Dziennik Bałtycki » Opinie » Już nigdy trawa nie będzie taka zielona

Już nigdy trawa nie będzie taka zielona

Data dodania: 2012-01-24 11:22:41 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-01-24 11:22:41

Dziennik Bałtycki

Dariusz Szreter

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Już nigdy trawa nie będzie taka zielona

Marihuana nigdy nie miała w Polsce dobrej prasy. W każdym razie mainstreamowej. Za Gierka palenie jej, podobnie jak i zażywanie innych narkotyków, piętnowano jako jeden z licznych przejawów degrengolady i zgnilizny moralnej Zachodu.

W latach 80., kiedy nie dało się już ukryć faktu, że narkomania to także problem polskiej młodzieży, wychowanej w socjalistycznej szkole, na wszystko co kojarzyło się z "ćpaniem" spadało odium zła absolutnego. Usłużni dziennikarze nie bawili się w subtelności, co się wstrzykuje, co pali, co wącha, a co snifuje - wszystko szło do jednego wora.

W efekcie ani opinia publiczna, ani - co istotniejsze - stróże prawa nie czuli niuansów między poszczególnymi rodzajami używek i sposobami ich oddziaływania. Dla palaczy miało to o tyle dobre strony, że byli praktycznie poza wszelkim podejrzeniem.

Wiadomo było, że narkoman to osobnik nędznie odziany, z długimi, tłustymi włosami, obowiązkowo w koszuli lub bluzie z długim rękawem (żeby nie było widać śladów po kłuciu igłą strzykawki), charakteryzujący się ogólnym zmuleniem i bełkocący coś niezrozumiale.
∨ Czytaj dalej


Na tym tle licealiści i studenci z dobrych domów, elegancko ubrani, może nieco nadnaturalnie pobudzeni i elokwentni, a przy tym od czasu do czasu wybuchający niczym niewyjaśnionymi napadami śmiechawki, mogli być co najwyżej uznani za nieszkodliwych oryginałów.

Charakterystycznego zapachu palonej trawy nikt specjalnie nie kojarzył, zresztą dostępne wówczas legalnie (i na kartki) papierosy produkcji krajowej, ewentualnie albańskiej, potrafiły zaskoczyć jeszcze bardziej egzotycznym aromatem sznurka do snopowiązałki czy skrawków obciętych paznokci.

Poseł Palikot mógłby sobie wówczas bezkarnie zapalić nie tylko w gmachu Sejmu, ale też na milicyjnym dołku - i nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Inna sprawa, że dla Palikota niezwracanie na niego przez nikogo uwagi to najgorsza możliwa kara, więc pewnie wolałby już zostać zdemaskowany, osądzony i osadzony. Co zresztą nie wchodziło w grę, bo za tej okropnej komuny za posiadanie nie karano.

Tak, w latach 80. palenie trawy było sportem zdecydowanie elitarnym. Palono m.in. w spółdzielni Świetlik, przyszłej rządowej kuźni kadr - do czego przyznał się jakiś czas temu Donald Tusk, dodając jednakże, że teraz się tego wstydzi.

Palący mógł mieć wrażenie, że doświadcza wtajemniczenia nie tylko metafizycznego, ale także towarzyskiego. Szczególnie że do grona palaczy wchodziło się na zaproszenie - marihuaną dzielono się z przyjaciółmi i znajomymi, handel prawie nie istniał.

Osobnicy, którzy przyznawali się do korzystania z usług dilerów, uchodzili za skończonych frajerów. Rośliny hodowano samodzielnie w ogródkach, doniczkach, na działkach lub na dziko, w rzadko uczęszczanych miejscach. Rodzice, dziadkowie czy sąsiedzi może i rozpoznawali charakterystyczne palczaste liście, wszak duża część polskiego społeczeństwa ma wiejskie korzenie, ale - podobnie jak do niedawna Jarosław Kaczyński - nie zdawali sobie sprawy, że "marihuana jest z konopi".

Marihuanę, zwaną też przez Jamajczyków gandzią, co w języku Adama Mickiewicza i Antoniego Macierewicza brzmi wręcz pieszczotliwie, sławili w piosenkach muzycy rockowi: Oddział Zamknięty, Brygada Kryzys, Izrael.

Lider dwóch ostatnich formacji, Robert Brylewski, bodaj w 1983 r. udzielił wywiadu dziennikarzowi miesięcznika "Non Stop", dodatku do organu Stronnictwa Demokratycznego, organizacji pozostającej w sojuszu z rządzącą PZPR. Brylewski w nim przeciwstawił rodzimą kulturę picia wódki mistyczno-religijnemu obrzędowi "palenia ziela". Jak to się stało, że cenzura to puściła - nie wiem, ale osobiście czytałem. Czasem można było odnieść wrażenie, że palacze są rzeczywiście dla reszty społeczeństwa i władzy niewidzialni.

Od tego czasu wiele ton suszu poszło z dymem i przez płuca wniknęło w krwiobieg Polaków. Dziś palenie "blantów" jest rozrywką masową, choć nielegalną i ściganą. Jest popyt, podaż, towar, klienci i dilerzy, krążą wielkie pieniądze. Jest ustawa, którą można zmienić lub nie. Są lobbyści i partie, które liczą, że "zapunktują", opowiadając się za tym lub innym rozwiązaniem. Proza demokracji i wolnego rynku.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!



Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Niewidzialna ręka rynku?

zgłoś +7 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Antoni Jazgarz Butrykowski (gość), 25.01.12, 12:11:05

Krytyk skrytykował (ale z niesłusznych POzycji, no i krytyka, jak wiadomo z tych słusznie minionych czasów, dopuszczalne jest tylko wtedy , kiedy jest "konstruktywna", inaczej to tylko "krytykanctwo") już właściwie wszystko. Ale jest jeszcze jedno, co rzuca się w oczy - zwłaszcza gdy to porównać z merytorycznymi, i wnoszącymi jakąś ideę, myśl przewodnią, tekstami Pana Dwojackiego - otóż na produkty "myśli" Nadredaktora Szretera POpyt jest raczej niewielki. Jest tylko POdaż. Nie ma "rynku" ani "klientów", chociaż "dilerów" nie brakuje, bo "Propaganda sukcesu" to jednak ogromne pieniądze. No, chyba że nas dwóch Pan Dariusz do grona swojej klienteli zaliczy? Prostuję. Ja tego nie kupuję. O niebo lepszy "towar" już na tych łamach "wciągałem". Ten cuchnie niczym wspomniane albańskie DS ("Durres Special") zwane przez lud "Sedesami"!

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 7

Nie: 0

skomentuj

Komu i po co to ble, ble?

zgłoś +1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Krytyk (gość), 24.01.12, 22:31:16

Nie bardzo wiadomo co autor tego tekstu chce nam powiedzieć w szczególności gdy pisze:
"Jest popyt, podaż, towar, klienci i dilerzy, krążą wielkie pieniądze. Jest ustawa, którą można zmienić lub nie."
Tak na prawdę szkoda oczu na czytanie takich tekstów ale żeby móc to powiedzieć trzeba jednak przeczytać.
Czytelnik niszczy sobie oczy ale za to autor robi kasę - jak zwykle coś czyimś kosztem!

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 1

Nie: 0

skomentuj

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", niedziela 27.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikBaltycki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.