Mieszkaniec gminy Sierakowice od dłuższego czasu walczy o wyciągnięcie konsekwencji prawnych w stosunku do Koła Łowieckiego im. Wojskiego w Gdyni, którego członkowie tworzą tzw. nęciska w pobliżu jego nieruchomości.

Pan Jan z gminy Sierakowice od dłuższego czasu domaga się merytorycznego podejścia i konkretnych decyzji ze strony Koła Łowieckiego im. Wojskiego w Gdyni. Póki co, bez skutku.
- Od kilku lat członkowie tego koła wysypują warzywa i owoce w pobliżu moich upraw, tworząc w tym miejscu tzw. nęcisko - skarży się mieszkaniec. - Tym samym ściągają na moją ziemię zwierzynę łowną, która każdego roku powoduje wymierne szkody materialne w moich uprawach.


Czytaj też: Dzik uciekł z zagrody i upił się u rolnika. Pijany dzik Chrumek trzeźwiał w Kole

Jak dodaje pan Jan, prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie, wydając stosowne postanowienie w grudniu ub. roku. Zdaniem poszkodowanego rolnika, wydająca je osoba nie posiadała wymaganej wiedzy z dziedziny łowiectwa i szacowania szkód w uprawach.
- W takim przypadku prokurator powinien zasięgnąć opinii biegłego - uważa rolnik.
Sprawę nielegalnych nęcisk poszkodowany rolnik zgłosił również do Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego Polskiego Związku Łowieckiego w Gdańsku. I chociaż postępowanie i tu zostało umorzone, to w postanowieniu rzecznik potwierdził nieprawidłowości przy zakładaniu nęcisk. Polecił też wyciągnięcie konsekwencji wobec osoby, która dopuściła się tychże nieprawidłowości i zaprzestania wysypywania karmy w pobliżu upraw rolnych rolników, bez uzyskania ich zgody.
- To potwierdza tylko, że rzecznik dyscyplinarny ustalił więcej okoliczności, niż udało się to organom ścigania - kontynuuje pan Jan.

Postanowiliśmy również zasięgnąć opinii innych rolników, których tereny uprawne znajdują się w sąsiedztwie lasów. Okazuje się, że nie tylko pan Jan czuje się poszkodowany w wyniku działań niektórych kół łowieckich.
- Takie działania prowadzone są od dawna i tylko w niektórych przypadkach roszczenia są uznawane i dochodzi do wypłaty odszkodowań - mówi inny rolnik, z gminy Kartuzy. - Nie walczę z nimi, bo to i tak nic nie da, zawsze znajdą wytłumaczenie dla tego, co robią. Zazwyczaj tłumaczą to koniecznością dokarmiania zwierzyny, ale przecież wiemy doskonale, że również jest to nęcenie ich do odstrzału.

Czytaj: Wyłapią i wywiozą dziki, lisy i jenoty na terenach wojskowych w Gdyni. Możliwy jest także odstrzał

Drugi aspekt poruszony w wypowiedzi budzi szczególny niepokój z uwagi na miejsce niezbyt oddalone od posesji mieszkańców. W każdej chwili na linii strzału mógłby znaleźć się ktoś postronny. W pobliżu ambon myśliwych znajduje się jezioro, gdzie często łowi się ryby. Może dojść do postrzelenia rybaka, kręcącego się w pobliżu dziecka czy domowego czworonoga. Wszystko to sprawia, że nęcenie zwierząt w pobliże posesji mieszkańców jest podwójnie niebezpieczne.
- Tu już nawet nie chodzi o potencjalny postrzał, bo to sytuacja czysto hipotetyczna i oby do niej nigdy u nas nie doszło, ale takie pędzące dzikie zwierzę może kogoś staranować, zranić, doprowadzić do tragedii - dodaje mieszkaniec gminy Kartuzy.
Logiczny wniosek nasuwa się jeden. Dokarmianie zwierzyny leśnej jak najbardziej, jednak nie na otwartym terenie, blisko zabudowań, ale wyłącznie w lesie.

Mieszkaniec gminy Kartuzy poruszył też sprawę odszkodowań za wyrządzone szkody. W przypadku naszego rozmówcy, pana Jana, takowe zostało mu wypłacone w 2015 r. pięć razy na dziewięć szkód, w 2016 r. i w 2017 r. dwa razy na osiem wyrządzonych przez zwierzynę szkód.
Co na to Koło Łowieckie im. Wojskiego w Gdyni? W orzeczeniu o odmowie wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego, wydanym przez Rzecznika Dyscyplinarnego PZŁ w Gdańsku, wyczerpujące wyjaśnienie składa Karol Jankowski, łowczy KŁ im. Wojskiego w Gdyni. Czytamy w nim m.in., że pan Jan jest jedynym rolnikiem we wsi z którym „wskutek jego negatywnej postawy nie ma konstruktywnej współpracy”. Zarząd koła dodaje też, że gospodarz obwodu łowieckiego, który wyłożył karmę na terenie pola pana Jana, działał „na własną rękę, bez wymaganej zgody i jest to bez wątpienia działanie naganne i nieetyczne”. Zarząd zobowiązał się do wyjaśnienia sprawy i „ukarania za powyższy czyn w ramach statutowego postępowania porządkowego”. Ma do tego dojść, gdy przebywający obecnie w sanatorium gospodarz omawianego obwodu łowieckiego, wróci do zdrowia.
Tymczasem sprawa ma ciąg dalszy. 16 stycznia w Sądzie Rejonowym w Kartuzach zostało złożone zażalenie na postanowienie kartuskiej prokuratury, która uznała, że działania Zarządu KŁ im. Wojskiego nie były umyślne i nie wyczerpują znamion przestępstwa lub wykroczenia ściganego z urzędu.

Zareagowało Koło Łowieckie im. Wojskiego w Gdyni

Przed publikacją artykułu nie udało nam się skontaktować z kołem łowieckim. Kilka dni później odezwał się prezes koła, Tadeusz Kukawka. Nie kwestionował ani jednego faktu zawartego w artykule, nie zarzucił też nic rzetelności materiału.
- Jest mi jedynie przykro, że wspomniany w publikacji rolnik, który kiedyś był z kołem zaprzyjaźniony i nasze stosunki były poprawne, dziś próbuje negować, a teraz nawet nagłaśniać, każde nasze potknięcie - mówił prezes koła. - Potwierdzam, że taki incydent faktycznie miał miejsce i nęcisko znajdowało się faktycznie zbyt blisko upraw, ale zgodnie z naszymi przepisami, osoba odpowiedzialna za tę sytuację została ukarana naganą. Nie powinno było do tej sytuacji dojść, ale doszło i możemy tylko przeprosić. Mam nadzieję, że ten incydent z wysypaną marchwią, bo tak należy to traktować, nie wpłynie negatywnie na dobrą opinię, którą w środowisku łowieckim cieszy się nasze koło.
Jak ponownie podkreślił prezes, współpraca z pozostałymi rolnikami, z samorządami i pozostałymi mieszkańcami układa się bardzo dobrze.
- My możemy liczyć na ich pomoc, oni na naszą - dodaje Tadeusz Kukawka. - Wystarczy przyjechać i porozmawiać z rolnikami. Z przykrością muszę powiedzieć, że postawa pana Jana jest bardzo roszczeniowa. Staramy się szacować ewentualne i wypłacać odszkodowania. Niestety, raz takie szacunki uznają wyrządzoną szkodę, innym razem nie. Pan Jan również otrzymał je kilkakrotnie, w zależności od rozmiaru wyrządzonych szkód. Żaden rolnik poza wspomnianym, nigdy nie negował ani sposobu szacowania, ani formy rekompensaty. Z tym panem jednak wyjątkowo współpraca jest bardzo trudna.

POLECAMY NA STREFIE AGRO:

Wiejskie afrodyzjaki, czyli jak podkręcić libido

Targi rolnicze 2018 - terminy i miejsca

Masz kota lub psa? Uważaj na trujące rośliny w domu!

Wyjeżdzasz na urlop? Hotele dla zwierząt na Pomorzu

Zmiany w opłatach rolniczych w 2018 roku

Zakaz handlu w niedzielę - wyjątki dla rolników