Stocznie na wyprzedaży

    Stocznie na wyprzedaży

    Jacek Klein, Robert Kiewlicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Wbrew zapowiedziom Komisja Europejska nie podjęła w środę decyzji o sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie. Może ona zapaść jeszcze w tym tygodniu, wiadomo już jednak, czego komisja zażąda od Polski. Przyszłość stoczni nie rysuje się najlepiej.
    Produkcja statków jest zagrożona, pracowników czekają zwolnienia. Stoczniowcy nie zostawiają suchej nitki nie tylko na Komisji, ale i na rządzie. Uważają, że Polska na kolanach zaakceptowała żądania Brukseli.

    KE formalnie odrzuci plany dla stoczni opracowane przez ISD Polska i Mostostal Chojnice. W zamian rząd dostał siedem miesięcy na wycenę, podzielenie majątku stoczni na pakiety, zorganizowanie przetargów i sprzedaż inwestorom.
    Jeśli rząd się wyrobi, nowe spółki nie będą musiały oddawać 7 miliardów pomocy publicznej. Jeżeli nie zdąży, Komisja nakaże zwrot pomocy, stocznie zbankrutują i zostaną postawione w stan upadłości.

    Plan Brukseli, jeśli się powiedzie, nie daje gwarancji zatrudnienia stoczniowcom. Komisja Europejska chce, aby inwestorzy nie przejmowali majątku z pracownikami. Jonathan Todd, rzecznik komisarz ds. konkurencji, stwierdził wczoraj, że wówczas chętni na przejęcie majątku zapłacą więcej za maszyny i nieruchomości. Wpływy z przetargów mają pójść na spłatę długów stoczni wobec kontrahentów i Skarbu Państwa.

    Rząd oczekiwał, że pracownicy będą mogli być przejęci wraz z majątkiem. KE łaskawie ma zostawić taką furtkę.

    - Jeżeli tak się złoży, ze jakiś inwestor zakupi wszystkie pakiety z majątkiem stoczni, to wtedy będą stosowały się zasady transferu pracowników - powiedział Todd.

    Nabywca całego pakietu będzie mógł produkować statki. Nie będzie także ograniczony limitami produkcyjnymi. Gwarancji, że taka firma się pojawi, nie ma.
    - Chcielibyśmy, aby jeden inwestor przejmował cały majątek stoczni - powiedział Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu. - Dotychczas zainteresowani, ISD Polska i Mostostal Chojnice, jeżeli wyrażą chęć, będą mogli oczywiście stanąć do przetargów.

    Nawet gdyby chętny na przejęcie całego majątku produkcyjnego się znalazł, to ok. 40 proc. stoczniowców może stracić pracę. Według przedstawicieli KE to i tak nie jest dużo. Jeśli jednak majątek zostanie rozparcelowany, pracę może stracić znacznie więcej z obecnie zatrudnionych 5 tys. osób. Obie stocznie położone są prawie w centrach miast i zajmują setki hektarów powierzchni atrakcyjnych pod inną działalność.
    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Koniec Stoczni- czas na zmiany

    Adam G. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 5

    Najwyższy czas rozwiązać problem naszych stoczni, szkoda tylko, że musiała to zrobić Unia Europejska, a nie polski rząd.
    Zabrakło odwagi politycznej aby sprzedać stocznie inwestorom prywatnym już...rozwiń całość

    Najwyższy czas rozwiązać problem naszych stoczni, szkoda tylko, że musiała to zrobić Unia Europejska, a nie polski rząd.
    Zabrakło odwagi politycznej aby sprzedać stocznie inwestorom prywatnym już kilka lat temu i uniknąć nieefektywnego zarządzania przez polityków i osoby niekompetentne. Dziwię się związkom zawodowym, szczególnie ich liderom, że na to pozwolili, i którzy nie zauważyli, że ustrój socjalistyczny upadł w 1989 roku i czas wreszcie na zmiany. Efekt będzie pozytywny- taki,że prawdziwi fachowcy zostaną zatrudnieni natychmiast w nowej firmie, a dzialacze związkowi nie...bo tak naprawdę o to oni tylko dbają o własne interesy , a nie o pracowników. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    stocznie

    Krystyna G. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 7 / 3

    Witam, postanowiłam odnieść się do wałkowanej od lat sprawy stoczni. Jestem mieszkanką Gdyni. Za oknem mam tereny stoczniowe. I mam pewien sentyment do statków, do suwnicy, dźwigów portowych. Ale...rozwiń całość

    Witam, postanowiłam odnieść się do wałkowanej od lat sprawy stoczni. Jestem mieszkanką Gdyni. Za oknem mam tereny stoczniowe. I mam pewien sentyment do statków, do suwnicy, dźwigów portowych. Ale nie mam sentymentu do pracowników.
    Co to niby ma znaczyć, że stocznie oczekują na pomoc rządu? Przecież jeżeli mój budżet się wali, to robię jego analizę i rekonstrukcję. Tutaj słyszę tylko o chciejstwie. Moim zdaniem główny błąd ciągnie się od lat, od czasu królowania, pana Krzaklewskiego , który rozpoczął erę dziedziczenia tronu związkowego. Kadencyjność sejmu wynosi 4 lata, kadencyjność urzędu prezydenta góra 8 lat bez prawa do powtórki, kadencyjnośc rektorów uczelni itd...
    A ile lat na stołku stoczniowym tyje pan Śniedek?
    Wystarczy zgromadzić koło siebie grupkę 10 osób czy coś koło tego, i już jest związek zawodowy o jakiejś tam nośnej nazwie. Wystarczy zgromadzić 50 osób, by przynależne było takiej grupie stanowisko przewodniczącego. Który przestaje być robotnikiem , staje się urzędującym bonzą, który uzasadniając swoją obecność wzywa nieustająco do bojkotu, palenia opon, wyjazdów protestacyjnych. A za co to wszystko? No, przecież za pieniądze podatników. Dlaczego Bruksela ma się wzruszać losami polskiego stoczniowca, kiedy musi sobie stawiać zapytanie: czemu ci ludzie nie pracują, czemu zasmradzają nam miasta palonymi oponami. Jeśli biorę do domu ekipę remontową, chcę, żeby pracę wykonali za ustaloną cenę. Jeśli zaczynają od śniadania z piwem, jeśli zwiastują mi , że nie mają drabiny, farby, kleju i stoją przede mną z tępą nadzieją, że to ja, zatrudniająca ich, zorganizuję im tę prace i jeszcze za nią zapłacę- to się ciężko mylą. Bo nie zapłacę. Mało tego, wyrzucę ich z tego stanowiska pracy. I tak się dzieje, albo powinno dziać w każdym miejscu pracy.
    Wrócę do tematu stoczni Gdynia. Cały teren stoczni został pokawałkowany i sprzedany chińczykom, którzy funkcjonują tu cichutko i sprawnie. Ale pieniążki za sprzedaż zostały szybko skonsumowane w charakterze płac. Więc wysprzedano już każdy skrawek ziemi i teraz stocznia wypożycza tereny dla swojej działalności. Jest to gospodarka rabunkowa dokonywana na własnej działalności. I niech rząd coś zrobi. Robił. 3 miliardy złotych( czy nawet euro) wpompowano w stocznie.Tych pieniędzy nie dostały inne środowiska, bo to nie jest tak, że rząd ma i niech da. To jest ograniczona pula wypracowana przez społeczeństwo polskie. A rozdawana niejednokrotnie pod presją. Vide stocznie. Może trzeba rozpędzić tę gromadę protestantów, może te pieniądze przykazać na inne stanowiska pracy. Tylko na litość, nie dać tam tworzyć kolejnych, bonzowskich związków zawodowych!
    Byłabym rada, dla poznania realiów dowiedzieć się ile związków zawodowych funkcjonuje w trzech polskich stoczniach. Ilu jest związkowych urzędników, ile zarabiają. I czy przedstawili jakikolwiek, kiedykolwiek plan wyjścia z impasu ich stoczni, miejsc pracy? Czy tylko koncentrują się na liście postulatów, rządań, pogróżek.
    Krystyna G ( zastrzegam adres e- mailowy)zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo