Wydra z morskiej toni

    Wydra z morskiej toni

    Szymon Szadurski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Sensacyjnego odkrycia dokonały ekipy remontowe przebudowujące falochron gdyńskiego portu. Robotnicy prowadzący prace zauważyli w ich rejonie ranną wydrę. Na pomoc wezwano wolontariuszy z organizacji Animals oraz dr. Krzysztofa Skórę, miłośnika zwierząt, adiunkta Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu.
    Naukowiec, gdy zobaczył zwierzę, przecierał oczy ze zdumienia.
    - To pierwsza żywa wydra w Zatoce Gdańskiej, jaką udało się zlokalizować - mówi Krzysztof Skóra. - Wcześniej dwa osobniki znaleziono u ujścia rzek w Zatoce Puckiej, jednak oba były martwe. Nie jest więc pewne, czy żyły w morzu, czy zostały do niego zniesione prądem wody. Odnośnie wydry z Gdyni sprawa jest ewidentna, zwierzę musi mieć swoje siedlisko w falochronie.


    Wydrze, zanim postanowiono ją schwytać, zapewniono leczenie w leśniczówce. Okazało się jednak, że zwierzę jest w na tyle dobrej kondycji, iż już po zapadnięciu zmroku nie dało się złapać, lecz uciekło z powrotem do wody. Udało się je tylko sfotografować.

    Wydra zaliczana jest w całej Europie do jednego z gatunków najbardziej zagrożonych wyginięciem, jej populacja w Polsce także z roku na rok się zmniejsza. Ssak ten zamieszkuje zwyczajowo czyste wody górnych i środkowych odcinków rzek, jeziora, potoki górskie, dużo rzadziej zarośnięte stawy.

    W Bałtyku jest całkowitym ewenementem. To dlatego że na piaszczystym wybrzeżu nie ma gdzie zbudować swojej nory, w której ukrywa się przed większymi drapieżnikami i wychowuje potomstwo. Morską odmianę wydry, należącą już jednak do innego gatunku, zwaną także kałanem lub wydrozwierzem, obserwować można natomiast m.in. na Wyspach Kurylskich na południe od Kamczatki, u południowo-zachodnich wybrzeży Kanady.

    To jednak zwierze większe, dochodzące nawet do 30 kg wagi, żyjące stadnie. Ma lepsze warunki do przetrwania w morskiej toni i zdobycia pokarmu, bo kryje się w rafach i skalistych wybrzeżach, a tamtejsze akweny morskie są bardziej zasobne w ławice ryb niż wody przybrzeżne Bałtyku.

    Ta wydra to nie lada gratka


    Rozmowa z dr. Krzysztofem Skórą ze Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu

    Dlaczego wydra zdecydowała się założyć stanowisko na falochronie w Gdyni?
    Prawdopodobnie postanowiła wykorzystać do zorganizowania sobie kryjówki sztuczną infrastrukturę portową, czyli warunki, których nie zastałaby w naturalnym środowisku Bałtyku. Podejrzewam też, iż ze względu na dość małą liczebność ryb w strefie przybrzeżnej Bałtyku polowała nie tylko na nie, lecz także na ptaki, występujące całymi koloniami na falochronie.

    Wydra była ranna, nie dała się jednak złapać. Czy uda się jej przeżyć?
    Rzeczywiście, nie udało mi się schwytać wydry i zawieźć na leczenie, leżała bowiem w dość niedostępnym miejscu. Ponadto nie miałem przy sobie specjalistycznego sprzętu, kontakt z nią groziłby więc pogryzieniem. Jest jednak bardzo duża szansa, że zwierzę przeżyje. Wydry potrafią same wylizać się ze swoich ran, o ile tylko nie wda się w nie infekcja. Co więcej - uważam, że wydr na falochronie może być więcej.

    Co oznacza obecność tak rzadkiego ssaka tuż koło ruchliwego portu?
    Można powiedzieć, że jeżeli nie okazujemy wobec zwierząt agresji, nie atakujemy ich, nie zabijamy, a jest oczywiste, że wydry na falochronie nikt atakował nie będzie, nawet rzadkie gatunki są w stanie występować blisko ludzkich siedlisk. Przykładem na to były już odkryte żeremia bobrów tuż koło zabudowań.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo