też zadać sobie pytanie: od jakiego momentu zaczynamy rozliczenia? Od czasu, gdy Zachód nas sprzedał Sowietom? Pokolenie Jaruzelskiego miało pecha, żyło w strasznych czasach. W innych czasach - mogliby być patriotami.

    To jest gdybanie. Faktem jest natomiast, że Jaruzelski był ministrem obrony w 1970 roku, kiedy wojsko strzelało do Polaków w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, Elblągu.
    Gdy rozmawiałem z nim, kiedyś opowiadał mi, jak wielki strach przed Związkiem Sowieckim był wśród generałów. Jak Sowieci go umiejętnie podsycali. Wojskowi wierzyli, że Sowieci w każdej chwili mogą z nami zrobić wszystko, co będą chcieli. I tak pewnie było, szans na wolność nie mieliśmy. Także żaden zachodni przywódca w to nie wierzył. Przypomnę sytuację z roku 1990: Kohl i Genscher przyjeżdżają do Polski a ja im mówię przy świadkach - zaraz runie mur berliński. Oni się uśmiechają niedowierzająco, a za chwilę pakują walizki i pędzą do Berlina, bo mur się kruszy.
    Wracając do generała Jaruzelskiego: zgodził się na rozmowy z opozycją dopiero, gdy Związek Radziecki już się chwiał… To prawda, ale ciągle jeszcze miał siłę, jeszcze mógł pokazać, co potrafi. Na szczęście postawił na wariant demokratyczny.

    Czy będąc prezydentem zapraszał Pan do siebie generała Jaruzelskiego?
    Nie zapraszałem, bo nie widziałem takiej potrzeby. Nie pasował mi do żadnej koncepcji. Zresztą ja żadnych narad nie robiłem, nikogo nie słuchałem. Miałem określone zadanie do zrealizowania i to robiłem. Dlatego potrzebowałem Wachowskiego, który wykonywał ślepo moje polecenia.

    Rozmawiał Pan z generałem u prezydenta Komorowskiego?
    Nie rozmawiałem, ot, kilka zdań w przejściu. Za to przypominam sobie jedno z naszych dawniejszych spotkań. Zacząłem wtedy mówić: - Panowie, zróbcie coś z tymi papierami, biedy mi narobiliście… A on poważnie stwierdził: - Wygrał pan wszystko, co było do wygrania i proponuję, by się pan drobiazgami nie przejmował. I wie pani, myślę że miał rację. Wygrałem, co było do wygrania i to się liczy. Podsumowując: rozliczajmy przeszłość, ale patrzmy w przyszłość.

    Proces generał bliski końca

    Rozliczenie sprawców Grudnia 70 jest konieczne


    Czytaj także

      Komentarze (6)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gdybanie TW Bolka

      qplkdg. (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 52 / 61

      co ten Medrzec wygaduje"obalil Komunizm,wygral z Komunizmem "dlaczego nie piszesz ksiazek fantastycznych.....dla zwolennikow SLD

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      stan wojenny

      marian (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 50 / 66

      Tym wywiadem Walesa broni Jaruzelskiego Walesa boi sie ze "koledzy" Jaruzelskiego Kiszczak i Putin maja teczki Walesy - Bolka. Jak wszedzie mysli tylko o swopim tylku.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      obowiązkowo!

      obserwator (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 60 / 55

      Jedyna prawda, to "Rozmowy kontrolowane" Barei

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      "Rząd za wszelką cenę chce prywatyzować szpitale"

      podaj dalej (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 55 / 66

      wpisz do wyszukiwarki i miłej lektury

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      "mędzrec europejski"

      mutra (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 59 / 60

      Śmierć ludzi to "drobiazg" . Jaka jest miara skretynienia , czy wszystko można zwalić na pomroczność jasną ?

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      wałęsa

      zdzich (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 54 / 56

      głupi się urodził,głupi umrze.wałęsa w 1970 roku to ty musiałeś być krótko po wojsku a jak się chwalisz byłeś kapralem a żeby w tym czasie dostać kaprala to trzeba było być kapusiem nad kapusiami i...rozwiń całość

      głupi się urodził,głupi umrze.wałęsa w 1970 roku to ty musiałeś być krótko po wojsku a jak się chwalisz byłeś kapralem a żeby w tym czasie dostać kaprala to trzeba było być kapusiem nad kapusiami i odznakę wzorowego żołnierza też pewnie miałeś. no to chyba wszystko jasne na twoim miejscu na temat jaruzelskiego milczał bym.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama