Magiczny Mahler

    Magiczny Mahler

    Dorota Goździewska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Po tym, jak w listopadzie i grudniu ubiegłego roku Orkiestra Polskiej Filharmonii Bałtyckiej wykonała I i II Symfonię Gustawa Mahlera, przyszedł czas na kolejną odsłonę w ramach tego cyklu. W piątkowy wieczór w sali koncertowej na gdańskiej Ołowiance odbył się trzeci koncert z cyklu: "Mój czas jeszcze nadejdzie - Symfonie Mahlera".
    Zabrzmiała III Symfonia d-moll, której obsada wykonawcza jest dość nietypowa. Obok głosu solowego, chóru i orkiestry, w V części pojawia się również chór chłopięcy. W koncercie wystąpiła Ewa Marciniec (alt), Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego (a dokładniej jego głosy żeńskie), przygotowany przez Marcina Tomczaka i Michała Kozorysa, orkiestra Filharmonii Bałtyckiej oraz chór dziecięcy żeński - co odbiegało od założeń kompozytora. Chór ten przygotowała Beata Liley.

    Sam Gustav Mahler mówił o swojej kompozycji, że czegoś podobnego świat nigdy dotąd nie słyszał. III Symfonia to rzeczywiście gigantyczne dzieło, najbardziej "rozległa" kompozycja Mahlera, zajmująca centralne miejsce w całej jego twórczości. Powiem tylko, że pierwsza część tej sześcioczęściowej kompozycji trwa około 40 minut. Na swoje pierwsze wykonanie symfonia musiała czekać aż sześć lat...

    Utwór łączy w sobie różnorakie muzyczne przebiegi. Motywy III Symfonii dialogują i przeplatają się w niej, przechodząc od radosnych, optymistycznych do nostalgicznych i pełnych pesymizmu. Uwagę melomanów na piątkowym koncercie przykuwała piękna, bardzo głęboka barwa głosu solistki - Ewy Marciniec. Utrudnione zadanie miały instrumenty dęte, które w większości utworu przewodzą. Łączone były po cztery w grupach, co wyraźnie utrudniało im utrzymanie intonacji.

    W piątej części wystąpiły oba chóry. Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego liczył dwukrotnie więcej głosów niż chór dziecięcy, stąd też prawie w ogóle niesłyszalne były głosy dzieci. Za to orkiestra wykonała III Symfonię bardzo spójnie. Przejścia z fragmentów wolnych na szybsze, z kantylenowych na taneczne były wyważone i płynne. Orkiestra licząca około 90 osób była jednością, precyzyjnie reagującą na każdy gest dyrygenta.

    Kai Bumann, szef artystyczny orkiestry, "magicznie" poprowadził swoich muzyków w ostatniej części. Instrumenty wręcz "śpiewały". Najpierw bardzo cicho i spokojnie, wstrzymując napięcie, aż do kulminacji i brawurowego zakończenia. Słuchacze, którzy szczelnie wypełnili tego wieczoru całą salę koncertową Filharmonii Bałtyckiej, nagrodzili wykonawców gromkimi brawami. Teraz pozostaje nam czekać na gdańskie wykonanie kolejnej symfonii Mahlera.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo