Pierwszy w Polsce browar spółdzielczy powstał w Pucku. Zatrudnia niepełnosprawnych umysłowo. Dwa Półsztyki to pierwszy, ale nie jedyny jego produkt, jaki w tym roku pojawi się na rynku. Jego premiera miała miejsce przed kilkoma dniami w sopockiej spółdzielni socjalnej Dwie Zmiany. Obecnym smakowało. Niektórych mogło zaskoczyć jedynie to, że tak dobre piwo stworzyły osoby... niepełnosprawne umysłowo.

Dwa Półsztyki produkowane są bowiem w browarze spółdzielczym w Pucku, który zatrudnia osoby z tego typu niepełnosprawnością. To pierwszy taki browar w Polsce i szósty na świecie. Ma on przede wszystkim przełamywać stereotypy w podejściu do ludzi z dysfunkcją, udowadniając, że są oni w stanie pełnoprawnie funkcjonować w społeczeństwie.

Agnieszka Dejna i Janusz Golisowicz, pomysłodawcy i założyciele nietypowego, puckiego browar, podkreślają, że inicjatywa nie wzięła się znikąd.

- Pracuję z osobami niepełnosprawnymi.

Jestem kierownikiem warsztatu terapii zajęciowej w Pucku i od 15 lat borykam się z problemem pracy dla osób niepełnosprawnych. One, po kilku latach pracy w naszym warsztacie, osiągają taki poziom w swojej rehabilitacji, że mogłyby wyjść na otwarty rynek pracy czy do zakładów pracy chronionej. Nie jest to jednak łatwe - zaznacza Janusz Golisowicz. - Przez te lata udało nam się wyprowadzić na rynek pracy zaledwie kilkanaście osób.

Coraz popularniejsze spółdzielnie

Golisowicz zaznacza, że od kilku lat w Polsce promowane są spółdzielnie socjalne i przedsiębiorstwa społeczne - prawdopodobnie w związku z dużym bezrobociem, jakie panuje w kraju, a zwłaszcza z trudnościami w znalezieniu pracy przez osoby wykluczone, w tym niepełnosprawne i opuszczające zakłady karne.
Spółdzielnia w Pucku została założona w maju 2014 r. Od razu pojawił się pomysł, by zajmowała się produkcją alkoholu. A sam pomysł na browar pojawił się przypadkowo, już jesienią w 2013 r. 

- Chcieliśmy założyć spółdzielnię inną niż wszystkie - podkreślają wspólnie Dejna i Golisowicz.

Obecnie zatrudnionych jest w niej 10 osób niepełnosprawnych i dwie pełnosprawne, które zajmują się zarządzaniem.

- Mamy tę przewagę, że Janusz, zarządzający warsztatem terapii zajęciowej, i stowarzyszenie, które ten warsztat prowadzi, mają zaplecze merytoryczne: psychologów i terapeutów, którzy w każdym momencie są w stanie nam pomóc. Mamy też wśród grona osób, które z nami współpracują, psychologów wspierających  nas wolontarystycznie - podkreśla Agnieszka Dejna.

Powstanie nietypowego browaru wiązało się z załatwianiem mnóstwa formalności i tzw. papierologii, ale też ze sporym zastrzykiem finansowym. Dużym wsparciem okazał się Fundusz Inicjowania Rozwoju - pomorska inicjatywa, w której jednym z głównych sponsorów jest Grupa Lotos. Fundusz przekazał puckiej spółdzielni grant w wysokości 25 tys. złotych.

- Dzięki tym pieniądzom mogliśmy pojechać sześcioosobową grupą do Anglii, do miejscowości Hesket, gdzie działa podobny browar. Tutaj przyglądaliśmy się jego działalności, a także opracowaliśmy wspólnie z tamtejszym piwowarem recepturę piwa, które obecnie warzymy u nas - stwierdza Agnieszka Dejna i zaznacza, że bardzo zależało im właśnie na współpracy z innymi, podobnymi spółdzielniami. 25 tys. złotych dało im z kolei swobodę marketingową.

- Pomorski Fundusz to wspaniała inicjatywa, bo założenie jest takie, że dany pomysł, projekt musi przynieść konkretne efekty, ma coś zostać dla ludzi i dawać poczucie stabilności - zaznacza Dejna.

Karolina Grudzińska z biura komunikacji Grupy Lotos podkreśla z kolei, że projekt puckiego browaru urzekł wszystkich jurorów, którzy decydowali o przyznaniu wsparcia Funduszu Inicjowania Rozwoju.

- To ewidentna korzyść społeczna, bo przywrócony został lokalny produkt, z którego kiedyś słynął Puck, a przy okazji pracę dostają osoby wykluczone społecznie - mówi Grudzińska, dodając, że wspieranie tego typu działalności jest  jednym z celów strategii społecznej odpowiedzialności Grupy Lotos.

Pucki browar na rozpoczęcie swojej działalności otrzymał też dotację unijną w wysokości 200 tys. złotych. To wystarczyło na sfinansowanie 70 proc. potrzebnego sprzętu. 30 proc. środków wypracowali już we własnym zakresie, jeszcze przed powstaniem browaru, realizując inne usługi, m.in. komunalne.

Działalność spółdzielni ma charakter zarobkowy. - My musimy zarabiać na siebie. Tym się różnimy od organizacji - zaznaczają pomysłodawcy.
Poza dotacją inwestycyjną browar zatrudniający osoby niepełnosprawne otrzymuje też wsparcie z PFRON - dodatek do pensji zatrudnionych. Bez tego nie utrzymaliby się na rynku.

Tutaj wszystko robi się ręcznie

Ten browar jest bardzo manualny - zaznaczają pomysłodawcy. Tutaj nie ma linii automatycznej, gdzie wystarczy wcisnąć guzik i wszystko robi się samo. Właśnie dlatego ta praca jest tak bardzo fizyczna. Pracownicy muszą sami ześrutować [zmielić, zmiażdżyć - red.] wszystkie słody, by można było warzyć. Do tego dochodzi ręczne butelkowanie i kegowanie - dlatego cena tych produktów jest większa niż przeciętnego piwa. Oddzielnie etykietowana jest każda butelka.

- Nie było nas stać na zakup droższego sprzętu, ale z drugiej strony kupienie pełnej linii spowodowałoby, że nie 12 osób znalazłoby u nas pracę, ale trzy. A nie o to chodzi - podkreśla Dejna, dodając, że na terenie browaru jest też... bardzo dużo  sprzątania.

Pracownicy to osoby w wieku 24 - 36 lat. Wszyscy zatrudnieni są na umowę o pracę. - W inny sposób nie zatrudniamy. To ma być miejsce pracy, które daje poczucie bezpieczeństwa - mówi Dejna. 
Jakim pracownikiem jest osoba niepełnosprawna umysłowo? Jeżeli ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa, jest bardzo lojalna i pracowita, a przy tym... wyjątkowo szczera.

- Rozpowszechniony jest stereotyp, że osoba niepełnosprawna intelektualnie może być niebezpieczna, nie wiadomo, czego się po takiej osobie spodziewać, więc pracodawcy boją się zatrudnić taką osobę. A jeśli już zdarzy się, że zatrudnią, to bardzo często ci niepełnosprawni, bez należytej opieki ze strony pracodawcy, dosyć szybko tę pracę tracą ze względu na błędy, które popełniają - podkreśla Janusz Golisowicz.

- Chcemy przełamać stereotyp, w którym podchodzi się do takich osób na zasadzie: "no dobrze, to on może składać kartonik albo zamiatać". Nam chodzi o to, żeby pokazać, że oni robią coś innego.  Chłopaki potrafią etykietować, butelkować, i wiele innych rzeczy. Zajmuje im dwa razy więcej czasu, żeby to zrobić, i pięć razy więcej czasu, żeby się nauczyć, ale właśnie po to powstają przedsiębiorstwa społeczne - podkreśla Dejna.

By urozmaicić im zadania, zarządcy browaru przed dwoma tygodniami zaproponowali swoim pracownikom pokrycie ścian budynku w którym działa spółdzielnia... graffiti. Do współpracy zaprosili też twórców murali.

Wkrótce nowe produkty browaru spółdzielczego

Dwa Półsztyki to pierwsze piwo, które zostało zrobione w kooperacji browarem z Anglii. To jasne piwo górnej fermentacji o tradycyjnej angielskiej podbudowie słodowej. Chmielone jest mieszanką polskich i angielskich chmieli. Z kolei dwa półsztyki to, w żeglarstwie, nazwa jednego z węzłów cumowych.
Pucki browar planuje wszystkie swoje produkty nazywać węzłami żeglarskimi - nawiązując tym samym do nadmorskiej lokalizacji
Tutejsze piwo ma być dystrybuowane do pubów w całej Polsce. Natomiast podczas "Hevelki", a więc Festiwalu Piw Rzemieślniczych w Gdańsku,  pucczanie zaprezentują trzy nowe produkty.

Firma się rozwija, a we wrześniu zamierza nawet zatrudnić kolejnych pracowników.
- A to dlatego, że zdecydowaliśmy się na uruchomienie 20-kranowego multitapu w Gdańsku. I sześć osób znajdzie tu pracę. Będzie też sezonowy punkt w Pucku - zdradza Dejna.
Obecnie browar jest w stanie wyprodukować miesięcznie 4 tys. litrów piwa. Jeszcze w czerwcu ma dojechać druga część linii, która umożliwi produkcję nawet 8 tys. litrów.