Młoda kobieta żyje, bo mąż dowiózł ją sam do szpitala

    Młoda kobieta żyje, bo mąż dowiózł ją sam do szpitala

    Janina Stefanowska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Gdyby Leon Szczypior z Załakowa za Sierakowicami nie zabrał w sobotni wieczór żony do szpitala w Kościerzynie, dziś mógłby być już wdowcem. Wezwany lekarz kartuskiego pogotowia ratunkowego zaaplikował kobiecie jedynie zastrzyk przeciwbólowy. Wieczorem leżała już na stole operacyjnym z dwoma litrami krwi w jamie brzusznej.
    - Już w piątek bratowa źle się czuła, ale nie na tyle źle, by wzywać pogotowie - opowiada Teresa Cybula, szwagierka Malwiny Szczypior. - W sobotę jej stan się pogarszał, przy wstawaniu osunęła się na ziemię, więc brat wezwał pogotowie ratunkowe.

    Przyjechała karetka. Lekarz zebrał wywiad.

    - Żona mówiła, że bolały ją barki, brzuch, bo dzień wcześniej pomagała mi przy noszeniu drewna - mówi Leon Szczypior.
    - Lekarz stwierdził przesilenie. Usłyszałem, że gdybym pomasował żonę, to- by ból minął. Dali żonie zastrzyk przeciwbólowy. Nie zmierzyli ciśnienia, nie odpowiedzieli, dlaczego żonie spuchł brzuch.

    Po zastrzyku pacjentce się polepszyło. Gdy jednak wieczorem próbowała dojść do łazienki, znowu zasłabła. Mąż ponownie zadzwonił po pogotowie.

    - Dyspozytorka zadawała wiele pytań, dziwiąc się, że drugi raz wzywam karetkę - relacjonuje Leon Szczypior. - Trwało to długo, zdenerwowałem się i powiedziałem, że sami ją zawieziemy do szpitala. Malwinę ułożyliśmy na tylnym siedzeniu samochodu, z bólu nie mogła wytrzymać. Gdy dotarliśmy do szpitala w Kościerzynie, okazało się, że jej ciśnienie krwi było niewyczuwalne. Lekarze stwierdzili krwotok wewnętrzny. Po trzech godzinach była już po operacji. W jej jamie brzusznej były ponad dwa litry krwi. Okazało się, że powodem krwotoku było pęknięcie jajowodu z pozamaciczną ciążą.

    - Pacjentkę przywieziono w stanie ciężkim - potwierdza Andrzej Steczyński, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie. - Dyżurny ginekolog Jacek Szewczuk wezwał do pomocy dyżurującego pod telefonem Piotra Fornala i wspólnie zoperowali kobietę. Utraciła sporo krwi, dlatego podano jej krew i osocze. Czuje się już dobrze i jeśli nie będzie komplikacji, w tym tygodniu wróci do domu.

    Lekarz naczelny Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach o zaistniałej sytuacji dowiedział się od nas.

    - Nie mam żadnej pisemnej skargi - powiedział Wojciech Martula. - W ramach nadzoru nad działalnością medyczną szpitala poprosiłem lekarza z karetki o pisemne wyjaśnienia. To doświadczony lekarz, do którego nigdy nie było zastrzeżeń. Z tego co mi wiadomo, wykonał wszystkie standardowe czynności zgodnie z zasadami sztuki medycznej. Pacjentka uskarżała się na ból mięśni, związany z wcześniejszym wysiłkiem fizycznym. Innych dolegliwości nie zgłaszała. Niemniej, sprawę zbadam - zapowiedział.

    Leon Szczypior chwali lekarzy z Kościerzyny za szybką i sprawną operację. - Ale nie rozumiem postępowania personelu szpitala z Kartuz - stwierdził. - Lekarz przeoczył bardzo poważny stan żony, a dyspozytorka nam nie pomogła.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo