Na Gdynię lubię patrzeć z góry

    Na Gdynię lubię patrzeć z góry

    Zdjęcie autora materiału

    Dziennik Bałtycki

    Z Kacprem Kowalskim z Gdyni - nagrodzonym w konkursie World Press Photo w kategorii reportaż - o sztuce i rozrywce rozmawia Ryszarda Wojciechowska
    Architekt, paralotniarz, fotograf. To dobra kolejność? Czy może trzeba coś przestawić?
    To przede wszystkim dobre pytanie (śmieje się). W moim życiu latanie, fotografowanie i architektura pojawiły się niemal jednocześnie. Początek studiów architektonicznych to także początek przygody z paralotnią i robieniem zdjęć z lotu ptaka. Potem, będąc już architektem, zorientowałem się, że w tym zawodzie zdjęcia robione z powietrza też się przydają. Bo żeby coś zaprojektować z sercem, warto się wznieść i obejrzeć miejsce, na którym ma powstać projekt.

    I udaje ci się połączyć te trzy pasje?
    Stopniowo pasja do latania i fotografowania wzięła górę nad architekturą.

    A jednak.
    Coraz częściej myślałem: - No dobrze, jest piękna pogoda. A ja muszę siedzieć tu, za biurkiem, przy desce kreślarskiej. Zamiast być tam, pod chmurą. I latać. Robić zdjęcia. Kiedy tak myślałem, moja wydajność pracy spadała (śmieje się).

    Przyjemność musiała wziąć górę.
    Złapanie takiego bakcyla jest jak wyrok. Jak nieuleczalna choroba. Tak samo jest z tymi, którzy uprawiają windsurfing. Siedzi sobie człowiek spokojnie w pracy i nagle dostaje SMS-a, że w Rewie pięknie wieje i że koledzy pływają. Po takiej wiadomości zaczynają mu się trząść ręce. Chodzi od okna do okna. Nie może się skupić na pracy. Myśli tylko o tym, żeby wsiąść do samochodu, jechać i pływać. Podobnie było z moją potrzebą latania i fotografowania.

    Kiedy już stałeś się głównie fotografem?
    Pięć, sześć lat temu zacząłem robić zdjęcia pełną parą.

    Fotografujesz tylko z lotu ptaka?
    Zdarza mi się też z ziemi, ale tylko wtedy kiedy widzę coś naprawdę ciekawego.

    II nagroda na World Press Photo to wielki sukces. Jak zareagowałeś na wiadomość o niej? Z niedowierzaniem czy może pomyślałeś - należała mi się.
    O tej nagrodzie dowiedziałem się z poślizgiem, dopiero następnego dnia od ogłoszenia wyników. Byłem w Australii na zawodach paralotniowych. I żyłem zupełnie innymi emocjami. Wiedziałem, że teraz codziennie rano wstaję po to, żeby wjechać na górę i ścigać się z innymi. Byłem tymi myślami owładnięty. I nagle ta wiadomość o nagrodzie! Ścięło mnie z nóg, kiedy usłyszałem. Chęć ścigania się spadła niemal do zera.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo