Koty to stworzenia bardzo indywidualnie podchodzące do życia. Empatii nie ma w nich zbyt wiele, dlatego też nie pomyślą o nas, zanim pójdą sobie w świat. Nerwowe poszukiwania często kończą się niespodziewanie.

Buziak to wykastrowany, dwuletni kot. Ulubieniec całej rodziny. Łasi się jak każdy kot, jest spokojny, miły. Zazwyczaj spędza czas na zabawach z Madzią, swoją młodszą kuzynką, trochę mniejszą i także bardzo towarzyską. Bawią się razem, śpią przytulone, nawet do miseczki z jedzeniem ruszają w tym samym momencie.

Buziak i Madzia to koty wychodzące z domu. Drzwi do ogródka są latem uchylone praktycznie przez cały dzień, więc wtedy, kiedy mają na to ochotę, koty idą zaczerpnąć świeżego powietrza, zapolować na muchę lub motyla, pogonić latający na trawniku listek czy po prostu poleżeć w cieniu...


Zobacz: Kot Franek terapeutą w Domu Pomocy Społecznej w Sopocie. Pomaga osobom chorym na Alzheimera

Nie dziwiło nas więc, że czasem jeden czy drugi kot nie wracały na noc - widocznie miały jakieś sprawy do załatwienia. Rano budziło nas delikatne pukanie w szybę, które oznajmiało, że czas na pobudkę i śniadanie dla strudzonych nocnych wędrowców.

Pewnego dnia jednak zdarzyło się coś dziwnego. Buziak nie wrócił po nocnych wojażach. No cóż, pomyśleliśmy, może gdzieś się zawieruszył, spotkał znajomych i wróci, gdy zgłodnieje. Ale nadal nie wracał.

Poradniki, opisujące to, w jaki sposób odnaleźć swojego zaginionego kota, wspominają o tzw. złotych godzinach, czyli mniej więcej o kilkunastu godzinach od zaginięcia. Wtedy, jeśli zwierzęciu przytrafiło się jakieś drobne nieszczęście, najłatwiej go znaleźć. Przede wszystkim powinniśmy znać zwyczaje naszego kota: gdzie wychodzi, w jakich rejonach osiedla czasem widzą go nasi znajomi i sąsiedzi. Kot raczej nie schodzi z utartych ścieżek i łatwiej będzie go znaleźć.

Poszukiwania zaczynamy więc bez nerwów. Obchodzimy okolicę, sprawdzamy pobocza dróg, kępy zarośli. Kot może po prostu czegoś się przestraszył i schował, czekając, aż po niego przyjdziemy.

Początkowo sprawdzamy teren w promieniu 200-300 metrów od domu. Jeśli kotu nic się wielkiego nie stało, powinien być właśnie na takim mniej więcej obszarze. Buziaka nie było. Od zaginięcia minęły dwa dni.

Po takim czasie zaczynamy zwiększać obszar poszukiwań, nawet do kilometra od domu. Włączamy również inne metody, które mogą pomóc. Obdzwaniamy lub odwiedzamy wszystkie okoliczne lecznice dla zwierząt i schroniska. Mogło bowiem się zdarzyć, że kot został ranny i trafił do weterynarza, przyniesiony przez przygodną osobę. Takie sytuacje nie są wcale rzadkie. Schronisko z kolei to naturalne miejsce, do którego ludzie przyprowadzają zabłąkane zwierzę. Aktualizacja informacji na temat posiadanych zwierzaków na stronie internetowej schroniska nie jest zazwyczaj zbyt szybka, powinniśmy więc sprawdzić to samodzielnie. Warto również pozostawić w lecznicach i w schroniskach numer telefonu i zdjęcie kota, na wypadek, gdyby się tam kiedyś pojawił. Musimy także porozmawiać z sąsiadami i właścicielami okolicznych sklepików, woźnymi ze szkoły czy z portierami w przychodniach i bankach, jeśli takie znajdują się w naszej okolicy. Kot bowiem mógł zostać przez nieuwagę zamknięty w jakiejś komórce, magazynie czy w piwnicy. Warto takie miejsca sprawdzić. Zwierzaka również mógł ktoś zauważyć. Warto więc zawczasu zrobić naszym zwierzakom sesję zdjęciową, by mieć fotografie na nieoczekiwane sytuacje.

Jeśli nasze śledztwo, połączone z rozpytaniem ludzi w sąsiedztwie, nie dało rezultatów, musimy sięgnąć po kolejne metody. Przede wszystkim plakaty. Zdjęcie Buziaka z numerem telefonu do nas oraz z dość dokładnym opisem zawisło na 47 słupach i drzewach na osiedlu. Podanie numeru telefonu jest oczywiste, warto również wspomnieć o nagrodzie (i, oczywiście, taką przygotować) dla osoby, która pomoże odnaleźć naszego pupila.

Nadal jednak nie było żadnego odzewu. Przeszliśmy więc do kolejnego kroku: w mediach społecznościowych istnieją specjalne grupy, na których pojawiają się posty dotyczące zaginionych zwierząt. Grupy takie tworzone są przez lokalnych społeczników i swoim zasięgiem obejmują jedno miasto, okolice miasta lub maksymalnie jedno województwo. Umieszczony na stronie post, koniecznie ze zdjęciem kota i numerem kontaktowym telefonu, bardzo szybko wzbudza zainteresowanie, jest przekazywany dalej przez członków grupy i zwiększa szanse na znalezienie zguby.

Na internetowych portalach informacyjnych również często znajdziemy rubrykę „Zaginione zwierzęta”. Tam również warto zamieścić ogłoszenie. Lepiej zrobić więcej niż mniej...

Ogłoszenie i posty nie mogą jednak spowodować naszej bierności. Nadal więc szukamy kota na własną rękę.

Buziaka nie było już cztery dni. Szukaliśmy go my, szukali sąsiedzi, wyprowadzający psy na spacer, rozglądali się za nim robotnicy na pobliskiej budowie. Ba, robotnicy z własnej woli przejrzeli wszelkie stosy desek i materiałów budowlanych, sprawdzili studzienki i zakamarki budowy. I nic. Nawet wtedy, gdy zwierzaka nie ma już kilka dni, nie powinniśmy się poddawać. Kotom zdarzają się dość długie wędrówki. Znane są przypadki, gdy kot wracał do domu po kilku nawet tygodniach: brudny, zapuszczony, wychudzony, ale szczęśliwy i nic sobie nie robiący ze zdenerwowania właściciela. I nie dajmy sobie wmówić, że kotu, który nigdy nie pozwalał sobie na tego typu eskapady, na pewno coś złego się wydarzyło. Zawsze musi być pierwszy raz: w przypadku kotów nie ma reguły, kiedy wpadnie na pomysł dłuższego zasmakowania wolności.

Nie rezygnowaliśmy więc, ale po tygodniu poszukiwań byliśmy o krok od rozłożenia rąk. I wtedy stał się cud. Jak gdyby nigdy nic Buziak wszedł spokojnym krokiem do mieszkania i zamiauczał, prosząc o jedzenie. Nie wyglądał ani na zmaltretowanego, ani nie był przesadnie brudny. Ot, wyszedł na chwilę i wrócił. Długo nie mogliśmy wyjść z szoku...

Jeśli zaginie kot, nie ma więc reguły, jak widać, co się z nim dzieje. Może przykład Buziaka nie jest reprezentatywny, ale pokazuje, że nie wolno się poddawać. Warto spróbować wszystkich metod poszukiwawczych, które może nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, ale na koniec zostaniemy za nasze starania nagrodzeni. W bardzo miły i niespodziewany sposób.

Nasz kot jest znów w domu od tygodnia. Nie zmienił swoich zwyczajów: nadal wychodzi do ogrodu i poza ogród, kiedy tylko ma na to ochotę. I wciąż zdarza mu się nie wrócić na noc. A my liczymy na to, że nigdy już się nie zgubi, choć gdyby tak się wydarzyło, wiemy, co powinniśmy z tym zrobić...

Zobacz: To miejsce dla prawdziwych kociarzy. Na wyspie Aoshima mieszka 15 osób i ponad 120 kotów

POLECAMY NA STREFIE AGRO: