Mordeca z Dobrego był poczytalny

    Mordeca z Dobrego był poczytalny

    Marcin Pszczółkowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Benedykt K. był w pełni poczytalny, kiedy mordował swojego kuzyna i poćwiartował jego zwłoki. Taką przynajmniej opinię wydali w środę biegli lekarze psychiatrzy i psycholog.
    Przed Sądem Okręgowym w Elblągu toczy się sprawa Benedykta K., mieszkańca Dobrego pod Pasłękiem. Mężczyzna oskarżony jest o to, że w marcu 2008 roku zabił swojego kuzyna Władysława K., a jego zwłoki poćwiartował i ukrył w szambie.

    - Oskarżony poddany był obserwacji w szpitalu w Starogardzie Gdańskim - zeznawał Igor Kamiński, biegły z zakresu psychiatrii. - Można stwierdzić, że Benedykt K. nie jest chory psychicznie. Rozpoznaliśmy natomiast u niego zaburzenia osobowości i zespół uzależnienia alkoholowego.
    Biegli podkreślili, że intelekt Benedykta K. znajduje się na granicy normy upośledzenia umysłowego.
    To jednak, ich zdaniem, nie powoduje ograniczenia poczytalności.

    - Oskarżony opisał zajście ze szczegółami. Nie miał zaników pamięci ani utraty świadomości - mówił Igor Kamiński. - Wykluczam także u nie-go stan silnego wzburzenia. Mimo to oskarżony wiedział, że zabił. Dlatego, chcąc ukryć swoją zbrodnię, poćwiartował zwłoki i wrzucił do szamba.
    Biegły stwierdził także, że Benedykt K. jest osobowością dosyć prymitywną, jednak zna podstawowe normy życia społecznego.

    - Wcześniej nie miał kłopotów z prawem. W czasie obserwacji przyznał natomiast, że ukradł zabitemu pieniądze, które przeznaczył na alkohol - mówił doktor Kamiński.
    Z kolei Krzysztof Woźny, biegły psychiatra, dodał, że Benedykt K. tego feralnego dnia, kiedy doszło do zbrodni, wrócił do domu z zamiarem ukarania Władysława K. za ciągłe powodowanie nieporządku w domu.

    - Nie był wzburzony. Co prawda doszło między kuzynami do sprzeczki, jednak do takich sytuacji dochodziło już wcześniej - ocenia Woźny. - Oskarżony był w tym dniu pod wpływem alkoholu. To mogło spowodować, że puściły u niego hamulce moralne.
    Biegły wykluczył, aby u oskarżonego wystąpił syndrom zalegania afektu, czyli długotrwałego ukrywania niechęci czy złości do Władysława K. Tym samym nie mógł wystąpić wybuch tłumionej złości.

    Całkiem odmienne zdanie miała jednak biegła psycholog Ewa Opawska z Gdańska.

    - Oskarżony przez dłuższy czas hamował negatywne emocje do kuzyna - mówiła.- Od kilku lat dochodziło między nimi do konfliktów na tle utrzymywania porządku w domu.
    Zdaniem gdańskiej biegłej, Benedykt K. jest prymitywnym człowiekiem. Nie kieruje się wyższą uczuciowością, a tylko instynktami i popędem, który każe mu zaspokajać własne potrzeby.

    - Oskarżony nie myśli kategoriami społecznymi - dodaje Ewa Opalewska.- Jednak wie, że zabicie człowieka jest złem.

    Z opinii Opawskiej maluje się ponury dramat dwóch kuzynów.
    Niechęć oskarżonego do ofiary, alkohol i kłopoty finansowe mogły doprowadzić do tej tragedii.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo