Ciągnik Lanz Bulldog jak nowy - Adam Radtke z Sobieńczyc odtworzył traktor z końca lat trzydziestych ubiegłego wieku. Maszyna jest w pełni sprawna. Obok niemieckiego buldoga stoi polski ursus z 1948 roku. [video:http://get.x-link.pl/61e9688a-10b7-f35c-acd2-0ac846e6b30f,44e4d629-1753-8d97-70c2-6c22e79d3a4c,embed.html width:640 height:360 align:center]

Adam Radtke to prawdziwy szczęściarz, bo jest jednym z niewielu w Polsce, a zapewne i na świecie, posiadaczem unikatowego ciągnika.

- To Lanz Bulldog, legenda w świecie traktorów. Niemiecka myśl technologiczna, którą w latach powojennych nieudolnie próbowali skopiować nasi konstruktorzy - mówi z dumą kolekcjoner.

Lanz jest zrobiony na wysoki połysk - ciągnik nie ma najmniejszej rysy, a jakości materiałów użytych np. do budowy drewnianej kierownicy nie powstydziłby się niejeden luksusowy samochód. Ale to nic dziwnego, bo pan Adam Bulldoga pokochał już w dzieciństwie.

- Tata miał podobny egzemplarz - mówi hobbysta z gminy Krokowa. - Tyle że tamten był użytkowy i mimo podeszłego wieku wciąż pracował. Mój to cacko, który na pole nie wyjeżdża.
 

Lanza znają za to np. nowożeńcy, którzy ostatnio wypożyczyli go na swoje wesele. Odrestaurowany z klasą ciągnik świetnie spełnił swoją rolę. Choć sam pan Adam ok. 30-kilometrowej wyprawy z Sobieńczyc (tu mieszka) do Rzucewa (tu było wesele) nie wspomina zbyt ciepło. - Lanz to nie jest demon szybkości - przyznaje. - Jedzie dość powoli, bo uda mu się rozpędzić do trzydziestki.

Ale to absolutnie nie przeszkadza, by mieszkaniec gminy Krokowa nie planował naprawdę superwyprawy. Pod koniec sierpnia w Lubuskiem odbywa się doroczny zlot miłośników starych ciągników i maszyn rolniczych. Tu Lanz znad morza zrobiłby furorę.

- Wyjechać musiałbym chyba z tydzień wcześniej - ze śmiechem komentuje Adam Radtke, remontując już kolejny ciągnik ze swojej kolekcji.