Dorota Abramowicz
2008-09-09 00:40:03, aktualizacja: 2008-09-09 00:47:23
Morze bałtyckie Dwie polskie ekspedycje podwodne - z Gdańska i ze Szczecina - wzięły udział w pierwszym oficjalnym wyścigu na wrak pancernika "Schleswig-Holstein". Wygrali gdańszczanie.
Ekspedycję "Sophie X" w głębokiej tajemnicy przed konkurentami zorganizował Mariusz Wójtowicz- Podhorski, oficjalnie pełnomocnik wojewody pomorskiego do spraw rewaloryzacji Westerplatte. Swój sukces ogłosił w rozesłanym do mediów komunikacie i na dziś zapowiedział konferencję prasową połączoną z prezentacją materiałów filmowych, nakręconych na mieliznie Neugrund koło wyspy Osmussar.
- Żenująca historia - twierdzi Aleksander Ostasz ze Szczecina, redaktor naczelny miesięcznika "Nurkowanie", który zamierza wyruszyć na wody Estonii w najbliższy piątek. - Słyszałem o nielegalnych próbach penetrowania pancernika, który rozpoczął II wojnę światową, ale - jako historykowi - zależało mi na profesjonalnym podejściu do wyprawy. Zdobyliśmy zezwolenia władz estońskich, poprosiliśmy o patronat m.in.Muzeum Narodowe ze Szczecina, Muzeum Morskie ze Szczecina, Muzeum Orła Białego. Zwróciłem się także do powstającego właśnie Muzeum Pola Bitwy na Westerplatte, skąd otrzymaliśmy wstępną ofertę pomocy. Oficjalnie w połowie sierpnia zawiadomiłem pana Wójtowicza-Podhorskiego o naszych planach i zaproponowałem mu uczestnictwo w wyprawie. Powiedział, że zadzwoni w tym tygodniu...
Mariusz Wójtowicz- Podhorski odpowiada: - Wyprawę na wrak okrętu "Schleswig-Holstein" planowaliśmy, jako Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, już trzy lata temu. Z różnych powodów termin był odkładany. Decyzję o wyjeździe podjęliśmy przed kilkoma tygodniami. Nie chwaliliśmy się głośno, bo uważam, że dopiero po zjedzeniu tortu można mówić, czy był dobry, czy niedobry. Teraz już wiem, że był on bardzo smaczny.
Nieoficjalnie wiadomo, że gdańszczanie ominęli problem załatwiania wszystkich zezwoleń, wynajmując oficjalnie działające estońskie centrum nurkowe.
Kierownik ekspedycji "Sophie X", Piotr Szalaty, wyjaśnia, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
- Nie uprawialiśmy żadnej partyzantki - mówi. - Za to efekty są godne pokazania i na pewno zainteresują wszystkich, którym pasja historyczna nie jest obca. To była w końcu pierwsza polska ekspedycja na wrak pancernika.
Z kolei Mariusz Wójtowicz- Podhorski twierdzi, że o wyprawie powiadomił przedstawicieli Urzędu Wojewódzkiego oraz ministra Sławomira Nowaka, pełnomocnika premiera do spraw Muzeum Pola Bitwy na Westerplatte.
Jednak jeszcze w ostatni piątek minister Nowak z dużym zainteresowaniem mówił o... oczekiwaniu na wyniki ekspedycji ze Szczecina i potrzebie pokazania nagrań zespołowi ekspertów. W tym czasie uczestnicy wyprawy "Sophie X" byli już w Estonii.
- Nikt mnie nie uprzedził o tym wyjeździe - mówi dziś minister Nowak. - To wszystko jest mało poważne. Niestety, mamy do czynienia z typowym polskim piekiełkiem. Tymczasem Muzeum Pola Bitwy na Westerplatte jest projektem, w którym każdy powinien się pomieścić. Szukamy poparcia dla Muzeum II Wojny Światowej, w tym Muzeum Pola Bitwy na Westerplatte, w różnych środowiskach i bardziej dla mnie liczy się efekt niż obserwowanie konkurencyjnych rozgrywek.
Dopiero dzisiaj okaże się, jaki materiał uczestnicy wyprawy "Sophie X" przywieźli z Estonii.
Zbudowany w 1906 r. pancernik "Schleswig-Holstein" praktycznie tonął aż trzy razy. Trzy bomby trafiły go 18 grudnia 1944 roku podczas nalotu brytyjskich samolotów na Gdynię i okręt osiadł na dnie basenu portowego. W marcu 1945 roku Niemcy dopełnili dzieła zniszczenia, detonując na okręcie ładunki wybuchowe.
Rosjanie jednak zdecydowali się podnieść pancernik i po prowizorycznym remoncie przeholowali go do Tallina. Tam "Schleswig-Holstein" służył jako okręt - cel dla jednostek lotnictwa i marynarki wojennej. Zniszczenia więc mogą być spore.
Aleksander Ostasz nie rezygnuje z zaplanowanego na 12 września wypłynięcia na wyprawę. Statek nurkowy m/y "Nitrox" został już wcześniej wynajęty, w ekspedycję zainwestowano czas i pieniądze, a dziesięciu nurków zaplanowało urlopy.
- Jesteśmy profesjonalistami, zawarliśmy też umowy z muzeami w całym kraju - mówi. - Popłyniemy więc na Osmussar. W planach mamy nurkowanie na jeszcze jednym wraku. Liczę, że przywieziemy ciekawy materiał.