Dziennik Bałtycki » Zbigniew Gryszkiewicz - mecenas, który w PRL dokonywał cudów

Zbigniew Gryszkiewicz - mecenas, który w PRL dokonywał cudów

Data dodania: 2012-01-22 08:55:26 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-01-22 09:00:55

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka

O mecenasie Zbigniewie Gryszkiewiczu, który w PRL dokonywał rzeczy niemożliwych, pisze Barbara Szczepuła

1/2
Zbigniew Gryszkiewicz - mecenas, który w PRL dokonywał cudów

Rok 1980. Sala BHP. Sierpniowy strajk w Stoczni Gdańskiej. Mecenas Zbigniew Gryszkiewicz obok Lecha Wałęsy

(© Archiwum prywatne)

Nadkładając drogi mecenas zachodził czasem do sklepu spożywczego przy Chrobrego we Wrzeszczu, gdzie zaprzyjaźniona kierowniczka odkładała mu paczuszkę kawy. Był zapalonym kawiarzem i życia sobie bez porannej małej czarnej nie wyobrażał. W latach siedemdziesiątych kupno kawy nie było sprawą prostą, co dziś, w dobie cappuccino, latte i espresso kuszących zapachem na każdym kroku, wnukom mecenasa wydać się może śmieszne.
∨ Czytaj dalej
W Peerelu spod lady sprzedawano po dwadzieścia deko kawy "Extra-selekt" czy "Super", która oczywiście ani ekstra, ani super nie była. A więc w jednym sklepie ekspedientka odkładała mu kawę, w drugim - mięso, a w kiosku dostawał spod lady "Tygodnik Powszechny". W księgarni sprawa była oczywista: zanim skończył prawo był księgarzem, znał ludzi, zawsze więc mógł liczyć na życzliwość i książki Jasienicy czy Wańkowicza.

Czytaj także: Andrzej Wajda kręcił film "Wałęsa" przy dworcu PKP w Gdańsku (ZDJĘCIA)

Jako księgarz właśnie przeżył jedną z najciekawszych przygód w życiu. Jesienią 1956 roku wysłano go do Budapesztu, by wymienił doświadczenia z węgierskimi księgarzami. No i trafił na rewolucję! Przemawiał w centrum Budapesztu z ciężarówki, a węgierski student, który nie znał polskiego (ja gawariu pa ruski, a to przecież podobne języki) tłumaczył, wzbudzając entuzjazm tłumu! Wtedy zresztą wystarczyło powiedzieć, że jest się z Polski i już było się przyjacielem, bo przecież rewolucja zaczęła się od węgierskiego poparcia dla buntu poznańskich robotników. Porwany prądem wydarzeń trafił Gryszkiewicz na wielki plac i widział, jak ze stojących wokół budynków spadały czerwone gwiazdy. Przepyszny widok! Przyglądał się też wysiłkom demonstrantów, którzy usiłowali zburzyć pomnik Józefa Wissarionowicza. Podobno był największy w Europie. Udało się go obalić dopiero gdy wezwano spawaczy, którzy odcięli Wodza Światowego Proletariatu od jego butów z cholewami. Krzyk radości wzbił się w niebo i nikt nie wstydził się łez radości. Płakał także Zbigniew Gryszkiewcz.
Gdy do Budapesztu wjechały sowieckie czołgi odstawiono go ciupasem do kraju, ale co się nawąchał wolności, to jego. Ten głód wolności już w nim pozostał. Gryszkiewicz zaczął wierzyć, że wbrew Gomułce, któremu początkowo, jak wszyscy, zaufał, wbrew Kadarowi, Polska i Węgry kiedyś wolność odzyskają.

Idzie więc mecenas ulicą Chrobrego we Wrzeszczu i myśli o kawie, która jak u sędziego Soplicy ma "czarność węgla, przejrzystość bursztynu/ Zapach mokki i gęstość miodowego płynu", wchodzi do sklepu, a tam wielki płacz, kierowniczka usiłuje pocieszyć zalaną łzami ekspedientkę. - Co się dzieje? - Jej mąż umiera, bo w szpitalu nie ma sprzętu do dializy - szlochają kobiety.

- Poczułem, że w całym tym peerelowskim absurdzie mogę wreszcie zrobić coś pożytecznego, coś dobrego. Mogę ratować ludzkie życie! Przecież kto ratuje jedno istnienie, ratuje cały świat.
- Jeśli pan znajdzie sztuczną nerkę, chory być może przeżyje - powiedział lekarz w gdańskim szpitalu, w którym leczony był Ireneusz G., mąż ekspedientki. Ale w jaki sposób miał znaleźć sztuczną nerkę skromny radca prawny zatrudniony w spółdzielni "Samopomoc Chłopska" na Oruni? No w jaki?
1 2 3 4 »

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", czwartek 24.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Zobacz także:

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikBaltycki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.