Widok Gdańska jest mitem

    Widok Gdańska jest mitem

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Na pytanie, czy władze Gdańska rozpoczęły ofensywę, której celem jest wstawienie wieżowców w panoramę miasta Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska ds. polityki przestrzennej odpowiada: "To problem, który nurtuje wszystkie wielkie metropolitalne miasta w Polsce. To nie nasza ofensywa zatem, a raczej próba przygotowania się do czekających nas decyzji"
    W Gdańsku militarna metaforyka o tyle ma uzasadnienie, że wyjątkowo silny jest tu front obrony dotyczasowej, niskiej zabudowy miasta i tutejszej panoramy.
    Gdańsk jest znacznie większy, niż tylko ten jego fragment, który kształtuje historyczną panoramę. Powstał pewien mit widoku Gdańska. W moim przekonaniu ostały się tylko dwa miejsca widokowe - Gradowa Góra i Biskupia Górka. Czy lokalizacja wysokich obiektów może panoramie miasta, widzianej z tych dwóch miejsc, zaszkodzić? A już na pewno nie zaszkodzi jej wybudowanie takich obiektów we Wrzeszczu.
    Na terenach postoczniowych również nie?
    Z tym zgadzają się nawet środowiska konserwatorskie. Natomiast ciągle bez odpowiedzi pozostaje pytanie, co z rejonem ulic Rajskiej i Heweliusza.
    Tylko tyle? Nie ułatwia Pan sobie zadania?
    Oczywiście, można postawić tezę, że łącznie z krajobrazem naturalnym historyczna panorama miasta ciągnie się od obwodnicy aż po Hel. Ale chyba nie o to chodzi.
    Może i o to. Nie miękło Panu urbanistyczne serce, kiedy mówiono na konferencji, że panorama Gdańska jest odpoczynkiem po trudach podróży samochodem z Warszawy? I że miasto wspaniale wygląda od strony zatoki?
    Kolejne mity. Panorama od strony wjazdu z Warszawy otwiera się tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy wjeżdża się na estakadę przy Bramie Żuławskiej. Od strony zatoki patrzymy na miasto z bardzo dalekiej perspektywy. Nie jest tak, że gdy się coś w tej panoramie znajdzie nowego, to zaszkodzi to pozycji historycznych symboli, czyli wieżom bazyliki Mariackiej i ratusza. Przede wszystkim jednak chcę zaprzeczyć forsowanej przez pana tezie, że coś zagraża gdańskim panoramom. Przecież nikt nie chce upychać wieżowców w okolicach kościoła Mariackiego czy Ratusza Głównego Miasta.
    Ale w tych wszystkich inwestycyjnych projektach chodzi przecież o ożywienie centrum miasta. Jeden z zagranicznych ekspertów opowiadał, jakim szokiem było dla niego pójście na piwo na Główne Miasto w piątkowe popołudnie. Zaszokowało go, że tak mało jest tam życia.
    Tak, chodzi o to, by ten fragment miasta zmienić. Większość ekspertów z Zachodu twierdziła, że podobna zabudowa jest szansą na ożywienie także tej zabytkowej części miasta. A dzięki umiejętnej grze między miastem a deweloperami można wykreować bardzo atrakcyjną przestrzeń publiczną. Choćby w okolicach dworca PKP.
    Czy to właśnie problem nie tyle wysokości zabudowy, ile ożywienia centrum Gdańska? Pobudowały się suburbia, ludzie dojeżdżają tam co dzień i klną w korkach, a centrum wieczorami wymiera.
    Problemy dyskutowane na konferencji to rzeczywiście jakaś próba reakcji na powstające, jak pan mówi, suburbia, rozlewające się plamy budownictwa mieszkaniowego, które ze względu na koniunkturę, wynikającą z cen nieruchomości, wylewają się daleko poza Gdańsk. To zresztą bardzo poważny problem nie tylko Gdańska, ale większości miast metropolitalnych. Nikt nie panuje nad tym procesem.
    A coraz dotkliwiej odczuwamy jego skutki.
    To nie tylko problem korków. Miasto świadczy określone usługi tym ludziom, daje miejsca pracy, ofertę kulturalną i tak dalej, a jednocześnie budżet cierpi z tego powodu, że ludzie ci uciekają z miasta i zameldowani są gdzie indziej.
    Same wysokościowce, z różnymi co prawda funkcjami, mieszkaniowymi i usługowymi, miałyby ich z powrotem do centrum sprowadzić?
    Nie chodzi tylko o tę jedną część miasta, którą pan nazywa centrum. Chodzi o całe pasmo, które jest charakterystyczne dla Trójmiasta. Na konferencji mówiono o całej osi, biegnącej od Gdańska, przez Wrzeszcz, Oliwę i dalej w stronę Gdyni.
    Wzdłuż tej osi można by zlokalizować trójmiejskie city?
    Takie rozwiązanie przyjęły na przykład władze Madrytu, które wzdłuż wielkiej osi miasta ulokowały mnóstwo tego typu obiektów. W ramach takiej koncepcji miejscem, które fantastycznie nadaje się na lokalizację obiektów wysokich, jest Wrzeszcz. Choćby z tej racji, że tu skupia się wiele linii transportu publicznego.
    Wie Pan przecież, co o tym myślą mieszkańcy Wrzeszcza.
    Okres, kiedy o podobnych sprawach decydowały różne komitety, dawno minął. Ale oczywiście z lokalnymi stowarzyszeniami należy współpracować, słuchać ich, co nie znaczy - zawsze przyznawać rację.
    Czasami ją mają - gdy na przykład oprotestowali architekturę Quattro Towers.
    O jakości tej architektury my również mamy krytyczne zdanie. Ale stowarzyszenia najpierw protestowały przeciwko samej lokalizacji. A na konferencji wszyscy eksperci powiedzieli, że Wrzeszcz jest bardzo atrakcyjnym miejscem na budowanie tam wysokościowców.
    Przetestujmy to na jeszcze jednym przykładzie: podoba się panu wieżowiec Libeskinda na Polskim Haku?
    Jest interesujący. Może niedokładnie w tym miejscu, gdzie został zaprojektowany, bo nie jest to zgodne z planem. Plan zakłada stworzenie dominanty, ale nakierowanej bardziej na sam cypel. Nie ma tojednak aż takiego znaczenia. Bez wątpienia jest to propozycja interesującej architektury. Projektowane dziś wieżowce są zwykle płaskie, jakby bez głowy. A istotą wież zawsze było jakieś zwieńczenie. Projekt Libeskinda ma taki element. To jest cenne.
    No to jednak mamy w Gdańsku ofensywę i front obrony, panie prezydencie


    Konferencja INTA Gdańsk 29-31 maja

    INTA to międzynarodowa organizacja, zrzeszająca urbanistów i decydentów politycznych z 60 krajów całego świata. Miasto Gdańsk oraz Ministerstwo Infrastruktury zaprosiły ekspertów INTY do Gdańska na konferencję pod hasłem "Tendencje wysokościowe w miastach metropolitalnych?

    ksperci po zakończeniu swoich dyskusji, prac i studiów, prowadzonych niekiedy do białego rana, spotkali się w sobotę w Dworze Artusa ze środowiskiem architektonicznym, przedstawicielami lokalnych stowarzyszeń i mieszkańcami Gdańska na otwartej debacie. W dyskusji mieli okazję spotkać się rzecznicy tworzenia wysokiej zabudowy Gdańska i orędownicy dotychczasowej panoramy miasta.

    Także ci drudzy nie kwestionowali tego, że miasto nie powinno zamykać się przed inwestorami i deweloperami. - Wieżowców nie unikniemy - mówił profesor Andrzej Januszajtis, miłośnik historii Gdańska. - Pytanie nie dotyczy tego - czy, tylko - gdzie.

    - Wizja jakiejś oddzielonej dzielnicy wysokościowców to coś makabrycznego - straszył Stanisław Michel, architekt, jeden ze współtwórców obecnego wyglądu Głównego Miasta, ale także projektant hotelu Hevelius, wysokościowca, wybudowanego na obrzeżu zabytkowego centrum miasta. Przedstawiciel jednego z deweloperów, inwestujących w Gdańsku, tłumaczył, że zainteresowanie budową wysokościowców w tym mieście nie wynika z cen gruntow, tylko - z atrakcyjności obecnej panoramy...

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo