Operacja bez najmniejszego śladu

    Operacja bez najmniejszego śladu

    Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Tym razem obyło się bez klasycznego cięcia skalpelem. Nie było też "dziurek", które trzeba zrobić, stosując technikę laparoskopową. Chirurdzy z Wejherowa jako pierwsi w Polsce zoperowali pacjentkę przez naturalny otwór ciała. Po zabiegu nie ma najmniejszego śladu.
    Fachowo ta innowacyjna technika, która od kilku lat robi zawrotną karierę na świecie, nazywa się N.O.T.E.S. Marta M., 26-latka z Pomorza, cierpiała na kamicę pęcherzyka żółciowego. Wyleczyć ją mogło tylko jego usunięcie. Jak każda kobieta - martwiła się, że pooperacyjna blizna ją oszpeci.

    - Nie tylko z tego powodu zdecydowaliśmy się wykonać operację techniką N.O.T.E.S. - zastrzega dr med. Maciej Michalik, ordynator oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej w Szpitalu Specjalistycznym w Wejherowie.
    - Względy kosmetyczne są na pewno ważne, ale dla nas, chirurgów, ważniejsze jest znacznie mniejsze ryzyko powikłań - w postaci przepukliny czy zakażenia rany. Bo w technice N.O.T.E.S. nie tnie się skóry ani tkanek. Narzędzia chirurgiczne wprowadza się przez naturalne otwory w ciele.

    W przypadku kobiety operacja tą metodą może odbyć się przez jamę ustną, cewkę moczową, odbyt i narząd rodny. Dodatkowo, te "wejścia" do ciała człowieka mają swoje naturalne mechanizmy obronne, przez co operacje N.O.T.E.S. są jeszcze bardziej bezpieczne dla chorego. Wymagają jednak ogromnej biegłości lekarzy w chirurgii laparoskopowej oraz umiejętności posługiwania się endoskopem giętkim.

    Z tym nie było problemu, bo wejherowska chirurgia słynna jest z tego na całą Polskę. Poza tym, dr med. Maciej Michalik - wielki orędownik małoinwazyjnej chirurgii - przygotowywał się do tej pierwszej operacji od 2005 roku. Jej tajniki zgłębiał m.in. w USA i Japonii. Uczestniczył w tego typu zabiegach przeprowadzanych w Brukseli, Barcelonie, Strasburgu i Paryżu. Wczorajszą operację przeprowadził wspólnie z dr Agatą Frask i Michałem Orłowskim. Nad pacjentką znieczuloną ogólnie czuwał dr Andrzej Małek.

    Superumiejętności chirurgów to warunek numer jeden. Nie da się jednak przeprowadzić operacji N.O.T.E.S. bez specjalistycznego sprzętu. Do Wejherowa przyjechał on aż z Hamburga.
    Za tę pierwszą, nowatorską operację Pomorski NFZ zapłaci szpitalowi jak za każdy zabieg laparoskopowy. Takiej procedury nie ma jeszcze w katalogu funduszu i nie wiadomo, kiedy będzie. Andrzej Zieleniewski, dyrektor wejherowskiej placówki, tym razem jednak nie liczy pieniędzy.

    - Ważniejszy od nich jest postęp w medycynie, a bez odważnych chirurgów po prostu by go nie było - twierdzi dyrektor Zieleniewski. Dziś każdy chory chce być operowany laparoskopowo, za kilka lat równie popularny stanie się N.O.T.E.S.

    1 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo