Kraty dla stręczycieli Kenijki

    Kraty dla stręczycieli Kenijki

    Marcin Kamiński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Wyroki po półtora roku bezwzględnego więzienia wymierzył we wtorek Sąd Rejonowy w Słupsku małżeństwu Mirosławowi i Ewie Ł., właścicielom nocnego klubu Havana z Ustki za zmuszanie do prostytucji obywatelki Kenii Irene K.
    Ich syn, Roland Ł., oskarżony o pomocnictwo w przestępstwie skazany został na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz 1,8 tys. zł grzywny. Każde z małżonków musi również zapłacić po 4 tys. zł grzywny. Sąd orzekł wobec nich przepadek uzyskanych dzięki przestępstwu korzyści majątkowych. Uzasadnienie wyroku nie jest znane, bo sąd wyłączył jego jawność.

    Ewa i Mirosław Ł. poznali Irene w Mombasie, w Afryce. Miała, tak wynika z wyjaśnień oskarżonych, zaczepić ich i wprosić się na drinka. Udając, że zapomniała pieniędzy z domu, a następnie, że ją okradziono, miała też wyłudzić od Ewy Ł. kupno biletu do Polski. Niebagatelny to zakup, bo kosztował właścicielkę Havany 500 dolarów amerykańskich.
    Niebagatelny, bo według Mirosława Ł., firma osiągała miesięczne zyski na poziomie 6 tys. zł. Irene K. według zapewnień rodziny Ł. nie była za bardzo naciskana na oddanie wydanych na nią pieniędzy. Dlaczego? Bo miała zostać żoną szwagra Ewy Ł.

    Klub Havana jest znany mieszkańcom Ustki i Słupska. To tam można było "rozerwać się" w towarzystwie dziewcząt z Polski, czy Ukrainy. Te wizyty nie kończyły się raczej na wypiciu drinka, choć od nich się zaczynały. Tajemnicą poliszynela było, że funkcjonuje tam agencja towarzyska. W sądzie jednak można było się dowiedzieć czegoś innego. Dziewczyny w lokalu, w wielkiej potrzebie, zamieszkiwały prawie za darmo, płacąc dziennie 10 zł.

    Jednak według ustaleń prokuratury, wszystko wyglądało inaczej. Irene sprzedawała się za pieniądze po 7 razy dziennie. Za każde spotkanie z mężczyzną miała otrzymywać ok. 80 zł. Za usługi świadczone przez nią rodzina Ł. miała uzyskać 30 tys. zł. Ale oskarżeni wszystkiemu zaprzeczali. Twierdzili, że pomogli dziewczynie w trudnej sytuacji życiowej. Ewa Ł. mówiła przed sądem, że nie wiedziała o usługach seksualnych świadczonych przez kobiety, które zamieszkiwały jej dom.

    - To dorosłe osoby i nic mi do tego. Nie wiem nawet, czy szukały męskiego towarzystwa - twierdziła podczas procesu Ewa Ł.

    Irene K. z rąk stręczycieli została uwolniona przez policję w maju ub.r. Policję powiadomiła fundacja La Strada, która otrzymała informację o przetrzymywaniu jej w agencji od Łukasza K., studenta pedagogiki, który odwiedził lokal.

    - To wyjątkowa sytuacja - mówi Joanna Garnier z fundacji La Strada. - Do tego typu przybytków trafia wiele cudzoziemek, przeważnie z byłych państw Związku Radzieckiego (Ukrainy, Białorusi, Mołdawii), a także z Bułgarii i rzadziej z Rumunii. Zupełnie sporadycznie z krajów afrykańskich. Niestety, nasza wiedza o tym, co dzieje się za drzwiami agencji jest niewielka. W Holandii i w Niemczech street workerki regularnie odwiedzają agencje towarzyskie, rozmawiają z dziewczynami, interweniują, kiedy jest taka potrzeba. W Polsce jest to zbyt niebezpieczne - publiczną tajemnicą jest, że agencjami rządzą grupy przestępcze.

    Wyrok jest nieprawomocny. Obrona prawdopodobnie odwoła się od niego.

    Wbrew ich woli


    Proces właścicieli agencji towarzyskiej ze Słupska nie jest pierwszym tego typu na Pomorzu.

    W ub.r., w Gdańsku, zapadł wyrok w procesie czterech handlarzy żywym towarem, którzy trudnili się sprzedażą kobiet do zachodnich domów publicznych. Sąd skazał ich na kary kilkuletniego więzienia. Do domów publicznych w Niemczech i Belgii grupa wyekspediowała cztery kobiety. Najmłodsza z nich, Angelika miała 15 lat. Policja potwierdza, że kobiety w Polsce są nierzadko zmuszane do prostytucji, a w agencjach pracują m.in. Rosjanki i Ukrainki. Jednak niewiele z nich zgłasza się na policję.

    Do domów publicznych, salonów masażu, nocnych klubów i "okien wystawowych" w dzielnicach uciech na Zachodzie co roku - wbrew własnej woli - trafia ok. 5 tys. kobiet - dowodzą dane gromadzone przez La Stradę, organizację pomagającą ofiarom handlu żywym towarem. Także corocznie kilkuset nieletnich polskich chłopców zmuszanych jest do pracy w klubach dla pedofili i homoseksualistów. Według szacunków Wolfganga Wernera z finansowanej przez berliński senat organizacji Subway, tylko w pobliżu słynnej stacji metra ZOO seksualne usługi świadczyło ok. 150 chłopców z Polski, wykorzystywanych przez sutenerów.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo