PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Dziennik Bałtycki » Rejsy » Artykuł

Wszystkie wózki tańczą

Wszystkie wózki tańczą

Hospicjum to też życie, a życie czasem bywa balem. Jak ten (© Tomasz Bołt)

Dziennik Bałtycki Irena Łaszyn

2010-02-13 11:13:12, aktualizacja: 2010-02-13 11:13:12

Dominują księżniczki i królewny, ale jest też rycerz w lśniącej zbroi, kot i pies. Podryguje żołnierz, Zorro poprawia czarną maskę, starsza pani na wózku usiłuje złapać rytm. Gra muzyka. Na parkiecie, w objęciach mamy, pojawia się żółw. A potem kolejna babcia i kolejny dziadek, ktoś trochę młodszy i ktoś trochę starszy. Wolontariusze w żółtych koszulkach potrząsają ich pojazdami. Wspólnie wywijają piruety.

- Wózeczki się rozjeżdżają! - komenderuje Michał Juszczakiewicz, znany z programu "Od przedszkola do Opola". - A teraz przybliżają się do siebie. Rozjeżdżają się i przybliżają, rozjeżdżają i przybliżają...

- Juszczakiewicz jest prawdziwy czy przebrany? - ktoś chce wiedzieć.

Piotr Kławsiuć z Fundacji Hospicyjnej w Gdańsku zapewnia, że prawdziwy, a imprezę u nich prowadzi
nie po raz pierwszy. Oczywiście, za darmo. Jak wszyscy, którzy przy organizacji balu pomagają.
- To wy często w tym hospicjum balujecie?
- Kilka razy w roku - podpowiada Beata Król, pielęgniarka koordynująca pracę dziecięcego hospicjum domowego, działającego w ramach Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. - Ale rodziny naszych małych podopiecznych bywają u nas częściej. Żeby się rozerwać, złapać chwilę oddechu.
- Rozerwać w hospicjum?!

Odpowiadają chóralnie hasłem z plakatów: Hospicjum to też życie! Ono uczy, że trzeba zrobić coś dla siebie. Zacząć żyć normalnym życiem. A normalność jest wtedy, gdy można wyjść do sklepu albo do fryzjera. Gdy jest "zastępstwo" przy dziecku i gdy jest przeświadczenie, że z opiekunką będzie ono równie bezpieczne. Żeby zrobić coś dla siebie, trzeba zacząć od własnej głowy, w której jest poplątanie z pomieszaniem. Zupełnie jak na tym parkiecie podczas balu przebierańców, na którym szaleją chorzy i zdrowi, dzieci i staruszkowie, ci z miasta i ci z sal na piętrze.
W głowie trzeba sobie różne sprawy poukładać.

Hejnalista i psi ogon
Opowiadają o pani Oli, mamie Michałka, która znała tylko jedną trasę: Z domu do szpitali. Przez 11 lat nie zboczyła z niej na krok. Bardzo była zmęczona. Namawiali ją do odpoczynku, do wyjazdu. Nawet nie chciała słyszeć. Uważała, że do końca musi dźwigać swój krzyż. Poza tym - podkreślała - na takie fanaberie jej nie stać. No to zdecydowali za nią. Zorganizowali opiekę do dziecka, a jej załatwili pobyt w SPA. W Krakowie. Mało nie zemdlała z wrażenia. Dała się ubłagać, pojechała.

Dr Zbigniew Bohdan, pediatra domowego hospicjum dziecięcego i zbieracz "okruchów codzienności", które potem skrzętnie zapisuje, wspomina to tak:
- Ola dzwoni z Krakowa. Doktorze, stoję przed wieżą kościoła Mariackiego, a ten pan, co gra na trąbce hejnał, pomachał do mnie ręką.

Na balu pani Oli nie ma, bo Michałek jest po operacji PEG-a, czyli wprowadzenia do żołądka zgłębnika, przez który podaje się pokarm. Wiele dzieciaków taki zabieg przeszło. One w ogóle wiele przechodzą.

Denis jest w trakcie czwartej chemioterapii, a Jessika po operacji serduszka.
- Może przez Najwyższego wymodlimy dla nich siły? - rozważa Beata Król.
strona: 1 z 4 »

Reklama

Dziennik Bałtycki»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy