Nikt nie sądził, że złotówka tak mocno osłabnie
Data dodania: Ostatnia aktualizacja:
Jeżeli polski eksporter w marcu 2008 roku wiedział, że otrzyma za swoje towary dostarczone swojemu kontrahentowi w marcu 2009 roku zapłatę w wysokości 10 mln dolarów, a obawiał się, że kurs złotówki pójdzie w górę, mógł kupić opcję dającą mu prawo sprzedaży owych 10 mln dolarów np. po 3,50 zł za dolara (kurs w marcu 2008 roku był niższy).
Jeżeli np. w marcu 2009 roku dolar kosztowałby tylko 2,80 zł, bank sprzedający opcję eksporterowi musiałby kupić od niego 10 mln dolarów po 3,50 zł. Czysty interes dla eksportera. Tym bardziej że gdyby dolar w marcu 2009 kosztował 4 zł, eksporter mógłby zrezygnować z realizacji umowy opcyjnej, sprzedać uzyskane dolary na rynku po 4 złote.
Koszt, jaki by poniósł, równałby się cenie opcji zapłaconej w marcu 2008 roku - załóżmy, że wynosiłaby ona 20 000 dolarów. Obie strony, eksporter i bank, byłyby zadowolone. Pierwszy zyskałby dodatkowe 5 mln złotych (minus 80 000 zł za niezrealizowanie opcji), drugi zarobiłby "za nic" 20 000 dolarów.
Proste? Jak na tym można stracić?
Okazało się, że jednak można. Polskie banki wpadły na pomysł, by firmom chcącym kupić opcje powyższego typu, proponować równoległą transakcję odwrotną. Firma (np. eksporter) sprzedać mogła opcje na kupno od niej dolarów też po 3,50 zł. Za to nie musiałaby płacić za opcję pierwszą, czyli w naszym przykładzie owych 20 000 dolarów. Pozornie dalej wszystko jest OK. Jednak sytuacja jest już zupełnie inna niż w pierwszym przykładzie.
