Menu Region

Spór o działki nad jeziorem Mausz. Letnicy z Trójmiasta pod...

Spór o działki nad jeziorem Mausz. Letnicy z Trójmiasta pod lupą wójta Parchowa

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Bałtycki

Mateusz Węsierski

Prześlij Drukuj
Spór o działki nad jeziorem Mausz. Letnicy z Trójmiasta pod lupą wójta Parchowa Spór o działki nad jeziorem Mausz. Letnicy z Trójmiasta pod lupą wójta Parchowa

(© KGal)

Chcieli kontroli, to będą ją mieli - tak Andrzej Dołębski, wójt podbytowskiego Parchowa odpowiada na uwagi skonfliktowanych z nim letników znad jeziora Mausz, głównie mieszkańców Trójmiasta. Walcząc o zablokowanie sprzedaży gminnej ziemi przeznaczonej pod budowę nowych domków letniskowych, z której dochód ma być przeznaczony na budowę kanalizacji, letnicy wytknęli wójtowi, że szczelności szamb gmina nie sprawdzała u nich od kilkudziesięciu lat.
Sugerują też, że samorząd od lat nie dba o środowisko naturalne, a budowa kanalizacji to tylko pretekst do sprzedaży ziemi. - Gmina chce ją sprzedać dla zysku - mówią.

Wójt zapowiedział więc kontrole na posesjach, nawet szersze niż te oczekiwane przez letników. Urzędnicy sprawdzać mają wszystko, od szczelności szamb po prawidłowość usadowienia ogrodzeń. Dołębski zapewnia, że nie jest to odwet za protest przeciwko sprzedaży sielskiej łączki nad Mauszem.
- Skoro ktoś żąda takiej kontroli, to będzie ją miał. Nie można traktować tego w kategorii odwetu. Letnicy wyraźnie mówili, że tego chcą - mówi wójt, odnosząc się do słów Jarosława Orenowicza, przedstawiciela letników, który wypowiadał się w naszym poprzednim artykule. - Powinniśmy bronić swoich interesów, tak jak letnicy bronią swoich. Ich zdaniem kompromis polega na tym, że gmina zrezygnuje ze sprzedaży ziemi, a oni nie zrezygnują z niczego. To jest nie do przyjęcia.

Gmina wprawdzie już zweryfikowała swoje wcześniejsze plany co do sprzedaży ziemi na jeziorem Mausz. Postanowiła zostawić szerszy pas ziemi. Zamiast 2 hektarów zamierza teraz sprzedać nieco ponad 1 ha, a zamiast 20 działek, na zbycie ma pójść 10. Letników te modyfikacje jednak nie przekonały. Intensywnie walczą o rozszerzenie Gowidlińskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu, m.in. o wspomnianą działkę, co uniemożliwiłoby tam rozwój budownictwa i gastronomii.

Z drugiej strony gmina przygotowuje studium zagospodarowania przestrzennego. To umożliwi jej sprzedaż ziemi i później uzyskiwanie pozwoleń na budowę.

W tym konflikcie wygra ten, kto pierwszy doprowadzi swój proces do końca. Ustanowienie obszaru chronionego po wydaniu pozwoleń na budowę oznaczałoby porażkę letników. Sprawę z ich strony pilotuje Urząd Marszałkowski, który bezskutecznie nakłaniał wójta do wstrzymania tworzenia studium. Dołębski jest jednak nieprzejednany.

SKOMENTUJ: Która ze stron tego sporu ma rację?


Zarejestruj się i czytaj wybrane artykuły Dziennika Bałtyckiego www.dziennikbaltycki.pl/piano




Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama