Sąd wytknął błędy w procesie pedofila

    Sąd wytknął błędy w procesie pedofila

    Mateusz Węsierski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Słupski Sąd Okręgowy wytknął uchybienia Sądowi Rejonowemu w Miastku, który wypuścił na wolność pedofila. - Sprawa została uchylona do ponownego postępowania z uwagi na braki w postępowaniu dowodowym - mówi Danuta Jastrzębska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Słupsku. - Daliśmy sądowi rejonowemu konkretne wskazówki - dodaje.
    Wiadomo, że chodzi głównie o sporządzenie opinii przez biegłego seksuologa, której wcześniej zabrakło. Kolejny wyrok będzie też musiał orzekać zupełnie inny skład sędziowski.
    - Z pewnością sędzia, który już raz rozpatrywał tę sprawę, nie będzie dopuszczony do wydania decyzji - zaznacza Jastrzębska.

    Niewykluczone także, że uzupełnić dowody będzie musiała również prokuratura.
    - Prokurator jest nadal bardzo ważną stroną tego postępowania. Jest też władny, by wydać decyzję o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego Stanisława W. ze wsi Przeradź pod Miastkiem - dodaje Danuta Jastrzębska.

    Jej uwaga dotyczy pretensji matki jednej z trzech pokrzywdzonych dziewczynek. Kobieta jako pierwsza powiadomiła policję, że Stanisław W. - po tym, gdy sąd wypuścił go na wolność - znów zbliża się do dwóch dziewczynek z sąsiedztwa.

    - Okazało się, że może się z nimi kontaktować. To straszne - mówi matka czterolatki.
    Pedofilowi udowodniono, że molestował to dziecko i dwie swoje bratanice. Jednak za ten czyn dostał tylko 2 lata w zawieszeniu na 5 lat i pięcioletni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi. Problem w tym, że Przeradź to malutka wioska. Od domu pedofila do dziewczynek jest 100 metrów. Pokrzywdzone dzieci widzą więc swojego oprawcę codziennie.

    Stanisława W. nie obowiązuje ponadto zakaz zbliżania się do dziewczynek. Po pierwsze, wyrok był nieprawomocny i odwołała się od niego prokuratura, a po drugie sprawa została teraz skierowana do ponownego postępowania. - Sąd nie może też mówić, że możemy zastosować tymczasowe aresztowanie wobec tego mężczyzny, bo na razie nie było sygnałów, że dzieje się coś złego - twierdzi Dariusz Iwanowicz, szef Prokuratury Rejonowej z Miastka.

    Nic złego się nie stało, ale rodzice skrzywdzonej dziewczynki żyją w ciągłym strachu. Stanisława W. widzą codziennie i próbują jakoś reagować. - Chcę, by poszedł w końcu za kraty, ale martwi mnie przeciąganie tej sprawy - dodaje matka skrzywdzonej czterolatki.

    Stanisław W. był od lat podejrzewany o molestowanie dzieci, ale nikt nie reagował. Ludzie zeznawali, że jeździł ze swoimi dwiema bratanicami do lasu przy cichej akceptacji ich matki. Nie reagowali też pozostali mieszkańcy. - Pod lasem miał nawet kanapę. To tam spotykał się z dziewczynkami - opowiada jeden z mieszkańców.

    Sprawa wybuchła dopiero, gdy Stanisław W. w starej szopie zaczął molestować nie tylko dwie bratanice, ale i 4-latkę sąsiadów. - Moja córka przyszła do domu w nie swoich majtkach. Wtedy zareagowałam, a teraz chcę w końcu sprawiedliwości! - kończy zrozpaczona matka czterolatki.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo