Spółdzielnia łamie prawo?

    Spółdzielnia łamie prawo?

    Maria Sowisło

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Anarchia, zamach na demokrację, powrót komuny, chaos. Tak w skrócie można podsumować wypowiedzi posła PiS Grzegorza Tobiszewskiego, sprawozdawcy znowelizowanej w lipcu ubiegłego roku ustawy o spółdzielczości.
    Parlamentarzysta spotkał się z lokatorami w Chojnicach. Warto przypomnieć, że chodzi o tak zwane przeniesienie własności mieszkania na najemcę za symboliczną złotówkę. Chojniccy spółdzielcy, i nie tylko w tym mieście, od chwili wejścia w życie ustawy walczą z miejscową spółdzielnią o wykup mieszkań razem z piwnicami, balkonami oraz ułamkową częścią gruntów.


    - Macie problem - mówił Tobiszewski.
    - Zrobimy ekspertyzę i my będziemy korespondować z prezesem, żeby was wesprzeć. To jest anarchia, jeśli prezesi nie respektują ustawy. Co z tego, że jest zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Przecież on obowiązuje. Spółdzielnie to sielskie oazy z lat 1975-1978.

    Lokatorzy przypuszczają bowiem, że pozostawienie w zarządzie administracji piwnic i balkonów daje gwarancje na istnienie spółdzielni. Jeśli bowiem cały budynek przejmą lokatorzy, utworzą wspólnoty mieszkaniowe i nie będą potrzebowali administracji.

    W sporze nie chodzi tylko o balkony i piwnice, ale także o tak zwane nieruchomości jednobudynkowe z własną księgą wieczystą.

    - Mając jeden budynek byłoby łatwiej dokonywać rozliczeń. Przecież my nawet nie wiemy na co idą nasze pieniądze z funduszu remontowego - mówiła Mirena Ciżmowska, która od ponad roku walczy z chojnicką spółdzielnią w sądzie.

    Batalia idzie właśnie o nieruchomość jednobudynkową. Zgodnie z ustawą, jeśli blok ma dostęp do drogi publicznej i węzłów ciepłowniczych, wodnych i kanalizacyjnych, nic nie powinno stać na przeszkodzie, aby wydzielić jeden budynek.

    - Mieliśmy już jeden wyrok sądu, który uznał, że nasz blok może być nieruchomością jednobudynkową i zarząd spółdzielni miał poprawić krzywdzącą nas uchwałę - przypominała Ciżmowska. - Otrzymaliśmy dokument identyczny z tym, który zaskarżaliśmy. Poszliśmy znowu do sądu. Sprawa jest w toku.

    Pozostaje dodatkowo wielu spółdzielców, którzy stali się już właścicielami lokali, jednak bez piwnic i balkonów. Sprawa dotyczy ponad 300 osób w samych Chojnicach. Kolejnych ponad tysiąc czeka w kolejce na podpisanie aktu notarialnego stwierdzającego, że są właścicielami mieszkań.
    - Zjednoczcie się i złóżcie wspólnie wniosek o wpisanie do aktu notarialnego piwnicy i balkonu - radził parlamentarzysta. - Pamiętajcie, że to jest spór o Polskę Gomułki i Gierka. Spór o wolność.
    Nie udało nam się wczoraj skontaktować z Wiesławem Odyą, prezesem chojnickiej spółdzielni, który stoi na stanowisku, że piwnice i balkony nie są nierozerwalną częścią mieszkań, bo tak postanowili lokatorzy w... 2004 roku.

    Wielokrotnie na spotkaniach ze spółdzielcami tłumaczył, że uchwała nie została zaskarżona, więc jest prawomocna niezależnie od dokumentu wyższej instancji, czyli Sejmu RP.

    Wobec powyższej sytuacji spółdzielcy w Chojnicach postanowili licznie przybyć na walne zebranie, które ma się odbyć pod koniec czerwca. Chcą bowiem usunąć zarząd.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo