Metropolia to solidarność miast. Patryk Demski, burmistrz...

    Metropolia to solidarność miast. Patryk Demski, burmistrz Pelplina: powinniśmy przyjrzeć się, jak powstała metropolia na Śląsku [rozmowa]

    rozm. Jarosław Zalesiński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Z Patrykiem Demskim, burmistrzem Pelplina, rozmawiamy o idei metropolii - na tydzień przed debatą „Chcemy metropolii na Pomorzu!”, współorganizowanej przez „Dziennik Bałtycki”.
    Patryk Demski: Nasze rozpolitykowanie  w woj. pomorskim  nie sprzyja pewnym procesom

    Patryk Demski: Nasze rozpolitykowanie w woj. pomorskim nie sprzyja pewnym procesom ©PZ

    Przypuszczam, że kiedy mieszkaniec regionu słyszy słowo „metropolia”, oczyma duszy widzi Trójmiasto, a przynajmniej jakiś gęsto zabudowany miejski obszar. A to nie tak...

    Ja w ogóle niechętnie mówię o metropolii w wymiarze tylko geografii. Bardziej odpowiada mi definicja metropolii jako pewnej wspólnoty i pewnej idei. To dla mnie dobrowolnie zadzierzgnięte więzy współpracy, w celu osiągnięcia solidarnego rozwoju.

    Wspólnota idei, ale i interesów?

    Tak, ale te interesy postrzegam przez pryzmat solidarnego łożenia na wspólny i stały rozwój. Metropolia to dla mnie przedsięwzięcie, które ma na celu połączenie tych, którzy radzą sobie świetnie, z tymi, którzy są jeszcze na krzywej wznoszącej.

    Gdyby spojrzeć na dwie poprzednie dekady, czy nie działo się jednak w Polsce tak, że to ci więksi korzystali na rozwoju kosztem mniejszych?

    Bardzo trudne pytanie. Nie ma na nie prostej odpowiedzi. Jest jasne, że potencjał dużego miasta jest inny niż małych ośrodków. Ale nasza metropolitalna wspólnota jest próbą, przynajmniej ja tak ją postrzegam, stawiania na wspólny rozwój, przy solidarnym rozdzielaniu środków z Unii i także własnych. Dużym miastom miasta mniejsze są potrzebne choćby z tego względu, że również te duże mają swoje bariery rozwoju.

    Więc po to by je rozwiązywać, mogą np. „zasysać” aktywnych, przedsiębiorczych ludzi z mniejszych ośrodków.

    Ale jeszcze lepiej - mogą wspierać tych, którzy w rozwoju są dopiero na jakimś wcześniejszym etapie. Nie chodzi przecież o to, żeby przenosić ludzi do rdzenia metropolii. Tak naprawdę generuje to znacznie więcej kłopotów i kosztów, niż zgodny rozwój całego obszaru metropolitalnego. Tendencja jest dzisiaj zresztą raczej odwrotna: choćby nie wiem jak zaklinali rzeczywistość prezydenci dużych miast, dokonuje się proces suburbanizacji, przeprowadzania się ludzi do ośrodków podmiejskich. Metropolia może przeciwdziałać negatywnym skutkom tych procesów właśnie dzięki solidarnej współpracy.

    W jaki sposób może z Gdańskiem solidarnie współpracować Pelplin?

    Nie aplikowaliśmy za pośrednictwem Gdańskiego Obszaru Metropolitalnego o środki w ramach RIO, ale korzystamy z metropolii inaczej: z jej bazy wiedzy, z bazy planowania wydarzeń kulturalnych, z oszczędności na rachunkach, bo np. wspólnie zamawiamy energię elektryczną.

    Gdańsk może korzystać na współpracy z Pelplinem?

    Staramy się choćby podpowiadać nasze sposoby radzenia sobie z pewnymi problemami w naszej mniejszej skali. W mikroskali przepracowywanie ich nie powoduje wielkich konsekwencji, nie jest tak kosztowne. To jakby laboratorium, w którym można prowadzić „badania” i potem te doświadczenia przenosić od większych organizmów miejskich. Nie jesteśmy zatem jedynie dostarczycielami „siły roboczej”. Bywa i tak, że to my przyciągamy do siebie firmy, te, które szukają pracowników w miejscu ich zamieszkania, a ponadto - szukają życzliwej administracji. W małej gminie inaczej traktuje się przychodzącego do niej inwestora.

    Pewnie rozwija się przed nim czerwony dywan.

    (Śmiech) Na pewno stara się o wiele ułatwień dla niego.

    Nawet jeśli poczułem się przekonany przez Pana, mogę mieć wątpliwość, czy do takiej wzajemnie korzystnej współpracy trzeba powoływać jakiś związek metropolitalny, tworzyć kolejne miejsca pracy dla urzędników. Co nam z tego?

    Administracyjne „protezy” wydają się jednak niezbędne. Jeśli nie stworzymy jakiegoś schematu współpracy, będziemy skazani na jedynie rozwiązywanie ad hoc pojawiających się problemów. Podam przykład: ktoś, kto kupuje dom poza Gdańskiem, zachował z tym miastem wiele związków, ma tam nadal swoje interesy. Generuje to problemy i napięcia pomiędzy miejscem życia a np. miejscem pracy. Te problemy powinny być rozwiązywane przez administrację obejmującą oba te obszary. Druga kwestia: w naszym obszarze metropolitalnym mamy nie tylko powiaty grodzkie, ale i powiaty ziemskie. Jak sobie poradzić z tym zróżnicowaniem?

    Jedną administracją?

    Trzeba oczywiście pamiętać o tym, by nie tworzyć czwartego szczebla samorządu. Nie miałoby to umocowania w konstytucji. Ale schematyzacja, tworzenie administracyjnych struktur jest ważne. Bo za wszystkim stoją ludzie. Spójrzmy na przykład świetnie zapowiadającej się metropolii śląskiej.

    Zaczęło się od wojny o stanowiska i kompetencje.

    Bo nawet najlepsze instytucje mają swój osobowościowy wymiar - ludzi, którzy je tworzą. Dlatego struktury są ważne. A poza tym trudno mi wyobrazić sobie bez takiej administracji rozwiązywanie problemów w przynajmniej dwóch dziedzinach, transportu i planowania przestrzennego. Wielokrotnie to testowaliśmy, że planowanie przestrzenne ograniczone do granic jednej gminy wiele kwestii dotyka tylko punktowo, a po drugiej stronie granicy generuje konflikty. Np. w jednej gminie powstało osiedle, w którym ludzie chcieli spędzić spokojnie starość, a tuż po drugiej stronie granicy, powstaje duża fabryka. I konflikt gotowy.

    Konflikt w sprawie tworzenia metropolii to my mamy już teraz. Poprzednia ekipa rządowa sprzyjała ich powstaniu, a obecna - taka pokutuje opinia - sprzyja metropoliom nie za bardzo.

    Nie znam żadnych argumentów na rzecz tezy, że ktoś metropoliom kiedyś sprzyjał, a ktoś inny teraz nie sprzyja.

    Pod koniec poprzedniej kadencji parlamentu przyjęto ustawę o związkach metropolitalnych, a obecny rząd nie uchwalił do niej aktów wykonawczych.

    Mieliśmy rozstrzygać o przyszłości metropolii na fundamencie naprędce przygotowanej ustawy, która tak naprawdę tworzyła w jakimś stopniu quasi-czwarty stopień samorządu, redagowanej z niewielkim tylko merytorycznym udziałem osób, które zgłaszały pod jej adresem krytyczne uwagi? Ustawa była naprędce konstruowana, używając określenia mojego ulubionego poety: „nieprzysiadalna” dla samorządowców. Wszystko to razem daje chyba podstawy do stwierdzenia, że właśnie tego rodzaju działania nie sprzyjały tworzeniu metropolii. Ustawę wrzucono na pięć minut przed wyborami, dla spowodowania politycznej dyskusji. Ona była martwa od urodzenia.

    Co przeszkodziło tchnąć w nią nowego ducha?

    Rząd wybrał inną drogę: Opracował ustawę o metropolii, ograniczoną do metropolii śląskiej. To wskazanie drogi.

    I co dalej?

    Dalej mamy w Polsce dwa, może trzy grupy obszarów metropolitalnych, dla których kolejne ustawy mogłyby zostać uchwalone. Śląsk jest światełkiem w tunelu. Pokazuje, że można zredagować nie najgorszą ustawę, nierozstrzygającą wszystkich kwestii, ale dającą stabilizację finansową. Śląska ustawa będzie zaczynem dla dyskusji, jaka ma być ustawa dla metropolii trójmiejskiej, warszawskiej, być może poznańskiej.

    Podoba mi się ta kolejność: Trójmiejska zaraz po śląskiej.

    Bardzo bym chciał, żeby tak było. Ale abstrahowanie od kontekstu politycznego jest bardzo trudne. Wiem, że się to wielu moim kolegom samorządowcom nie podoba, ale ja często powtarzam, że permanentny konflikt z większością parlamentarną, który generuje obóz pana prezydenta Gdańska, nie służy sprawie metropolii na Pomorzu. Mówiąc otwartym tekstem: Jeśli członkowie metropolii na Pomorzu chcą coś ugrać, to powinni przyjrzeć się, jak powstawała metropolia śląska, gdzie obecny wojewoda wcześniej był przez długi czas sekretarzem związku metropolitalnego i przygotowywał rozwiązania, które nie zostały zakwestionowane przez żadną ze stron politycznych. A dzisiaj jako wojewoda patronuje całemu przedsięwzięciu. Dzięki temu wiele rzeczy na Śląsku udało się przeprowadzić. Mam obawę, że nasze rozpolitykowanie w województwie pomorskim, z różnych powodów, głownie historycznych, nie sprzyja pewnym procesom.

    Panie burmistrzu, nie będę podejmował wątku, kto z kim generuje spór, zapytam tylko już na koniec: Mimo tych napięć wspólne debatowanie o metropolii na Pomorzu jest możliwe i potrzebne?

    Dyskurs jest ważny. Ale jeżeli w tym dyskursie pojawiają się konferencje prasowe, na których mało parlamentarnymi słowami określa się różnych przedstawicieli drugiej strony, trudno się dziwić, że to powoduje kolejne zadrażnienia. Bardzo trudno jest dojść taką drogą do konsensusu. Może ktoś uznawać, że generowanie polaryzacji pomoże w wyborach samorządowych jesienią tego roku. Ale czy służy naszej metropolii?


    Metropolitalne Debaty na Pomorzu - kliknij i dowiedz się więcej >>>

    Rozpoczynamy cykl Metropolitalnych Debat w Olivii. Oglądajcie na żywo już w poniedziałek, 22 stycznia!

    22 stycznia w Olivia Business Centre odbędzie się debata, w której wezmą udział członkowie rządu, parlamentarzyści, samorządowcy oraz przedstawiciele środowisk nauki i biznesu. Uczestnicy debaty podpiszą deklarację o potrzebie utworzenia metropolii na Pomorzu.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    "solidurność"

    donChichot (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Organizuje się "kupę" co ma pobasować na "forum" a śmietankę i tak "lider' przejmie, bo przecież ma największe potrzeby...

    Partner główny:

    Partner merytoryczny: