Menu Region

Rodzice chcą wiedzić dlaczego stracili dziecko

Rodzice chcą wiedzić dlaczego stracili dziecko

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Bałtycki
Prześlij Drukuj
Rodzina Pyrchów wciąż nie wie, dlaczego ich córeczka 1,5 roku temu umarła podczas porodu w bytowskim szpitalu. Trzy miesiące temu na świat przyszło ich drugie dziecko, a śledztwo w sprawie nagłego zgonu malutkiej Olimpii nadal stoi w miejscu.
Olimpia nie doczekała się nawet pierwszego spotkania z rodzicami. Umarła zanim otworzyła oczy. Ledwie urodzona córeczka Marzeny i Pawła Pyrcha z Pomyska Małego (gm.
Bytów) zmarła podczas porodu w bytowskim szpitalu. Rodzice obwiniają lekarza, więc złożyli doniesienie do prokuratury. Pisaliśmy o tym kilkakrotnie, ale teraz pojawił się kolejny problem. Śledztwo zostało zawieszone, bo biegły przez kilka miesięcy nie wydał opinii w tej tak dramatycznej dla rodziny sprawie. Pyrchowie w międzyczasie doczekali się szczęśliwych narodzin drugiej córeczki. Spać jednak nie mogą, bo wciąż nie wiedzą czy ich pierwsze dziecko mogło jednak żyć.
Ciąża Marzeny Pyrcha przebiegała bez żadnych komplikacji. Czas rozwiązania wyznaczono na 21 października 2007 roku, ale się opóźniał.
- Do szpitala trafiłam dopiero kilka dni później, w piątek 26 października. Wtedy zaczęła się moja gehenna - opowiada kobieta.
Młoda mama wspomina ten czas z wielkim bólem. - Byłam w szpitalu traktowana jak przedmiot. Przenoszono mnie między piętrami - wspomina.
Prawdziwe bóle porodowe przyszły dopiero we wtorek.
- To było naprawdę straszne. Zaczęłam prosić o cesarskie cięcie. Od pielęgniarek i lekarza usłyszałam, że się nad sobą użalam, bo jak chce się mieć dziecko, to trzeba swoje wycierpieć - dodaje mieszkanka Pomyska Małego.
Poród trwał w nieskończoność, a kobieta nie na żarty przeraziła się, gdy odeszły jej zielone wody płodowe. - Powiedziałam o tym pielęgniarce, która poinformowała lekarza, że śmierdzę. Zrobiło mi się przykro. Oni nie podjęli żadnych działań, a ja wiłam się z bólu i prosiłam o cesarskie cięcie. Nie doczekałam się. Poród rozpoczął się w środę. Był straszny, bo lekarz wyciskał dziecko na siłę. Do tej pory boli mnie biodro - opowiada.
Najgorsze przyszło po porodzie. - Gdy urodziłam usłyszałam tylko trzy kwęknięcia dziecka. Płaczu nie było. Pielęgniarki powiedziały, że muszą je umyć. Ja go nie zobaczyłam, a na sali zrobił się popłoch. Potem się dowiedzieliśmy, że Olimpia nie żyje - kontynuuje Marzena Pyrcha.
Jej mąż wspomina, że od razu wręczono mu karteczkę z numerami telefonów do firm pogrzebowych. - Byłem w szoku. Nie wiedziałem jak to powiedzieć żonie. Pielęgniarka zaproponowała, by zobaczyła dziecko w przekonaniu, że ono śpi jak laleczka. Nie postąpiłem tak i wkrótce powiadomiliśmy policję, bo naszym zdaniem nasz dzidziuś by żył, gdyby lekarze przeprowadzili cesarskie cięcie - mówi Paweł Pyrcha.
Adam Prądzyński, lekarz który przyjmował poród, tłumaczy, że nie było żadnych wskazań do przeprowadzania cesarskiego cięcia. - Prawdą jest, że w wodach płodowych była infekcja paciorkowca, ale dowiedzieliśmy się o tym dopiero po porodzie, bo wynik badania otrzymujemy po 48 godzinach. Zielony kolor wód płodowych wcale nie wskazuje na niebezpieczeństwo, gdy poród przebiega normalnie.
W tym przypadku tak właśnie było - zapewnia doktor Prądzyński. - Sprawa pani Pyrcha to dla mnie też wielka tragedia. To pierwszy przypadek śmierci noworodka, który jednak był nie do przewidzenia. Po prostu po urodzeniu płuca dziecka nie podjęły akcji, a reanimacja nie pomogła - dodaje doktor.
Sprawa trafiła do prokuratury w Bytowie. Ta wyłączyła się ze śledztwa i przekazała ją do Słupska, by nie było posądzeń o stronniczość. Niestety w Słupsku od października 2008 roku śledztwo nie ruszyło się nawet o krok. - Sprawa jest zawieszona, bo wciąż czekamy na opinię biegłego lekarza z Koszalina - tłumaczy Renata Krzaczek-Śniegocka, zastępca prokuratora rejonowego w Słupsku.
Taką odpowiedź usłyszeliśmy w październiku, listopadzie, a także w marcu tego roku. Rodzina liczy, że przyczyna śmierci ich "słoneczka" będzie w końcu wyjaśniona.
- Wiemy, że nikt już życia naszej kruszynce nie zwróci, ale chcemy, by ta sprawa była nauczką dla lekarzy. Muszą wiedzieć, że nie powinni traktować pacjentów instrumentalnie i mieć świadomość, że taka pomyłka to nie jest błaha sprawa. Tu chodzi o jedno ludzkie istnienie - mówią Pyrchowie. - Dla nich to może nic takiego, ale dla nas śmierć naszej malutkiej Olimpii to wielka tragedia.
Teraz całą miłość przelewają na Nadię. Trzymiesięczna córeczka też urodziła się w bytowskim szpitalu, ale metodą cesarskiego cięcia.
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama