Poseł Robert Biedroń znajduje się w niechlubnej czołówce najczęściej nieobecnych podczas sejmowych głosowań - wytyka "Newsweek" pomorskiemu politykowi z Ruchu Palikota. Obok Biedronia tygodnik wymienia również Jerzego Wenderlicha i Ryszarda Kalisza (obaj z SLD). Jak wynika ze statystyk Kancelarii Sejmu, wszyscy trzej wzięli udział w zaledwie co trzecim głosowaniu. Rekordzistą jest natomiast Krzysztof Popiołek (PiS), który wziął udział w zaledwie 13 proc. wszystkich głosowań.
- To zestawienie jest naciągane - odpowiada poseł Biedroń. - Na mój wynik największy wpływ miała absencja podczas ostatniego posiedzenia Sejmu. W tym czasie jednak nie mogłem być w Warszawie, gdyż uczestniczyłem w posiedzeniu zgromadzenia parlamentarnego Rady Europy.
To 2/3 wszystkich głosowań przeprowadzonych w Sejmie od początku kadencji. Niemniej zdecydowanie wyższą frekwencję od Biedronia ma nawet premier Donald Tusk. Szef polskiego rządu, pełniący jednocześnie mandat poselski, uczestniczył w blisko 77 proc. głosowań. Także Kazimierz Plocke, łączący posłowanie z funkcją wiceministra w rządzie, nie może powstydzić się swojego wyniku - uczestniczył w 98 proc. głosowań.
Zdecydowanie lepszą frekwencję od Biedronia ma także lider jego macierzystego ugrupowania - Janusz Palikot. Szef ruchu własnego imienia opuścił zaledwie 2,5 proc. głosowań Niemal w każdym głosowaniu (99 proc.) brał też udział partyjny kolega z Gdańska Piotr Bauć.
Spośród pomorskich posłów najniższą frekwencję po Robercie Biedroniu ma słupska posłanka Jolanta Szczypińska (PiS), ale i ona uczestniczyła w 88 proc. głosowań.
Przez ostatni kwartał zdecydowana większość pomorskich posłów opuszczała tylko pojedyncze głosowania, a frekwencja sporej części wyniosła 100 proc.
- Trudno utrzymać taki wynik, zajmując się sprawami zagranicznymi. Niemniej postaram się, by w przyszłości podobne sytuacje się nie powtórzyły - podkreśla poseł Biedroń. - Na swoją obronę mogę tylko zaznaczyć, że przy obecnym układzie sił w Sejmie udział w głosowaniu jest raczej symboliczny. Natomiast uczestnictwo polskich przedstawicieli w obradach zgromadzenia parlamentarnego jest bardzo ważne z punktu widzenia interesów Polski. Szczególnie, kiedy na forum międzynarodowym stają problemy tak istotne dla naszego kraju, jak reforma Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Powszechnie wiadomo przecież, że Polska jest w czołówce krajów pozywanych przed ETPC.
Lepiej niż w statystyce głosowań Robert Biedroń wypada w interpelacjach. Dotąd zgłosił pięć. Wśród nich dotyczące m.in. becikowego, polskiej pomocy dla krajów rozwijających się czy w sprawie "nadania statusu uchodźcy osobom prześladowanym ze względu na swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową".
Najwięcej interpelacji przygotowała dotąd szefowa gdyńsko-słupskich struktur PiS Jolanta Szczypińska. Jak dotąd, skierowała dziewięć interpelacji do siedmiu różnych resortów. Jedną z ostatnich zaadresowała do Sławomira Nowaka, w której domaga się wyjaśnienia sprawy kolejowego połączenia ekspresowego Berlin - Trójmiasto. Szczypińska niepokoi się, że rozmowy prowadzone przez polskie koleje mają doprowadzić do zmiany wcześniejszej trasy i w konsekwencji do ominięcia Słupska i Lęborka. Ministerstwo nie odniosło się jeszcze do obaw pomorskiej posłanki.
ale to, że jest on rekordowy w parlamencie musi martwić i skłaniać do refleksji nad tym jak bardzo
zdegenerowały się nasza polityka i jej "elity". Quo Vadis Polonia?
Leszek Miller to przecież żaden tam czerwony ludzie co wy On nie ma żadnego pojęcia co to LEWICA . W SLD jest mało prawdziwych lewaków większość to ?! NO WŁAŚNIE CO TO JEST ???
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikBaltycki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.