sportowy24
    Urszula Radwańska: Własny biznes zastępuje mi adrenalinę,...

    Urszula Radwańska: Własny biznes zastępuje mi adrenalinę, którą znam z tenisowych kortów [rozmowa]

    Rafał Rusiecki

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Urszula Radwańska: Własny biznes zastępuje mi adrenalinę, którą znam z tenisowych kortów [rozmowa]

    ©Fot. Karolina Zajączkowska/materiały prasowe

    Urszula Radwańska opowiada o byciu ambasadorką, powrocie po chorobie i nowej pasji ze świata mody.
    Urszula Radwańska: Własny biznes zastępuje mi adrenalinę, którą znam z tenisowych kortów [rozmowa]

    ©Fot. Karolina Zajączkowska/materiały prasowe

    Czy są jakieś państwa na świecie, których pani w trakcie sportowej kariery nie odwiedziła?

    Nie byłam nigdy w Ameryce Południowej! Były tam oczywiście jakieś turnieje WTA, ale tak się złożyło, że nigdy tam nie byłam. Tam są zawsze nawierzchnie ziemne, a ja za takimi nie przepadam. Poza tym bardzo się boję pająków i mam takie wizje, że jeśli polecę do Brazylii, to tarantule są tam wszędzie, w każdym pokoju. Mam taką schizę. A poza Ameryką Południową, to faktycznie byłam praktycznie już wszędzie. W Europie na pewno w każdym kraju. Jest tego dużo.

    Pytam, bo dla mnie pierwsze skojarzenie z profesjonalnym tenisem to podróżowanie oraz duże pieniądze do podjęcia z kortu. Czy to rzeczywiście ludzi najbardziej pociąga w tej dyscyplinie?

    Nie, myślę, że w ogóle tutaj nie chodzi o pieniądze. Żeby w tenisie zarabiać duże pieniądze, to trzeba być wysoko, w czołówce rankingu. Zarabia pierwsza 50. Bardzo ciężko się do niej dostać. Trzeba mnóstwo pieniędzy zainwestować, żeby w juniorskim wieku jeździć na turnieje. Wtedy dużo się podróżuje, a nie zarabia. Do 18. roku życia tak naprawdę nie ma zarobku z tenisa. Chyba, że ktoś w wieku 16 lat gra na turniejach WTA. Myślę, że to nie jest więc główna motywacja w tym sporcie. Sam tenis jest tak fajny, nie tylko na poziomie zawodowym, ale i amatorskim. W tenisa można grać w każdym wieku. To sport, który jednoczy, bo cała rodzina może być na korcie. Na mecz tenisowy można zabrać dziecko i z tyłu głowy nie ma się tego, jak to bywa w piłce nożnej, że jest chuligaństwo, bijatyki itp. To sport szlachetny, który przyciąga swoją klasą.

    Przyjechała pani na chwilę do Sopotu, aby wziąć udział w akcji „Dzieciaki do rakiet”. Czy zauważa pani, że coraz trudniej jest odciągnąć dzieciaki od świata wirtualnego?

    Tak, oczywiście. Kiedy sama zaczynałam grać w tenisa, to nie było smartphone’ów, czy ipad’ów. Teraz, kiedy patrzę na małe dziecko, to już jest z ipad’em. To trochę przykre, że świat idzie w tym kierunku, że wszystko zaczyna być wirtualne. Każde dziecko ma internet, smartphone’a, a przez to nie bawi się już tak z rówieśnikami, nie wychodzi z domu. To uwidacznia się także w badaniach, które wskazują, że więcej dzieci jest otyłych, bo po prostu mniej się ruszają. To przykre. Ale między innymi dlatego jest akcja „Dzieciaki do rakiet”. Jestem ambasadorką tej akcji, z czego bardzo się cieszę. Mogę pokazać, że tenis jest wspaniałym sportem. Widziałam tutaj taką tabliczkę z napisem „Wolę rakietę od smartphone’a” i ja się mogę pod tym podpisać. Cieszy mnie też, że tenis będzie częściej w szkołach, na lekcjach wychowania fizycznego. Coraz więcej szkół to prowadza. Myślę, że to też zachęci dużo młodych ludzi i pokaże im, że tenis jest fajnym sportem.

    A z perspektywy kortów też zauważa pani, że u młodego pokolenia jest problem z aktywnością?

    Na pewno widać, że dzieci są mało chętne do aktywności fizycznej. Wolą mieć w ręku tablet, a te starsze siedzieć na snapchacie lub instragramie. Wolą robić zdjęcia. Niestety, idzie to w tym kierunku, że media społecznościowe mocno pochłaniają te dzieci. Częściej piszą do siebie, niż spotykają się, żeby po prostu porozmawiać. Tym bardziej nie trzeba mnie było namawiać do uczestnictwa w takiej akcji tenisowej. Zostałam jej ambasadorką i sama jestem przykładem, że od małego gram w tenisa, stawiam na sport i ruch. Oczywiście, później to była ciężka praca, ale na początku najważniejsza była zabawa.

    To jak to wyglądało u pani?

    Tata na samym początku nie zmuszał mnie i siostry do tenisa. Nie kazał nam iść na kort, tylko nas umiejętnie zachęcał, że my same tego chciałyśmy. Na początku, kiedy byłyśmy małe, ważna też była duża grupa dzieci. Same dziecko na korcie szybko się nudzi. Dobrze, więc kiedy są rówieśnicy, zabawa i mała rywalizacja. Dobrze jest pokazać, że fajnie wziąć rakietę do ręki i się poruszać.

    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    MISTRZOWIE SMAKU Wojewódzki finał trwa!

    MISTRZOWIE SMAKU Wojewódzki finał trwa!

    Nowość! Książka

    Nowość! Książka "Sekrety gdyńskich kamienic"

    Głosuj na najpiękniejsze dziecięce uśmiechy! Prześlij zdjęcie swojego dziecka! Czekają nagrody!

    Głosuj na najpiękniejsze dziecięce uśmiechy! Prześlij zdjęcie swojego dziecka! Czekają nagrody!