Pokłócili się o wodę w rzece

    Pokłócili się o wodę w rzece

    Mateusz Węsierski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Teodor Rudnik, prezes Zarządu Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego ze Słupska, zaskarżył w prokuraturze ichtiologa Andrzeja Marczyńskiego, prezesa firmy Aquamar, jednego z większych w Polsce hodowców ryb łososiowatych.
    Poszło o stosowanie się do prawa wodnego na rzece Wieprzy. Rudnik uważa, że Marczyński drastycznie je łamie, a tym samym niszczy przyrodę. To ciężki cios, bo Marczyński to postać szanowana w świecie naukowców, częsty bywalec Ministerstwa Środowiska i konferencji naukowych na temat ichtiologii oraz ochrony środowiska.

    - Jego hodowla ryb na Wieprzy kradnie wodę z rzeki. Zamiast przepływu 450 litrów na sekundę, leci zaledwie 35 litrów, bo reszta jest zatrzymywana w stawach hodowlanych - oskarża Rudnik.
    Postępowanie w tej sprawie prowadzi już Prokuratura Rejonowa w Miastku.

    - Wszczęliśmy dochodzenie. Chodzi o ograniczenie przepływu wody na rzece Wieprzy w miejscowości Bożanka.
    Policja już bada tę sprawę. Były nawet pierwsze przesłuchania. Stawiane Andrzejowi M. zarzuty dotyczą złamania artykułu 191 Prawa Wodnego - informuje Dariusz Iwanowicz, prokurator rejonowy z Miastka.

    Paragraf, który miał zostać złamany przez Marczyńskiego, brzmi: "Kto (...) utrudnia przepływ wody w związku z wykonywaniem lub utrzymywaniem urządzeń wodnych podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

    Prezes firmy Aquamar zachowuje stoicki spokój, nie szczędząc przy tym uszczypliwych uwag pod adresem wędkarzy, którzy są z nim w ostrym konflikcie od kilku miesięcy.

    - To śmieszne oskarżenia. Opisana przez prezesa Rudnika sytuacja dotyczy okresu, gdy przez półtora miesiąca nie było opadów - tłumaczy. - Nie naszą winą jest więc ograniczenie przepływu wody. Dokonała tego sama natura.

    - Gdy rzeką płynęło 200 litrów wody na sekundę, to nie mogliśmy zrobić cudu, by leciało przepisowe 450 litrów. Ponadto, zabieramy dla swoich stawów ok. 150 litrów, więc zostaje te 50 czy nieco ponad 40 litrów w rzece za naszą hodowlą.

    Musimy jednak tę wodę brać, bo przecież mamy stawy. Jedynym wyjściem, i to wręcz komicznym, byłoby dolewanie wody z węży ogrodowych tak, aby uzyskać przepisowe 450 litrów, których nie chce dać nam natura. A tego chyba nawet PZW by nie chciało - dodaje.

    Prezes Aquamaru podkreśla, że podał już rękę na zgodę Rudnikowi. Miało się to stać na zebraniu w Toruniu, a osobą godzącą obu panów był prezes Zarządu Okręgu PZW w województwie kujawsko-pomorskim.

    - To nie do końca prawda. Zgoda będzie, gdy Aquamar da nam odszkodowania za niszczenie rzeki, a rękę to ja każdemu na zebraniach podaję - zastrzega Teodor Rudnik. - Suszą nie można się tłumaczyć, bo trzeba przewidywać.

    - Co by było, gdyby kierowca, który wpadł w poślizg i potrącił pieszego, tłumaczył się brakiem winy z powodu złych warunków pogodowych? A tak przecież tłumaczy się Marczyński, który powinien brać mniej wody do stawów w czasie gdy jest susza, bo narobił szkód przyrodzie i teraz powinien za to zapłacić - dodaje.

    Rudnik czeka na telefon z Aquamaru. Jeśli porozumienia co do naprawienia szkód nie będzie, to niewykluczone, że prezes Marczyński stanie przed sądem.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo