Myśliwi z Tczewa zaobserwowali parę drapieżników w lasach pod Gniewem i koło Ciecholew w powiecie starogardzkim. Szacuje się, że na całym Pomorzu przebywa na stałe około 30 wilków. W Borach Tucholskich mogą być to trzy lub cztery rodziny.

- Nie mamy jednak wystarczających danych oraz dokładnych informacji, które pozwalałyby przypuszczać, że to para osiadła, czy tylko migrująca - wyjaśnia Kornel Ciesielski z Koła Łowieckiego „Szarak” w Tczewie. - Natomiast pewne jest, że polska populacja wilka rozrasta się, więc powinna być pod stałą kontrolą, aby zachować równowagę w przyrodzie. Te drapieżniki migrują, gdy w ich środowisku zaczyna nie starczać dla wszystkich pożywienia.

 

Czytaj też: Dziki grasuja na Pomorzu i niszczą pola

Wilki objęto ochroną w 1988 r. (ścisłą w 2001 r.). Od tego czasu - po hekatombie podczas tzw. akcji wilczej w latach 50. i 60. XX wieku - ich populacja w kraju zaczęła się odradzać.

- Na początku wolno, ale w ostatnich latach przyrost ich jest stosunkowo szybki, stąd też obserwujemy powrót wilków tam, gdzie nie było ich od lat - wyjaśnia w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” biolog Maciej Szewczyk.

Obecność wilków na Kociewiu odnotowują także myśliwi z powiatu starogardzkiego. Do członków Koła Łowieckiego „Łoś” w Skórczu dotarły informacje o zagryzionych sarnach, a nawet kundelku w Mirotkach. Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody za szkody wyrządzone przez wilki w pogłowiu zwierząt gospodarskich przysługuje odszkodowanie.

- Wilki nie są groźne dla ludzi, których unikają jak ognia - podkreśla Kornel Ciesielski. - Człowieka wilk zaatakuje tylko wtedy, kiedy zostanie osaczony. Przy bezpośrednim spotkaniu lepiej nie wykonać żadnych gwałtownych ruchów i spokojnie poczekać, aż wilk sam odejdzie. Pamiętajmy, że on boi się bardziej nas, niż my jego.