- Albo moja rodzina więcej jadła w mijającym roku, albo obniżki cen żywności były tak niewielkie, że trudno je było zauważyć - żartuje Justyna Bartoszewska, klientka bydgoskiego marketu.

Po chwili zastanowienia dodaje: - Cukier rzeczywiście bardzo potaniał. Kilogram kosztuje nawet poniżej dwóch złotych. A prawie cztery lata temu  cena dochodziła do sześciu złotych! I jabłka są tańsze. Warzywa też. Mięso? Chyba tylko w czasie promocji tanieje.

Trudniej zauważyć obniżki w sklepach
- Podwyżki cen żywności są bardzo nagłaśniane w mediach, o obniżkach mniej się mówi, więc trudniej je zauważyć - uważa dr Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, która zapewnia, że w 2014 roku żywność była tańsza niż w poprzednim roku. Ale średnio, bo nie wszystko potaniało.

Na przykład owoce cytrusowe w grudniu br. (w porównaniu do grudnia 2013) były droższe o ok. 5 proc.

- Za to jabłka były tańsze średnio o 25 procent, a w regionach, gdzie tych owoców było dużo - nawet  o 50 procent - twierdzi ekonomistka opierając się na szacunkach z GUS-u. - A za warzywa - takie jak marchew, buraki, cebula i kapusta - mogliśmy zapłacić o osiem-  dziesięć procent mniej niż przed rokiem.

Ziemniaki potaniały o 40-50 proc. (także w zależności od regionu i wielkości lokalnej produkcji). Powodem spadku cen krajowych owoców i warzyw był nie tylko urodzaj, ale i rosyjskie embargo.

- Skutki  rosyjskiego embarga nasza branża odczuła znacznie wcześniej, bo ten problem dopadł nas już w marcu - mówi Mariusz Trojakowski, prezes spółdzielni mleczarskiej ROTR w Rypinie. - Co prawda w pier-wszym półroczu ceny nie były jeszcze takie złe, ale potem problemy ze zbytem przełożyły się na spadki cen.

Zdaniem dr Świetlik, artykuły mleczarskie średnio i tak były droższe o ok. 2 proc., choć w drugim półroczu sytuacja na rynkach światowych zaczęła ciągnąć ceny w dół.

Jednak spadki najbardziej są widoczne w skupie mleka. - Za litr surowca płacimy rolnikom około złotówki i dwudziestu groszy, a w sklepach trudno znaleźć mleko, za litr którego można zapłacić poniżej dwóch złotych - dodaje Trojakowski. - Cieszę się, że ten rok wreszcie się skończy, choć przed nami kolejny, który może być jeszcze trudniejszy. Od 1 kwietnia nie będzie już mlecznych kwot. Obawiam się, że handlowcy będą próbowali wymóc na nas kolejne obniżki. Rolnicy i przetwórcy na tym stracą, ale czy zyskają konsumenci? Na razie w sklepach spadki są niewielkie.

Handel i pośrednicy zjadają różnicę
Zdaniem dr Krystyny Świetlik, obniżki na sklepowych półkach są często niższe niż te w punktach skupu płodów rolnych. Dlaczego? - Bo przetwórcy i handlowcy chcą sobie zrekompensować poprzednie straty - wyjaśnia ekonomistka.

Podobnie jest z wieprzowiną. W grudniu tego roku klienci mogli kupić to mięso tańsze o 7-10 proc. (niż przed rokiem).

A w skupie trzody chlewnej jeszcze pół roku temu za kilogram tucznika w wadze żywej płacono 4,70-5,50 zł, pod koniec grudnia to 3,30-3,60 zł.

W kurnikach dużych zmian nie było
W sklepach potaniał także drób (o 4-5 proc.), jajka zaledwie o 2 proc. - Nie zauważyłem różnicy w cenie jaj konsumpcyjnych - mówi Krzysztof Wilgosiewicz, rolnik z miejscowości Wielowi-czek (pow. sępoleński). - Może dlatego, że mam wielu stałych odbiorców tego towaru.

Przyznaje jednak, że w połowie lipca jajka zaczęły na polskim rynku tanieć, choć było to dziwne. - Bo wiele kur niosek trafiło na rzeź - wyjaśnia drobiarz.  - W tym czasie mógł dotrzeć na rynek towar z importu.
Wilgosiewicz, podobnie jak wielu innych rolników, nie tylko żywność sprzedaje, ale i ją kupuje. - Widzę ogromną różnicę pomiędzy cenami w skupie płodów rolnych a tymi na sklepowych półkach i wiem, że efekt będzie taki jak zwykle - rolnicy będą musieli ograniczyć produkcję, żeby nie dokładać - dodaje. - Drobiarstwo zawsze było ryzykowne, ale łatwiej nam ograniczyć produkcję, by w lepszym okresie ją przywrócić. A np. producenci mleka są w znacznie trudniejszej sytuacji, zainwestowali w obory, mają kredyty.

I między innymi z tego powodu ograniczenia produkcji mleka (szczególnie w tych gospodarstwach, które zainwestowały najwięcej) na razie nie będzie. W dodatku po uwolnieniu mlecznych kwot produkcja tego surowca może się nawet zwiększyć, więc mleko i przetwory mleczne powinniśmy kupować  taniej niż w tym roku. 

- W pierwszej połowie przyszłego roku ceny żywności raczej nie będą rosły - mówi dr Świetlik. - Jednak trudno określić, jak długo zostanie utrzymane embargo. A kto w tym roku przewidział, że w Polsce wystąpi afrykański pomór świń? To też wpłynęło na spadek cen. Wiele też będzie zależeć od cen np. ropy, gazu, energii elektrycznej, a niektóre czynniki są po prostu nieprzewidywalne.

Zdaniem rolników, kiedyś największy wpływ na ceny żywności miała pogoda i wielkość plonów, dziś - decyzje polityków i spekulacje giełdowe.

Jeśli jemy przede wszystkim to, co wyprodukowano w Polsce, to w tym roku mogliśmy sporo zaoszczędzić. W kolejnym półroczu będzie podobnie.

Czy zauważyliście obniżki cen żywności w sklepach?