Szef broni swych policjantów

    Szef broni swych policjantów

    Szymon Szadurski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Komendant miejski policji w Gdyni podinsp. Marek Chrabkowski nie widzi na razie podstaw, aby wyciągnąć konsekwencje wobec policjantów, którzy w ubiegły weekend wyciągnęli siłą pasażera z autobusu nocnego N10.
    Do zajścia opisanego w środę przez "Polskę Dziennik Bałtycki" doszło podczas kontroli biletów. Kontrolerom towarzyszyli funkcjonariusze w cywilu. Policjanci interweniowali, gdy pasażer pod wpływem alkoholu, już po ukaraniu go za jazdę bez biletu, obraził kontrolera, nazywając go "frajerem". Akcję nagrał telefonem komórkowym inny z pasażerów. Według mężczyzny, funkcjonariusze nie przedstawili się, nie pokazali odznak, tylko wyciągnęli pasażera i jego partnerkę na zewnątrz.

    - Jestem pewien, że tak to wyglądało, znajdowałem się bardzo blisko zajścia - mówi pasażer. - Zdecydowałem się nagrywać incydent tylko dlatego, że myślałem, że w ten sposób interweniują kontrolerzy, którzy nie mają prawa używać siły wobec pasażerów. Gdybym wiedział, że to policjanci, gdyby przedstawili się, nic bym nie nagrywał, tylko jeszcze bił im brawo.

    Wypowiadanych przez funkcjonariuszy słów "policja" nie słyszał też strażnik graniczny po służbie, który znajdował się w autobusie i również postanowił nagrać zajście telefonem chwilę po tym, gdy wobec jednego z kontrolerów padł epitet "frajer" i rozpoczęła się awantura. Twierdzi, że został wtedy zaatakowany przez kontrolerów, wyrwano mu telefon, wypchnięto z autobusu, skasowano zapis. Złożył więc zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez kontrolerów.

    Policjanci podczas postępowania wyjaśniającego zeznali jednak, że kilka razy przedstawiali się agresywnemu pasażerowi, pokazali odznaki, ale spotkali się z wulgarnymi odzywkami. Pasażer miał powiedzieć do nich m.in. "pier... wasze legitymacje", stawiać opór podczas zatrzymania. Już wcześniej funkcjonariuszy o pomoc prosił jeden z kontrolerów, który miał kłopoty z agresorem.

    Film, który można obejrzeć w internecie (http://www.youtube.com/watch?v=MaQN7ppslU4) jest ich zdaniem tylko fragmentem interwencji.

    - Nie mam podstaw, aby nie wierzyć policjantom, że wyciągnęli odznaki - zastrzega komendant Chrabkowski. - Nie spotkałem się w swojej długiej karierze policyjnej z przypadkiem, aby funkcjonariusze w takiej sytuacji nie wyciągnęli odznak. Byłoby to z ich strony zachowanie irracjonalne, bo osoba, wobec której podejmowana jest interwencja, na słowo "policja" zazwyczaj uspokaja się. Poszukamy kolejnych świadków, którzy pomogą zweryfikować wersję wydarzeń.

    Podinsp. Chrabkowski wyjaśnia też, dlaczego policjanci po zatrzymaniu pasażera nie przedstawili mu zarzutów i nie przewieźli na komisariat, tylko wypuścili po wypisaniu mandatu.

    - Policjanci chcieli pokazać ludzką twarz - mówi. - Pasażer uspokoił się, przepraszał, towarzyszyła mu kobieta.

    Osobne postępowanie prowadzone jest odnośnie zachowania kontrolerów. Prokuratura będzie prawdopodobnie próbowała odzyskać skasowane filmy z telefonu strażnika granicznego. Dyrektor Zarządu Komunikacji Miejskiej Olgierd Wyszomirski zapowiedział, że z karami wobec kontrolerów poczeka do zakończenia śledztwa, bo zaprzeczają wersji przedstawionej przez strażnika granicznego.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo