Tomasz Tworek: - Pensje rosną, kiedy rośnie popyt. Na razie tylko zaciskamy pasa. Gospodarka wpadła w błędne koło.

Już czwarty miesiąc z rzędu spadają ceny towarów w sklepach. Czy to dobrze czy źle dla naszej gospodarki?

Od kilku miesięcy mamy do czynienia ze zjawiskiem deflacji, czyli bardzo niekorzystnym dla gospodarki długotrwałym spadkiem przeciętnego poziomu cen, powodującym wzrost siły nabywczej pieniądza. Chociaż z pozoru ta sytuacja powinna sprzyjać zakupom,  w sklepach jest pusto, a skutek tego jest taki, że ceny wciąż  idą w dół.

Konsekwencje tego odczuwają nie tylko przedsiębiorstwa, ale i zwykli ludzie. Bowiem niska cena towaru to tanio wytwarzana i sprzedawana produkcja, powodująca brak środków na inwestycje, a w konsekwencji brak rozwoju firmy. To także oznacza nic innego, jak brak pieniędzy w firmach na zwiększanie płac.

Czy w tej sytuacji, aby pobudzić popyt, czyli zachęcić ludzi do zakupów, przedsiębiorcy nie powinni zacząć podnosić pensji swoim pracownikom? Tym bardziej, że od dawna wszyscy tego oczekują?

Przede wszystkim, żeby podnieść wysokość pensji, muszą być na to pieniądze w firmie. A skąd je brać, skoro przedsiębiorstwa balansują na granicy opłacalności produkcji? Dla utrzymania pozycji rynkowej, firmy przejadają wszystkie nadwyżki inwestycyjne, bo muszą produkować tanio, aby być konkurencyjne na tle innych. Żeby zwiększyć poziom płac, pracodawcy musieliby podnieść ceny towarów i usług, a wtedy po prostu nie mieliby szans na rynku. Wpadliśmy więc wszyscy w błędne koło deflacji, z którego nie bardzo widać wyjście. Moim zdaniem, to najwyższa pora na interwencjonizm państwa. Ingerencja rządu we wzrost poziomu inwestycji mogłaby wygenerować ruch w biznesie, w każdej branży. Moim zdaniem działania państwa są w obecnej sytuacji gospodarczej są niezbędne i przedsiębiorcy ich oczekują.
 

Niski poziom zarobków, według najnowszych informacji Narodowego Banku Polskiego, nie jest w tej chwili niczym umotywowany. Koszty pracownicze od ponad 20 lat, nie były tak niskie, jak teraz, wzrosła wydajność pracy, skąd więc bierze się niechęć do wzrostu płac?

Wskaźniki, które bada do raportu Narodowy Bank Polski, pokazują dobre zjawiska, ujęte teoretycznie, ale w praktyce firm, przynajmniej na razie, wygląda to zupełnie inaczej. Koszty pracownicze są niskie, wydajność pracy rośnie, ale pracodawców nie stać na poprawę płac, czego pracownicy oni oczekują. To nie jest zła wola zarządzających, lecz przykra konieczność.

Czy na decyzje płacowe przedsiębiorców wpływa takze wysokie bezrobocie?

Teoretycznie wysoka stopa bezrobocia ma duży wpływ na decyzje w sprawie zarobków, ale chce zaznaczyć, że dotyczy to przede wszystkim pracowników, którzy pracują w obszarach wspierających, czyli tych słabo wyspecjalizowanych. Nie należy szybko oczekiwać poprawy zarobków w zawodach, które nie wymagają dużych umiejętności i właściwie może je wykonywać prawie każdy. Dobry, poszukiwany na rynku fachowiec znajdzie pracę. Kluczem do dobrych ofert pracy i zarobków jest wyłącznie wysoka specjalizacja.

Czy bardzo napięta sytuacja polityczna za naszą wschodnią granicą ma wpływ na nasze portfele?

Musimy pamiętać, że wschód, a przede wszystkim Rosja, był dla nas dotychczas znaczącym rynkiem zbytu. Przecież z nikim nie handluje się tak dobrze, jak z sąsiadami. Teraz, niestety, w obliczu kryzysu stosunków międzynarodowych, skutkujących embargiem, handel międzynarodowy w wielu branżach stanął zupenie. Przedsiębiorcy ponoszą straty i zachowują znaczną ostrożność. To niewątpliwie wpływa na deflację, a więc szkodzi polskiej gospodarce.
Dziękuję za rozmowę.