PolskaTimes.pl

Zostań dziennikarzem!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 12 marca 2010 r. imieniny obchodzą: Alojzy, Bernard, Grzegorz

Dziennik Bałtycki » Artykuł

Szczecin, Gdynia: Jest stoczniowe śledztwo

Szczecin, Gdynia: Jest stoczniowe śledztwo

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła natomiast śledztwo w sprawie domniemanych nieprawidłowości przy sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie (© Grzegorz Mehring/Archwium)

Dziennik Bałtycki J. Klein, R. Kiewlicz

2009-10-12 22:23:22, aktualizacja: 2009-10-13 21:39:52

Stoczniowcy z gdyńskiej stoczni są zbulwersowani awanturą, jaka wybuchła w związku z "aferą stoczniową". Boją się, że teraz nikt już nie kupi ich zakładu, jak i stoczni w Szczecinie.

- To po prostu walka polityczna pomiędzy PO a PiS. Przez lata okłamywano nas. Wszystkie działania wyglądały na pozorowane i doszło wreszcie do tego, że stoczni już praktycznie nie ma. Obecna sytuacja jest na rękę obydwu stronom i PiS, i PO. Pozbyli się dużego problemu, jakimi są stocznie - komentuje Jan Gumiński, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej w stoczni.

Tym, że materiały na temat nieprawidłowości w stoczni z kwietnia i maja wypływają dopiero dzisiaj, jest zdziwiony Dariusz Adamski, szef zakładowej Solidarności. - Według mnie to wynik walki politycznej, jaka się toczy na górze, a jej ofiarami jesteśmy my stoczniowcy. W tej chwili każdy potencjalny inwestor po prostu wystraszy się i nie będzie chciał inwestować . Dlatego też chcemy powołania komisji ekspertów, która bez udziału polityków zajmie się poszukiwaniem inwestora. Niech buldogi w Warszawie się gryzą, ale nas to wszystkich g... obchodzi - mówi Adamski.

Oba związki napisały jednak list do premiera Donalda Tuska. Chcą spotkania z szefem rządu i wyjaśnienia okoliczności przetargu i informacji, czy katarski kapitał został prawidłowo sprawdzony i zweryfikowany.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła natomiast śledztwo w sprawie domniemanych nieprawidłowości przy sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie. Śledczy uznali, że jest uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień funkcjonariuszy publicznych z Ministerstwa Skarbu Państwa i Agencji Rozwoju Przemysłu w celu utrudniania postępowania przetargowego.

Według Centralnego Biura Antykorupcyjnego urzędnicy ARP i resortu skarbu mieli faworyzować tylko jednego inwestora - fundusz Stiching Particulier Fonds Greenrights, za którym stał kapitał katarski. Urzędnicy mieli m.in przekładać terminy kolejnych etapów przetargów po to, aby SPFG wziął w nich udział. Biuro na dowód przedstawiło stenogramy z podsłuchów rozmów ministra skarbu Aleksandra Grada, wiceministra Zdzisława Gawlika oraz prezesa ARP.

Prokuraturę zawiadomiła kancelaria premiera po tym, jak otrzymała informację od CBA.
- Nie było żadnej korupcji urzędników w sprawie przetargu na stocznie - przekonywał wczoraj Wojciech Dąbrowski, prezes ARP. - Nie było możliwości ingerowania w przebieg przetargu. Na każdym etapie był on kontrolowany przez obserwatorów wyznaczonych przez Komisję Europejską.
Jak tłumaczył Dąbrowski, sprzedaż odbywała się poprzez witrynę internetową stworzoną przez Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych, a sam przetarg organizował niezależny zarządca kompensacji wybrany przez radę wierzycieli obu stoczni.

Dlaczego w podsłuchanych przez CBA rozmowach z ministrami skarbu padało określenie "nasz" inwestor w odniesieniu do SPFG?

- Ponieważ zależało nam na kontynuowaniu produkcji w stoczniach, a tylko ten inwestor składał takie deklaracje - mówił Dąbrowski. - W dodatku tylko on wpłacił wadia na zdecydowaną większość majątku produkcyjnego. Inwestor nie był jednak faworyzowany, a inni nie byli dyskryminowani.
Dąbrowski stwierdził, że sam wnioskował do CBA o tzw. tarczę antykorupcyjną i wiedział, że może być podsłuchiwany.
strona: 1 z 2 »



Reklama

Dziennik Bałtycki»

Reklama

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Reklama | eGazety | Sklep internetowy