Menu Region

Jak znaleźć męża? Babcine rady nie tylko na walentynki

Jak znaleźć męża? Babcine rady nie tylko na walentynki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Bałtycki

Irena Łaszyn

6Komentarzy Prześlij Drukuj
Jak znaleźć męża? Babcine rady nie tylko na walentynki

Lidia i Jan Popadiukowie w pierwszych latach małżeństwa... ...i dziś. Tak samo szczęśliwi! (© Archiwum prywatne)

Miały adoratorów, mężów, szczęśliwe życie. Dziś mają siedemdziesiąt plus i rozważają, dlaczego niektóre kobiety, choć młode i ładne, są same. "Babcine" sposoby na znalezienie męża odnotowała Irena Łaszyn

Rada nr 1: Wyrzuć portki, bądź kobietą



Pani Bronia nosi perły i szykowne kapelusze, używa Chanel nr 5 i dyskretnie koloruje usta. Uważa, że kobieta powinna być elegancka aż do śmierci, nawet choroba nie może tego zmienić. Kule? No, tak. Czasem przeszkadzają. Trzeba zrezygnować ze szpilek i kopertówki, ale na pewno nie z zasad, które dla każdej damy są jak Biblia: Ma być w dobrym guście i w dobrym tonie, żadnych niedostatków w garderobie i zachowaniu.


- Pani często chodzi w dżinsach? - podpytuje niewinnie. - Może jestem staroświecka, ale mnie wpajano, że spodnie to kobieta zakłada tylko na konie i narty. Konno nie jeździłam, z nartami pożegnałam się po operacji biodra, pozostałam wierna sukniom i dobrze odszytym kostiumom. I proszę wierzyć, zawsze miałam adoratorów, za mąż wychodziłam trzy razy, a różni dżentelmeni nawet dziś usiłują mnie zaprosić na kawę!

Pani Bronia to rocznik przedwojenny. Nie zdradzi, ile ma lat. Nie zgadza się też na podanie nazwiska. A to dlatego że chce opowiedzieć o wnuczce, której dobro leży jej na sercu.

Otóż, wnuczka jest po trzydziestce. Ładna, kolorowa, wykształcona, zaradna. Ma pieniądze, zna języki, jeździ po świecie. Niestety - sama. Sama w samolocie, sama w hotelu, sama w walentynki, sama w sylwestra. Przeważnie z przybrudzonym plecakiem, w bojówkach lub legginsach. Z komórką przy uchu. Nieczuła na argumenty i dobre rady. Mydli oczy, że ona nikogo nie potrzebuje, bo jest singielką z wyboru. Ale to takie gadanie. Każda potrzebuje!

- Wciąż się zastanawiam, co z nią jest nie tak - wyjawia pani Bronia. - Ledwie się jakiś chłopak pojawi, zaraz znika. Jeden się ożenił z jej koleżanką z liceum, szarą myszką bez wyrazu! Wnuczka przy niej to jak rajski ptak. Dlaczego ją zostawił? Czasem myślę, że to przez te portki, awersję do obcasów i nadmierną przebojowość. Bo nawet obieżyświat w trampkach szuka kobiety przez duże K. Wyciszonej, ciepłej, domowej. Takiej, która nie pozjadała wszystkich rozumów, patrzy w niego jak w obraz, potrafi słuchać, nosi spódnicę i lubi się przytulać.

Rada nr 2: Nie odkładaj na potem



Lidia Popadiuk twierdzi, że o wszystkim decyduje chemia. Czasem coś wybuchnie, a czasem nawet nie zaiskrzy. Nieważne, czy dziewczyna ładna, czy brzydka. Zdarza się, że ta ładna ma gorzej, bo uroda potrafi też… odstraszać. Nie ukrywa, że ona miała powodzenie. Może dlatego że była miła, nie zadzierała nosa i nie pozowała na księżniczkę?

Znajomi zauważają, że nadal jest skromna. A przecież - wzdychają - takich nóg, jak ona, to żadna nie miała. Pani Lidia była bowiem modelką. Prezentowała modę w sopockim Grand Hotelu, Złotym Ulu i na statku Mazowsze. Czasami jeździła z pokazami po Polsce. Miała świetną figurę i talent, była modelką ponad 20 lat. Do czterdziestki na wybiegu, co dziś rzadko się zdarza.

- Jana poznałam, ledwie skończyłam 18 lat - wspomina. - Był studentem architektury, ujęły mnie jego erudycja, ogłada i tembr głosu. Pobraliśmy się pięć lat później. Od początku wiedziałam, że to On, mężczyzna na całe życie. Przeżyliśmy mnóstwo wspaniałych chwil. Dziś mamy swoje lata i wnuki, a mąż nadal przynosi mi śniadanie do łóżka i czekoladowe serce w każde walentynki. W tym roku będziemy obchodzić złote gody, ślub braliśmy bowiem w listopadzie 1962 roku.

Czy dziś trudniej kogoś poznać? Chyba tak. Młodzi ludzie są zapracowani, zestresowani, gonią za karierą, zdobywają kolejne umiejętności i dobra, nie mają czasu na spotkania, rozmowy i miłość. W ten sposób łatwo coś ważnego przegapić.
- Wszystko musi być we właściwym czasie - uważa pani Lidia. - Ślub, dziecko, budowanie więzi. Są rzeczy, których nie można odkładać na potem.

Ale pani Lidia nie chciałaby nikogo pouczać. Każdy jest kowalem swojego losu. Może tylko podpowiedzieć: Czasami warto się odkleić od komputera, wyjść z domu, rozejrzeć się dokoła. Zdarza się, że ten jedyny spaceruje po tej samej ulicy. Jest na kursie tańca albo jogi, w bibliotece albo w osiedlowym klubie. Ważne, żeby nie zamykać się w swoim świecie. Być otwartym na nowe znajomości i doznania.

Zaznacza, że przeciwko komputerom, jako postępowa babcia, nic nie ma. Wie, że miłość można spotkać też w internecie, komputerowe łącza potrafią iskrzyć. Nawet była na takim ślubie. Młodzi są bardzo szczęśliwi. Ale żeby znaleźć - trzeba bywać, choćby w cyberprzestrzeni.

Rada nr 3: Uśmiechaj się do ludzi



Teresa Marczewska, też siedemdziesiąt plus, kiedyś była aktorką, dziś jest wolontariuszką w gdańskim hospicjum. Spotyka tam młode i mniej młode wolontariuszki, które mało kiedy bywają samotne.

- One ciężko pracują, ale na wszystko mają czas - podkreśla. - Na pracę, na pomaganie innym i na miłość. A ponieważ zawsze są uśmiechnięte, wywołują ciepłe uczucia.

Zdaniem pani Teresy, zabiegany, sfrustrowany mężczyzna nie potrzebuje skwaszonej furiatki. Potrzebuje ciepłej, życzliwej światu kobiety, przy której zapomni o swoich smutkach. On najpierw obserwuje. Patrzy, jak dziewczyna traktuje cudze dziecko i współpasażera w tramwaju, uwiązanego przy sklepie psa i bezdomnego kota.

- Te samotne często nie mają w sobie dobroci i empatii - uważa. - Myślą tylko o sobie.

Popełniają też inny błąd: Zdobywają, zamiast pozwolić się zdobyć. A to, co na wyciągnięcie ręki, jest mało warte. Dziewczyna, która na wszystko pozwala, rzadko zostaje żoną.

Pani Teresa jest wdową, ale dobrze wie, co to miłość. Swego męża poznała na studiach. Zaimponował jej, bo był artystą, poetą i dżentelmenem. Zapraszał na spektakle, pisał wiersze, przynosił kwiaty. Każda dziewczyna o takim mężczyźnie marzy. Nie każda znajduje.

- Może te, które są samotne, szukały ideału? - rozważa. - Może miały za duże oczekiwania? Czasem warto patrzeć realnie. Nie każdy pisze wiersze. Ale często potrafi inne rzeczy: Zmienić oponę, naprawić żelazko. A jeśli i tego nie potrafi, to może przynajmniej się stara? Albo pomaga sąsiadce dźwigać zakupy? Trzeba dostrzec te zwyczajne, codzienne, piękne gesty. Dać człowiekowi szansę.

I trzeba się cieszyć tym, co jest: Książką, spacerem, kota mruczeniem, poszumem wiatru, w upale - cieniem, rozgwieżdżonego widokiem nieba, zapachem jabłka i smakiem chleba… Tak to sobie zapisała, gdy wyszła ze szpitala po ciężkiej operacji.

Trzeba się uśmiechać. Nie marudzić.


Rada nr 4: Nie ulegaj przed ślubem



Teresa Węgrowska urodziła się w Wilnie, jeszcze przed wojną. Rodzice mieli dom z ogródkiem i krzakiem bzu. I ona sobie pod tym bzem siadała, czasem z rówieśnikami, ale tylko do zmroku. Gdy słońce chyliło się za horyzontem, mama goniła ją do domu. Żeby, Boże broń, jakiś cień nie padł na jej niewinność. Tak doczekała 25. roku życia.

- Przyszły mąż mieszkał w drugim końcu domu, był naszym sublokatorem - wyjawia.- Wychodziłam za niego mocno przestraszona. Mama powiedziała bowiem, że bycie żoną to nic przyjemnego i że sama się przekonam. Wzięłam sobie te słowa do głowy i… do łóżka. Trauma była tak silna, że panieństwa broniłam jak niepodległości. Przez trzy noce z rzędu mój kochany mnie zdobywał i nie mógł sobie dać ze mną rady.

Tak sobie z uśmiechem teraz o tym opowiada, ale w tych sprawach była bardzo zasadnicza. Uważała i nadal uważa, że każda panna powinna w czystości dotrwać aż do ślubu. Powinna się szanować! A co wyprawiają dzisiejsze dziewczyny? Raz pomieszka z jednym, raz z drugim. Nic dziwnego, że trzeci już jej nie zechce.

- Nie wolno też za bardzo wystawiać pępka - poucza. - Ani biustu. No, może jeszcze do trzydziestki odsłonięty dekolt jest dopuszczalny, ale potem to już nie wypada. Tak jak nie wypada malować włosów na czerwono. Chcesz znaleźć męża, bądź skromna i nie pokazuj tego, co powinno być zakryte!

Przyszła żona musi znać też inne reguły, które decydują o dobrym życiu. Nie pyskować, nie upierać się przy swoim, iść na kompromisy. I ciągle swego mężczyznę podziwiać. Za to że wbił gwóźdź w ścianę, powiedział coś mądrego, kupił ładny kawałek schabu albo wygodne krzesło. On musi wiedzieć, że jest świetny, a ostatnie zdanie i tak do niego należy.

I dbać o niego trzeba. Szykować mu śniadanie, obiad i kolację. A kołduny lepić choćby o czwartej rano, żeby były świeże.
Czy współczesna dziewczyna wie, z czego się robi kołduny? Czy współczesny mężczyzna w ogóle na nie czeka? Pani Teresa ma 86 lat, ale czasami sobie myśli, że dziś chłop woli mieć kobietę niż kluski na talerzu. I może to nie jest takie głupie?

Rada nr 5: Zapomnij albo gotuj ruskie



Skończyłaś czterdziestkę, jesteś sama i nadal marzy ci się George Clooney na białym koniu? Zapomnij! Tylko tobie się wydaje, że wiek ma odpowiedni. Pięćdziesięciolatek szuka młodych długonogich nastek, a nie takich przeterminowanych panien jak ty. Tak przynajmniej twierdzi 80-letnia pani Jadwiga, samotna od czterdziestu paru lat.

- Mąż zostawił mnie dla innej - wzrusza ramionami. - A był ode mnie starszy o 10 lat. Gdy już osuszyłam łzy i zaczęłam się rozglądać za kimś, kto mi go zastąpi, nastąpił dramatu ciąg dalszy. Wolnych mężczyzn po czterdziestce brak. Albo żonaci, albo innej orientacji, albo starzy kawalerowie z nawykami nie do zaakceptowania.

- Stary kawaler odpada?

- Proszę pani! On chce wszystko tak jak u mamusi! Wciąż każe gotować ruskie, ale tylko z falbanką, która skręca w lewą stronę. Nie pojmiesz, dlaczego musi to być pod prąd.

- Może ma inne zalety?

- E, tam! Nie umie tego i owego, i tamtego też. Nie ma pojęcia, co to są motyle w brzuszku! Zaczęłam się rozglądać wśród wdowców, ale oni podobnie. Tylko żeby te pierogi były jak u nieboszczki. Rozwodnicy preferowali ruskie z garmażu. Fuj! Przestałam szukać. Zapisałam się na qigong, angielski i pielgrzymkę do Częstochowy. Myślałam, że gdzieś go w końcu spotkam. Nie spotkałam. Sądzi pani, że za bardzo wybrzydzam i to ze mną coś nie tak?

Babcia Dobra Rada to nie pani Jadwiga. Ona nie pomoże. Bo ona poleca samotnym kobietom kota. Albo psa.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!




Reklama
6

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

warto spróbować w katolickich portalach randkowych takich ja zapisanisobie pl

+2 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

maja (gość)  •

warto spróbować w katolickich portalach randkowych takich jak ZapisaniSobie pl

skomentuj

a ja polubiłem ZS

+2 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

paweł (gość)  •

dla chrześcijan to genialne miejsce :)
dla ateistów (jeszcze) nie za bardzo, "jeszcze" bo z czasem może odkryją w sobie że są jednak chrześcijanami

odpowiedzi (0)

skomentuj

...

0 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pixi (gość)  •

to sekta, nie polecam

odpowiedzi (0)

skomentuj

ups

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

maja (gość)  •

o widze ze ktos juz to odał ;)

odpowiedzi (0)

skomentuj

zapisanisobie pl

+10 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ola (gość)  •

Jeśli szukasz męża chrześcijanina - polecam serwis zapisanisobie pl :)

odpowiedzi (0)

skomentuj

mąż

+76 / -121

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kogarla (gość)  •

w necie chyba jest ok. na http://top-ogloszenia.net/ w zakładce towarzyskie jest mnóstwo ogłoszeń

odpowiedzi (0)

skomentuj
Reklama
Reklama