Tusk: Koniec nieustannego odwoływania się do historii

    Tusk: Koniec nieustannego odwoływania się do historii

    Barbara Szczepuła

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    W poniedziałek do Gdańska przylatuje z krótką roboczą wizytą kanclerz Niemiec Angela Merkel. Z premierem Donaldem Tuskiem rozmawia Barbara Szczepuła.
    Przyjaźnicie się z panią kanclerz Merkel?
    Lubimy się i jesteśmy na ty, ale nie jest to przyjaźń, nie chodzimy w tajemnicy przed mężem pani kanclerz i moją żoną na kolacje. Z całą pewnością relacje między nami są lepsze niż przeciętne, nie można jednak wyobrażać sobie, że w związku z tym jest wyraźnie łatwiej coś załatwić dla Polski. Interesy to interesy. Ona pilnuje interesów swojego kraju, ja - swojego.

    Będziecie rozmawiać po niemiecku?

    Raczej po angielsku.

    Nadajecie na tej samej fali?
    Chyba nie mamy podobnych temperamentów. Raczej podobne doświadczenia. Ale oboje daliśmy już parę razy dowody wzajemnej lojalności.
    Jeśli się w jakiejś sprawie umawiamy, to staramy się dotrzymać słowa. Uważam to za swoją małą zasługę, że staram się rozmowy polsko-niemieckie sprowadzać do konkretów, aby nie były we wszystkim obarczone bagażem historii.

    Będziecie rozmawiać o planowanym Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku?
    Jeśli pani kanclerz będzie zainteresowana jakąś informacją na ten temat, to oczywiście jej udzielę, ale jest to polski projekt i nie oczekuję jakichś szczególnych gestów czy pomocy ze strony Niemiec. Będziemy oczywiście zapraszali naukowców europejskich, w tym niemieckich, do współpracy.

    Jest Pan zdeterminowany, by to muzeum powstało.

    Uroczystość wmurowania kamienia węgielnego odbędzie się w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej.
    Tusk: Muzeum II Wojny Światowej to polski projekt i nie oczekuję pomocy Niemiec
    Czego więc będą dotyczyły Wasze poniedziałkowe rozmowy?
    Z całą pewnością sytuacji po referendum irlandzkim. Tym bardziej że kilkanaście godzin wcześniej będę rozmawiał w Pradze z premierami państw Grupy Wyszehradzkiej. Tam także będziemy szukali jakichś sposobów wyjścia z obecnej sytuacji. Ze spraw bilateralnych, polsko-niemieckich, na pewno poruszymy ważne dla mnie stanowisko Niemiec w kwestii wschodniej europejskiej polityki sąsiedztwa. Oczekuję poparcia Niemiec dla naszych projektów dotyczących wschodniej granicy Unii. Będziemy też mówić o tzw. pakiecie klimatycznym, czyli zagadnieniach emisji dwutlenku węgla. Chodzi o bardzo duże pieniądze dla Polski. Liczę na zrozumienie naszych partnerów, że Polska, chcąc dbać o klimat w skali globalnej, potrzebuje dłuższego czasu - nasza produkcja energii oparta jest przecież na węglu. Będę przekonywał do naszego punktu widzenia.

    Ale wróćmy jeszcze do odrzuconego przez Irlandczyków traktatu.
    W interesie Polski i Unii jest znalezienie dobrego wyjścia dla Irlandii, aby mimo porażki referendalnej można było skutecznie implementować zapisy traktatu w całej Europie. Warto być powściągliwym i delikatnym wobec samych Irlandczyków, niczego im nie narzucać i ich werdykt referendalny uszanować. Trzeba jednak zastanowić się, jak z kłopotu wyjść. Jestem przekonany, że z punktu widzenia interesów Unii Europejskiej i Polski proces ratyfikacji traktatu lizbońskiego powinien być kontynuowany w tych krajach, w których jeszcze trwa. Dlatego bez popędzania kogokolwiek uważam, że dobrze byłoby, aby pan prezydent Kaczyński złożył podpis pod ustawą ratyfikacyjną. Będę chciał rozmawiać z nim o tym przed wyjazdem do Brukseli. Rada Europejska zbiera się w czwartek i piątek. Jestem już umówiony na rozmowy - bezpośrednio czy też telefonicznie będziemy ustalali tryb postępowania.

    Czy po przegranym referendum irlandzkim może wrócić pomysł "Unii dwóch prędkości"? Wspominają o tym niektórzy politycy i komentatorzy.
    Zawsze, gdy powstaje kryzysowa sytuacja, pojawiają się na scenie politycy - w różnych zresztą krajach - którzy sugerują, że Unia powinna zamienić się w organizację, gdzie różne państwa są różnie traktowane. Unia różnych prędkości nie byłaby korzystna. Różna prędkość jest charakterystyczna dla okresu przejściowego. Gdy Polska nie była w Schengen, mieliśmy w jakimś sensie różne prędkości. Gdy budujemy nową organizację - a Unia Europejska jest ciągle w fazie tworzenia - może ona być zróżnicowana, ale nie może to stanowić celu politycznego. Nikt nie powinien dziś mówić Irlandczykom: jeśli traktat wam się nie podoba, zostaniecie na marginesie Unii albo znajdziecie się w tej drugiej, gorszej prędkości. Takie deklaracje uznałbym za niedopuszczalne.


    Wspólny spacer ulicami gdańskiej Starówki


    Poniedziałkowa wizyta Angeli Merkel w Gdańsku to nie tylko wyraz kurtuazji. Spotkanie niemieckiej kanclerz z Donaldem Tuskiem ma pokazać całej Europie, w jak dobrych stosunkach pozostają nasze kraje.

    - Na dobrych relacjach między Polską a Niemcami zależy obu stronom - powiedziała Merkel w wywiadzie dla gazety "Aachener Zeitung". - Obie wnoszą też swój wkład w dobry stan wzajemnych stosunków.

    Miejsce wizyty Angeli Merkel, pierwszej kobiety kanclerza Republiki Federalnej Niemiec, nie jest przypadkowe. Herlind Kasner, matka Angeli pochodzi bowiem z Gdańska.

    Chyba żadna kobieta na niemieckiej scenie politycznej nie osiągnęła tak wiele w tak krótkim czasie jak obecna kanclerz. Rozpoczęła swoją działalność polityczną pod koniec 1989 roku. W latach 90. zajmowała stanowisko ministra ds. kobiet i młodzieży w rządzie Helmuta Kohla. Później została sekretarzem generalnym CDU i jako pierwsza kobieta w historii tej partii objęła funkcję jej przewodniczącej.

    Wizyta pani kanclerz potrwa tylko kilka godzin. Rozmowy Tusk - Merkel odbędą się w Dworze Artusa - spotkanie ma się rozpocząć o godz. 13.50. Do Gdańska Tusk przyleci prosto z Pragi, ze szczytu szefów rządów państw Grupy Wyszehradzkiej. O godz. 15.40 planowana jest konferencja prasowa Tuska i Merkel.

    Pomimo napiętego programu wizyty, jeśli będzie pogoda, pani kanclerz znajdzie czas na krótki spacer po Gdańsku - ulicami Długą i Mariacką. Prosto z Gdańska kanclerz Merkel poleci do Wiednia, na mecz Austria - Niemcy, który rozpocznie się o godz. 20.45.

    Merkel gościła już w Gdańsku w 2000 roku, na obchodach 20-lecia Solidarności, jednak to jej pierwszy pobyt w Polsce od czasu, gdy premierem został Donald Tusk
    Wizyta w Gdańsku jest też tamtem prasy naszych zachodnich sąsiadów. "Süddeutsche Zeitung" twierdzi, że nasz premier będzie oczekiwać deklaracji, iż Erika Steinbach (szefowa Związku Wypędzonych) nie wejdzie do władz Widocznego Znaku, który ma upamiętniać wysiedlenia Niemców po II wojnie światowej.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo