Dziennik Bałtycki » Opinie » Kolorowa wiedza

Kolorowa wiedza

Data dodania: 2012-01-13 10:01:25 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-01-13 10:01:51

Dziennik Bałtycki

Piotr Dominiak

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Kolorowa wiedza

Piotr Dominiak (© G.Mehring)

Zbliża się sesja egzaminacyjna na uczelniach. Jednym z najpopularniejszych przedmiotów jest od lat ekonomia. Nie tylko studenci kierunków ekonomicznych przechodzą, krótszy lub dłuższy, kurs mikro- i makroekonomii. Przedmioty te znajdują się w programach wielu innych studiów. Po każdym semestrze tysiące studentów musi zatem zdawać egzaminy z ekonomii. Szczerze im współczuję.

Nie, nie z powodu konieczności poddawania się tym sprawdzianom. Jest mi ich żal, kiedy patrzę na polskie podręczniki akademickie z tego przedmiotu. W porównaniu z najlepszymi książkami, z jakich mogą korzystać na całym świecie osoby znające język angielski, student skazany na obcowanie wyłącznie z rodzimymi podręcznikami jest w marnej sytuacji. Różnic jest wiele i wcale nie dotyczą one głównie poziomu merytorycznego. Pod tym względem poprawa jest duża. Chociaż mam wrażenie, że swoboda i łatwość wydawania książek (co jest bardzo pozytywne!) sprawiają, że obok podręczników niezłych mamy sporo słabych, a zdarzają się nawet fatalne. Autorami wielu z nich są czasem długoletni nauczyciele, jednak bez dorobku naukowego i bez znajomości tego, co dzieje się na świecie w zakresie dydaktyki uczelnianej.
∨ Czytaj dalej


Pomijając jednak kwestie merytoryczne, pozostałe różnice są ogromne. Przede wszystkim polskie podręczniki są potwornie nudne. Pisane hermetycznym (naukowym lub pseudonaukowym) językiem są bardzo ciężkostrawne dla młodych ludzi. Są napuszone i ma się wrażenie, że autor za wszelką cenę chce, by czytelnicy uważali go za Boga Ojca. Zero luzu, dowcipu, anegdoty. Mam przed sobą nowe wydanie "Economics" Gregory Mankiwa z Uniwersytetu Harwarda i Marka Taylora z Uniwersytetu Warwick. Dwa bardzo znane w świecie ośrodki. Poważne. Ale w książce są m.in. rysunkowe dowcipy, wśród nich takie, które komentują, ale i nieco kpią z różnych wyjaśnianych w książce teorii. Dystans do siebie i do przedmiotu nie są dla autorów przeszkodą w przedstawieniu świetnego wykładu skomplikowanych kwestii.

No, a szata graficzna? Pod tym względem przepaść. Anglojęzyczne podręczniki są drukowane na pięknym papierze, pełne kolorowych wykresów, zdjęć. W główny tekst wcinane są tzw. ramki, zawierające wyjaśnienia, przedruki z gazet, przykłady "z życia". Pozornie nie powinno mieć to znaczenia - chodzi wszak o zawartą wiedzę. Ale u nas nikt nie zwraca uwagi, że młode pokolenia są pokoleniami obrazków i kolorów. Sam przekaz słowny trafia w próżnię. To dlatego dziś każdy dobry podręcznik ekonomii o ambicjach ponadlokalnych jest obudowany całą masą produktów wspomagających, dostępnych w sieci. Są to slajdy, filmy, quizy, zadania, testy itp. Wiele rzeczy się rusza, dźwięczy, przyciąga barwami. Wszystko to opracowane przez fachowców nie tylko od ekonomii, ale i od metodyki.

Dlaczego nie ma tego u nas. Żeby było jasne - jestem jedną z osób częściowo odpowiedzialnych za taki stan. W końcu uczę ekonomii już od 40 lat. Dlaczego nie napisałem takiej książki? Być może nie potrafię, ale nie próbowałem. Nie próbowałem zaś dlatego, że nie miałem na to czasu. Jestem typowym polskim profesorem ekonomistą: przeciążonym dydaktyką, biurokracją związaną z pełnionymi funkcjami, innymi obowiązkami wynikającymi z pracy na uczelni. A napisanie podręcznika nie jest u nas powodem do chwały ani ważnym elementem przy ocenie efektów akademickiej pracy. A przy tym jest to praca bardzo ciężka i wymagająca współpracy z wieloma ludźmi. Trzeba na to czasu i pieniędzy. No i klimatu. Polskie wydawnictwa podręcznikowe są pod presją kserografii. Studenci nie kupują książek, wolą powielać potrzebne im fragmenty. Jedno z wydawnictw prowadziło nawet akcję pod hasłem: podręcznik tańszy niż ksero. I pewnie tak było, ale książka była na gazetowym papierze, z paskudnym drukiem, z czarno-białymi wykresami. Nie zachęcała do wzięcia do ręki.

Nie chcę przesadzać, ale może warto byłoby wydać z państwowej kiesy trochę pieniędzy na wyprodukowanie (a nie tylko na napisanie) dobrych, ładnie napisanych, pięknie wydanych, poprawnych metodycznie podręczników wraz z całym ich internetowo-informatycznym oprzyrządowaniem. Myślę, że może poziom wiedzy gospodarczej rodaków znacznie by się podniósł. Ale, czy komuś byłoby to na rękę?

Przeczytaj wszystkie komentarze Piotra Dominiaka

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!



Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Podrecznik akademicki ma byc przede wszystkim zrozumialy dla studenta.

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

wozny Trybunalu Ludowego (gość), 13.01.12, 22:49:02

Tu bardzo wazny jest styl, slownictwo i jasnosc wywodow autora. Wlasnie tam w Trojmiescie wykladal pewien profesor (ostatnio byl poslem czy senatorem ) nauki prawne ale potrafil mowic o najbardziej skomplikowanych sprawach tak prostym jezykiem, ze kazdy wszystko rozumial a studenci wiedzieli, ze aby osiagnac taki poziom latwosci opowiadania najprostszym jezykiem o najbardziej skomplikowanych sprawach trzeba miec olbrzymia wiedze jakiej przeciez wiekszosc nawet utytulowanych nauczycieli akademickich nie ma i dlatego braki wiedzy zastepuje bardzo uczonym , fachowym, hermetycznym jezykiem i w takim sytlu pisze podreczniki. Opowiadal mi kiedys pewien gajowy sformatowany zawodowo w czasch pruskich jeszcze przed I wojna swiatowa, ze calej wiedzy o lesie i jego pielegnacji nauczyl sie z jednego podrecznika autora niemeickiego pisanego po niemeicku ale skladajacego sie z 2 tomow przy czym jeden tom to byla cala wiedza na ten temat podana bardzo skrotowo w logicznym , niemeickim porzadku a drugi tom to ta sama wiedza podana w tym samym porzadku ale dosc szczegolow rozpisana w takim zakresie, ze gdyby on z tym podrecznikiem trafil na bezludna wyspe to wyczytal tam wszystko co powinien ze swego zawodu wiedziec gdyz wszystko mogl sam zrozumiec. Na marginesach tych ksiazek robil on uwagi olowkiem w jezyku niemeickim jak juz te tereny weszly w sklad Polski decyzja Wersalu jako Korytarz i we wrzesniu 1939 roku przyszli tam ponownie Niemcy i niemiecki lesniczy wszedl do jego gajowki, obejrzal caloksztalt i zajrzal do tej ksiazki i tylko spytal gdzie jest gajowy? ( gajowi jako elity wedle zalozen hitlerowskich trafiali do obozow lub do piachu i w ZSRR tez ich uznawano za elity). Nastepnie przywrocil go do pracy za te ksiazke wlasnie i chlop przepracowal na swojej gajowce lacznie 53,- lata ( zaczynal w wieku 14 lat a konczyl w wieku 67 lat) a w tym czasie zmienialy sie tam panstwa 3 razy. a wiedza z tej ksiazki starczala i zadnego postepu juz tam nie dokonano choc zmienila sie technika i maszyny. Wlasnie takie ksiazki dla studentow trzeba umiec pisac a nie kolorowe komiksy i kreskowki. Takim innym idealnym podrecznikiem jest dzielo Hrabiego generala von Clausewitz z Koblencji,,, O wojnie,,, gdzie sam uklad ksiazki, tresc, zwiezlosc i jasnosc wywodow autora wyczerpuje caly temat wojny choc bylo pisane 200 lat temu gdyz zasady wojny nic sie nie zmienily od czasow jazdy konnej i szabel po rakiety atomowe wystrzeliwane z okretow podwodnych i gwiezdne wojny i sa nadal aktualne i beda aktualne do konca swiata.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Profesor Dominiak dziś pisze:

zgłoś +1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Krytyk (gość), 13.01.12, 19:54:58

"Po każdym semestrze tysiące studentów musi zatem zdawać egzaminy z ekonomii. Szczerze im współczuję.". Ja też im współczuję, bo polski rynek podręczników - nie tylko ekonomii - jest strasznie
ubogi. A jest to konsekwencją fatalnej polityki ministra szkolnictwa wyższego w tym zakresie.
W szczególności za podręcznik-skrypt liczący około 200 stron jego autor może liczyć na wynagrodzenie
nie wiele więcej niż cztery tysiące zł ( parę lat temu było to 3 tys. zł ). Nikt rozsądny nie podejmie się
takiego zadania tym bardziej, że masowe kserokopiowanie nie gwarantuje zbyt dużego popytu a więc dodatkowego dochodu dla autora. Dużo większy dochód można przecież uzyskać z drugoetatowego
odklepania wykładu w drugiej uczelni - co pozostaje nie od dziś w naszej modzie.
Zgoda co do tego, że podręczniki powinny być dobrze zredagowane zachęcające do ich lektury, z ekspozycją tez ( twierdzeń ), ich dowodów i bez zbędnego pustosłowia. Jednak wydaje się, że nie należy
przesadzać z ich barwnością, która mogłaby się przerodzić w teksty komiksopodobne.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 1

Nie: 0

skomentuj

Rozrywka

Dziennik Bałtycki

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Dziennik Bałtycki", niedziela 27.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Biuro Prenumeraty

Targ Drzewny 9/11
80-894 Gdańsk
tel. 58 30 03 694
infolinia 801 15 00 26

Prenumerata

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Gdańsk
Gdańsk, Targ Drzewny 9/11
tel. 58 30 03 274
fax. 58 30 03 202

Biuro Reklamy Gdynia
ul. 10 Lutego 11
C.H. BATORY - III p.
(wejście od ul. Batorego)
tel. 58 660 65 11
fax 58 660 65 14

Reklama

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Dziennik Bałtycki

80-894 Gdańsk
Targ Drzewny 9/11
tel. 058 30 03 300
fax 058 30 03 303

Redakcja


Oddziały lokalne redakcji

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikBaltycki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.