W Akademickim Centrum Klinicznym AMG powstanie oddział...

    W Akademickim Centrum Klinicznym AMG powstanie oddział leczenia oparzeń

    Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Choć wydawało się, że wszelkie szanse stracone, bo NFZ za tego rodzaju terapię płaci nędznie, a Akademickie Centrum Kliniczne ma gigantyczne problemy finansowe - po ośmiu latach od likwidacji, jedyny na Pomorzu oddział leczenia oparzeń będzie reaktywowany.
    Taką decyzję podjął Jacek Domejko, nowy dyrektor szpitala Akademii Medycznej w Gdańsku. Władze uczelni się nie sprzeciwiły, choć obawiają się każdego, dodatkowego wydatku.

    Choć oddział jest jeszcze w fazie projektu, prof. Janusz Jaśkiewicz, szef Kliniki Chirurgii Plastycznej - w ramach której oddział będzie funkcjonował przez najbliższe lata (do czasu przeprowadzki do budowanego właśnie Centrum Medycyny Inwazyjnej) - gotów był z marszu zacząć przyjmować na leczenie chorych z oparzeniami z terenu woj. pomorskiego.

    O każdym przyjęciu chorego do nieprzygotowanej jeszcze kliniki dyrektor Domejko decyduje jednak indywidualnie. Ani chwili nie zawahał się jednak, gdy pod koniec sierpnia prof. Jaśkiewicz szukał u niego ratunku dla ciężko oparzonego, 28-letniego mieszkańca Tczewa - Marka Dułaka.
    O wybuchu gazu, który budynek zamieszkiwany m.in. przez Marka zniósł z powierzchni ziemi, szeroko informowały media.

    - To cud, że przeżyłem, jednak ze względu na rozległe oparzenia tczewscy lekarze nie dawali mi szans - wspomina Marek. Diagnozę tę zapamięta do końca życia - choć cierpiał wtedy ogromnie, ani na chwilę nie stracił przytomności. Oparzenia miał na twarzy, plecach, klatce piersiowej, brzuchu i częściowo - na nogach. W sumie 60 proc. powierzchni ciała. Na szczęście ogień nie uszkodził mu dróg oddechowych. Dyrekcja ACK, gdzie trafił z Tczewa, postanowiła, że nie będzie go odsyłać do Gryfic (koło Szczecina) czy Siemianowic Śląskich, jak było do tej pory, tylko zajmą się nim lekarze tu, na miejscu.

    - Mamy specjalistów, którzy się na tym znają - argumentuje Jacek Domejko. - Szpital uniwersytecki, jakim jest ACK, musi mieć oddział dla oparzonych.

    To prawda. Choć prawdziwe łóżka oparzeniowe, odizolowane, spełniające wymogi współczesnej medycyny, zlikwidowano w Klinice Chirurgii Plastycznej w 2000 r., nadal pracują tu świetni fachowcy w tej dziedzinie. Im właśnie powrót do zdrowia zawdzięcza Marek Dułak.

    Po kilku tygodniach pobytu w ACK, w ostatnią środę wrócił do domu. Nie może jeszcze spać w nocy, porusza się z trudem, ale już planuje wyprawę do Gdańska, bo chce osobiście podziękować dyrektorowi Domejce, że nie wysłał go na leczenie do Gryfic. Tam nikt z rodziny by go nie odwiedzał.

    O oddział oparzeń na Pomorzu od lat walczy dr Hanna Tosińska-Okrój, legendarna lekarka ofiar tragicznego pożaru w hali stoczni w Gdańsku, do którego doszło 24 listopada 1994 roku. W Klinice Chirurgii Plastycznej i Leczenia Oparzeń AMG, głównej kwaterze dowodzenia akcją pomocy ofiarom pożaru, były wtedy zaledwie trzy łóżka dla oparzonych.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo