Znajomi zabójcy

    Znajomi zabójcy

    Darek Janowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Dwaj mężczyźni z Gdańska w zeszłym roku zakatowali swoje ofiary młotkiem i metalową rurą od palnika. Twarze zabitych były tak zmasakrowane, że policja początkowo nie mogła ich zidentyfikować. Wczoraj rozpoczął się proces morderców. Grozi im dożywocie.
    Łukasz G. ps. Gibon ma 23 lata, do czasu aresztowania był na utrzymaniu ojca, pochodzi z gdańskiej dzielnicy Brzeźno, z osiedla cieszącego się nie najlepszą reputacją. Jego znajomy, Daniel B. jest o cztery lata młodszy, skończył tylko szkołę podstawową, utrzymywała go matka. Pochodzi z Wrzeszcza.

    Do tragedii doszło 6 listopada 2007 roku na terenie punktu skupu złomu Spółdzielni Pracy Złomowiec w Gdańsku, przy ul. Miedzianej. Od 2006 roku był tam zatrudniony Zbigniew R. Czasami pomieszkiwał w tamtejszym biurze i często przyjmował w nim gości.

    W prowadzeniu skupu pomagali mu, dorabiając w ten sposób, okoliczni zbieracze złomu, m.in. Krzysztof B. ps. Palacz albo Serdelka (druga z późniejszych ofiar). Co ważne w tej sprawie - klucz do kasy zainstalowanej w biurze mieli Zbigniew R. i jego kierownik. Na złomowcu przy Miedzianej dorabiał czasami Daniel B. Niekiedy zabierał tam ze sobą swojego dobrego znajomego - "Gibona"...

    Podczas śledztwa wyszło na jaw, że obaj od dwóch miesięcy planowali zabójstwo i rabunek.
    Feralnego dnia obaj przyszli do punktu skupu, ponieważ wcześniej prosił ich o to Zbigniew R. Daniel B. wykonał jakąś drobną robotę, a potem we czwórkę oddali się alkoholowej pijatyce. Około północy "Gibon" rzucił się na gospodarza i zaczął go dusić. Potem chwycił młotek i uderzył kilka razy w głowę. W tym samym czasie Daniel B. podszedł do śpiącego na krześle "Palacza" i też zaczął go dusić, ale zaatakowanemu udało się na chwilę wyrywać. Wtedy Danielowi B. przyszedł na pomoc "Gibon" i zabił "Palacza" tym samym młotkiem.

    Daniel B. przeszukał kieszenie pierwszej z ofiar. Znalazł klucze, którymi otworzył drzwi kasy pancernej. Zabrał z niej kilkaset złotych i dwa telefony komórkowe. Kiedy pakował łup do torby, drugi z zabójców zmywał krew z rąk. Gdy skończył się myć, stwierdził, że należy "dobić" ofiary. Daniel B. chwycił stojącą za drzwiami rurę i wykonał polecenie.

    Teren skupu opuścili nad ranem. Łupami podzielili się w piwnicy domu, gdzie mieszkał Daniel B. Przed południem tego samego dnia spotkali się ukradkiem na stacji benzynowej w Brzeźnie. Ustalili alibi i się rozstali. Policja schwytała ich tego samego dnia wieczorem.
    "Gibon" utrzymuje, że wprawdzie chciał okraść Zbigniewa R., ale nie zamierzał go zabić. Przyjął dość karkołomną linię obrony. Twierdzi, że do zabójstwa doszło w ferworze awantury, po tym jak pracownik złomowca kilka razy złapał go za krocze.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo