W nocy świeci prosto w okna

    W nocy świeci prosto w okna

    Szymon Szadurski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Przepisy sobie, życie sobie - tak można podsumować w skrócie historię zawieszenia świetlnego szyldu reklamowego na budynku przy ul. Świętojańskiej 81 w centrum Gdyni. Właściciel reklamy, jeden z ogólnopolskich potentatów w branży citylightów, od momentu montażu szyldu w październiku 2006 r. naginał przepisy i nie liczył się z lokatorami sąsiednich budynków.
    Mimo to uciążliwy obiekt wisi do dziś. Wydział Architektoniczno-Budowlany Urzędu Miasta Gdyni, po stwierdzeniu nieprawidłowości, już w marcu 2007 r. wysłał do właściciela szyldu pismo z żądaniem niezwłocznego zdjęcia reklamy. Ten jednak nic sobie z tego nie robi. Zdjęcie szyldu mógłby nakazać powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Gdyni, zawiadomiony o sprawie przez urzędników, ale nie chce. Zdaniem inspektorów wszystko jest w porządku i nie ma podstaw prawnych, aby interweniować.


    - To granda - denerwuje się Antoni Szymański, mieszkaniec sąsiedniej kamienicy, przy ul. Świętojańskiej 83. - Urzędnicy mają za nic zwykłych ludzi, sprzyjają za to przedstawicielom potężnej korporacji, która nagina przepisy i robi, co chce. Doprawdy nie wiem, co o tym myśleć. Czy dwa lata to za mało, aby przymusić kogoś do zdjęcia nielegalnie wiszącej reklamy? Takie rzeczy mogą dziać się tylko w Polsce. Reklama, zawieszona dwa metry od mojego okna, nie pozwala mi spać, świeci w nocy, przeszkadza.

    Jak się okazuje, właściciel reklamy zgłosił ją do Urzędu Miasta Gdyni jako zwykłą tablicę naścienną. Ani z treści zakresu robót, ani też z dokumentacji technicznej dołączonej do zgłoszenia nie wynikało, że projektowany szyld ma być podświetlany. Tym samym firma montująca wielki afisz wprowadziła urzędników w błąd.

    W sprawie tej kontrowersji pojawia się jednak znacznie więcej.
    - W przypadku kamienicy przy ul. Świętojańskiej 81 złamana została uchwała Zarządu Miasta, według której dwa szyldy reklamowe nie mogą wisieć w odległości mniejszej niż 50 m - denerwuje się Antoni Szymański. - Tymczasem powiatowy inspektor nadzoru budowlanego tak długo badał sprawę, że po dwóch latach odpisał nam niedawno, iż nie widzi podstaw prawnych do zdemontowania szyldu.

    W piśmie z 3 lutego PINB poinformował mieszkańców między innymi, że witryna nie powinna stanowić uciążliwości dla mieszkańców. Wniosek taki inspektorzy wysnuli na podstawie opinii technicznej, którą jednak zlecił i zapłacił za nią już po montażu reklamy nie PINB, lecz... właściciel szyldu. Inspektorzy budowlani dodali, że sam montaż reklamy inwestor wykonał zgodnie ze zgłoszeniem, natomiast zastrzeżenia mogą dotyczyć jedynie rodzaju zamontowanego urządzenia.
    Właściciel reklamy odmówił skomentowania sprawy. Michał Guć, wiceprezydent Gdyni, informuje z kolei, że podlegli mu urzędnicy nie mogą zrobić nic więcej, gdyż zgodnie z prawem takimi sprawami zajmuje się PINB i dlatego przekazali mu tę sprawę.

    - To powiatowy inspektor nadzoru budowlanego jako przedstawiciel administracji rządowej orzeka, czy coś jest samowolą budowlaną, czy nie - twierdzi Michał Guć. - Nam tej reklamy zdjąć nie wolno. Nie mamy takich kompetencji. Złamalibyśmy prawo. Jeżeli mieszkańcy nie zgadzają się z decyzją PINB, powinni odwołać się do wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego lub skierować sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo