Kwestionariusz Bolka przywieziony w teczce

    Kwestionariusz Bolka przywieziony w teczce

    Jarosław Zalesiński.

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Z Edmundem Krasowskim, byłym dyrektorem gdańskiego oddziału IPN, rozmawia Jarosław Zalesiński.

    Kiedy gdański IPN przyznawał Lechowi Wałęsie status pokrzywdzonego, był wam znany kwestionariusz ewidencyjny internowania, w którym o Wałęsie pisze się "pozyskany do współpracy"?
    Wysoki rangą oficer ABW dowiózł ten dokument do IPN, gdy jeszcze trwała kwerenda. Oficer przekazał nam wtedy cztery teczki materiałów.

    Ale status pokrzywdzonego Wałęsie przyznaliście?
    Było to już po wyroku Sądu Administracyjnego, który w podobnym przypadku wykorzystał jeden z artykułów ustawy o IPN, mówiący o tym, że jeśli ktoś najpierw był funkcjonariuszem lub współpracownikiem SB, a następnie działał na rzecz niepodległości Polski, to może mu być przyznany status pokrzywdzonego. Z tego artykułu skorzystałby na przykład Adam Hodysz, który był funkcjonariuszem SB, ale współpracował z opozycją demokratyczną.

    Co było w tych czterech teczkach poza wypisem?
    Już nie pamiętam dokładnie. Utkwił mi w pamięci ten jeden dokument, bo był dla mnie tak wstrząsający, że natychmiast zadzwoniłem do prezesa IPN profesora Kieresa. Powiedziałem, że nie podoba mi się sytuacja, gdy nagle bardzo wysokiej rangi oficer ABW przyjeżdża...

    Z Warszawy czy z gdańskiej delegatury?

    Z delegatury z Gdańska. Ów oficer powiedział mi przy tym, że jego szef jest przekonany, że ja, Edmund Krasowski, dyrektor oddziału IPN, będę wiedział, co z tym dalej zrobić. To było dla mnie bardzo podejrzane.

    Kiedy to było?
    2005 rok.

    Szefem ABW nie był wtedy Barcikowski?
    Zgadza się.

    I co miał Pan z tym zrobić? Uniemożliwić przyznanie Wałęsie statusu pokrzywdzonego?
    Nie wiem. Sama sytuacja wydała mi się jednak niezwykła. Dlatego poinformowałem o tym prezesa Kieresa, który poprosił o przesłanie tych teczek do centrali.

    W 2005 roku poza zasobami IPN znajdowały się więc jakieś materiały, w odpowiednim momencie uruchamiane przez służby.
    Ja tego nie powiedziałem. Cały czas otrzymywaliśmy z ABW różnego rodzaju archiwalia. Ale rzeczywiście sposób przekazania tych materiałów obudził moje zaniepokojenie. Trochę przypominało mi to to, co się działo z teczką ojca Hejmy. Raptownie ojciec Hejmo został ogłoszony głównym szpiegiem w Watykanie. W tym czasie Kwaśniewski leci do Moskwy na uroczystości 60. rocznicy zakończenia II wojny, a my w kraju zajmujemy się tylko ojcem Hejmą. Wolałem więc być ostrożny. Tym bardziej że do tej pory przekazywanie archiwaliów odbywało się na o wiele niższym szczeblu.

    Więc jednak była to jakaś akcja specjalna?
    Żyjemy w realnym świecie, prawda?

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo