Sopot Jazz Festival 2015. Koncert Amerykanów uwieńczeniem...

Sopot Jazz Festival 2015. Koncert Amerykanów uwieńczeniem przeglądu [RECENZJA]

Tomasz Rozwadowski

Dziennik Bałtycki

Dziennik Bałtycki

Sopot Jazz Festival 2015 zakończył w nocy z soboty na niedzielę koncert Ambrose Akinmusire. Program był skupiony na europejskim jazzie, ale największe wrażenie zrobił jedyny zespół z USA.
Wyśmienici jazzmani niderlandzcy: gitarzysta Jesse van Ruller i kontrabasista Clemens van der Feen z tria Chambertones

Wyśmienici jazzmani niderlandzcy: gitarzysta Jesse van Ruller i kontrabasista Clemens van der Feen z tria Chambertones ©mfk.com.pl

To była piąta edycja Sopot Jazz Festivalu, kierowana od strony artystycznej przez znakomitego saksofonistę Adama Pierończyka. Dyrektor artystyczny polega przede wszystkim na własnym guście i na osobistym, dość szerokim, wyobrażeniu tego, czym jest współczesny jazz.

Podobnie jak w minionych kilku latach i wiedza, i instynkt go nie zawiodły.

Od teatru, przez klub, do hotelu



W tym roku nastąpiła poważna zmiana organizacyjna - główne koncerty odbywały się nie jak w ostatnich paru sezonach w Zatoce Sztuki, lecz zostały przeniesione do Sali Columbus w Sheraton Sopot Hotel. Ta sala gościła jazz już wcześniej, tym razem realizatorzy dźwięku skutecznie zapanowali nad jej akustyką i jakość odsłuchu była bardzo dobra. Ale tam grano w piątek i w sobotę. Dwa pierwsze dni SJF odbyły się, jak zwykle, na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże i w klubie Spatif.

W teatrze można było posłuchać dwóch formacji jazzowych nawiązujących do muzyki klasycznej. Trio niemieckiej harfistki Kathrin Pechlof i polska Nikola Kołodziejczyk Orchestra wybrały się, odpowiednio, w kierunku muzyki poważnej XX w. i muzyki barokowej. Obie wycieczki można uznać za udane. W orkiestrze krakowskiego pianisty i aranżera pojawiły się instrumenty historyczne, co jest w jazzie rzadko praktykowanym, a ożywczym eksperymentem.

Z kolei w Spatifie można się było przekonać, jak dobry jest młody polski jazz. Zagrały dwa tria - stacjonujące w kraju PSM i związane z Danią Sphere - i oba zostały ciepło przyjęte.

To jednak były tylko przygrywki przed głównymi koncertami w Sheratonie.

Niderlandy, Francja, USA



Wśród głównych partnerów festiwalu znalazła się Ambasada Królestwa Niderlandów w Polsce, więc obfita reprezentacja holenderskiego jazzu na SFJ jest w pełni wytłumaczalna. Promocja holenderskiej kultury wyszła słuchaczom na dobre - zaprezentowali się muzycy z bardzo mocnej, a mało znanej w Polsce sceny jazzowej.

Holenderski jazz jest w Polsce nie na tyle znany, na ile zasługuje, ale nie jest zupełną niewiadomą - pianista Jasper van ‘t Hof w latach 70. i 80. był nad Wisłą znany, wydał w Polsce jeden winylowy album, pojawiał się też w jazzowych programach telewizyjnych. Po latach powrócił z węgierskim saksofonistą Tonym Lakatosem i był to pokaz bardzo solidnego muzykowania, okraszonego nieodpartym wdziękiem obu muzyków.

Bezpośrednio po duecie wystąpiło holenderskie trio Chambertones i dla mnie był to najmocniejszy punkt wieczoru. Gitarzysta Jesse van Ruller, klarnecista Joris Roelofs i kontrabasista Clemens van der Feen zagrali bardzo inteligentną, wysmakowaną i podnoszącą na duchu wersję współczesnego mainstreamu. Klarnet basowy, zwykle kojarzący się słuchaczom z jazzem awangardowym, w Chambertones zachwycał pełną i ciepłą barwą dźwięku, a całe trio zasłużyło na szczere oklaski.

Piątek zakończył się pod dyktando kwartetu legendarnego szwajcarskiego perkusisty Daniela Humaire’a. Bębniarz jest związany z francuską sceną jazzową od ponad pół wieku. W Sopocie pokazał się z francuskim składem, któremu niezwykłości dodawał brawurowy akordeonista Vincent Peirani. Znakami firmowymi tego zespołu były uduchowienie i wirtuozeria.

Sobotę otworzył najoryginalniejszy z zespołów festiwalu, holendersko-senegalskie trio prowadzone przez wiolonczelistę Ernsta Reisegera. Niemożliwa do zaszufladkowania mieszanina jazzu, klasyki i etno niejednego ze słuchaczy wprowadziła w trans. Bardzo z tej ziemi był za to Henri Texier Hope Quartet, prowadzony przez weterana kontrabasu. Rewelacyjnie zagrany, narracyjny, nieco komiksowy jazz bardzo się podobał sopockiej publiczności.

Prawdziwym uwieńczeniem festiwalu był koncert Amerykanów. Kwartet 33-letniego trębacza Ambrose Akinmusire to jeden z najwyżej cenionych młodych składów za oceanem. Współczesny jazz w krystalicznym, totalnie porywającym wcieleniu.

tomasz.rozwadowski@polskapress.pl

Komentarze (3)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Elka (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

Sala w Zatoce miała swój klimat... szkoda, że przez jakieś fanaberie władz dzieją się takie rzeczy :(


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
muszę się zgodzić

Leonardo (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

Taka prawda, komuś to najwyraźniej bezsensownie przeszkadzało i szukał dziury w całym, a moze chodziło o zniszczenie Zatoki Sztuki? Nie mam pojęcia, fakt faktem że przez tą całą sytuację cierpią i...rozwiń całość

Taka prawda, komuś to najwyraźniej bezsensownie przeszkadzało i szukał dziury w całym, a moze chodziło o zniszczenie Zatoki Sztuki? Nie mam pojęcia, fakt faktem że przez tą całą sytuację cierpią i mieszkańcy, i klub, i właściciele i przyjezdni którzy lubią tam chodzić. A najlepiej byłoby gdyby miasto zamiast mącić zaczęło szukać drogi do porozumienia, i zdaje mi się, że to ze strony ratusza brakuje dobrej woli.zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
taka prawda

hermes (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

Miał się odbyć w Zatoce Sztuki ale magistrat ma focha na właścicieli tego lokalu więc dlatego koncert został przeniesiony :D szkoda tylko właścicieli Zatoki bo pewnie w ciągu najbliższych kilku...rozwiń całość

Miał się odbyć w Zatoce Sztuki ale magistrat ma focha na właścicieli tego lokalu więc dlatego koncert został przeniesiony :D szkoda tylko właścicieli Zatoki bo pewnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy osiwiejązwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

NASZE AKCJE

Wideo