Polecamy
    plus.dziennikbaltycki.pl

    Magazyn Rejsy na plus.dziennikbaltycki.pl

    Rozwiń
    Słupsk. Pacjenci i ich rodziny skarżą się na błędne diagnozy...

    Słupsk. Pacjenci i ich rodziny skarżą się na błędne diagnozy w szpitalu

    Zbigniew Marecki/AIP

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Elżbieta Marczak (pierwsza z lewej), Beata Furman i Alina Melchert przed słupskim szpitalem
    1/2
    przejdź do galerii

    Elżbieta Marczak (pierwsza z lewej), Beata Furman i Alina Melchert przed słupskim szpitalem ©fot. K. Piotrkowski

    Pacjenci uważają, że słupscy lekarze niewłaściwie zdiagnozowali lub źle badali ich bliskich Swoje zarzuty chcą przedstawić Elżbiecie Jaworowicz. Apelują, aby inni zrobili to samo.
    - Mój mąż umiera. Już niewiele mogę dla niego zrobić, ale słupskim lekarzom nie odpuszczę - mówi Elżbieta Marczak, słupszczanka, która jest kłębkiem nerwów. Płacze albo patrzy w szpitalną dokumentację i trzęsie się ze złości. Ma 54-letniego męża Mirosława, który leży w domu i cierpi.

    - Teraz już trochę mniej, bo leki, które zapisano mu w szpitalu w Szczecinie, powstrzymały gwałtowny rozwój raka i ograniczyły nieco odczuwany przez niego ból, ale przerzutów już nie cofną - opowiada pani Elżbieta.
    Jej zdaniem byłoby inaczej, gdyby słupscy lekarze właściwie go zdiagnozowali. Tymczasem w lutym jej mąż najpierw chodził do lekarza pierwszego kontaktu, bo zaczął wymiotować, a na jego ramionach pojawiły się zmiany ropne. Jego lekarka leczyła go na zapalenie oskrzeli. Stan pana Mirosława nie poprawiał się. Gdy pod koniec marca zrobił się żółty i dostał gorączki, żona postanowiła zawieźć go na słupski SOR.

    - Zrobiłam to, choć mąż miał uraz do tego miejsca, bo trafił tam w sylwestra 2011 roku, gdy został pobity w restauracji Viking i doznał urazu kręgosłupa. Postępowanie lekarzy w trakcie jego leczenia było tak dziwne, że ostatecznie skierowaliśmy do prokuratury zawiadomienie, w którym zarzuciliśmy szpitalowi, że mężowi nie udzielono pomocy i że fałszowano dokumentację - mówi pani Elżbieta. Tymczasem w marcu lekarze z oddziału chirurgii ogólnej stwierdzili u pana Marczaka kamienie w pęcherzyku żółciowym, ostre zapalenie trzustki oraz kamicę. - W czasie pobytu w słupskim szpitalu mąż nie dostał ani jednego antybiotyku. Podawano mu tylko leki przeciwbólowe.

    Oni go zwyczajnie głodzili. Schudł 12 kilogramów - opowiada pani Marczak. Rodzinie to wszystko się nie podobało. Gdy na ramionach i przedramionach pana Mirosława pojawiała się coraz większa liczba zmian guzkowych, nadżerek i strupów, a on z dnia na dzień słabł coraz bardziej, chory za radą zięcia wypisał się ze szpitala. Wkrótce trafił na oddział wewnętrzny szpitala przy ulicy Arkońskiej w Szczecinie. - Tam przyjęcie pacjenta na SOR trwało 6,5 minuty. Lekarze od razu odkryli guz na nerce, a zaraz po świętach dokładnie męża zdiagnozowali.

    W ciągu kilku dni stwierdzili, że cierpi na drobnokomórkowego raka płuca prawego z przerzutami do nerki prawej, nadnerczy, trzustki, węzłów chłonnych i otrzewnej - wylicza pani Elżbieta. W Szczecinie usłyszała, że jej mąż został zbyt późno zdiagnozowany. Lekarze powiedzieli jej, że zrekompensują jej mężowi wszystko, co wycierpiał w słupskim szpitalu, ale postępu choroby już nie są w stanie powstrzymać.

    - Moim zdaniem w Słupsku popełniono ewidentny błąd diagnostyczny. Na dodatek zrobiono to na oddziale, którym kieruje wybitny onkolog. Czasem myślę, że zrobiono to świadomie. Z zemsty, że poszliśmy przeciw lekarzom do prokuratury - uważa pani Marczak. Na temat jej sugestii chcieliśmy rozmawiać z lekarzem prowadzącym pana Mirosława w szczecińskim szpitalu. - Nie będziemy nic komentować. Całą dokumentację wydaliśmy pacjentowi i jego rodzinie - usłyszeliśmy od lekarki podczas rozmowy telefonicznej. Z prośbą o rozmowę wystąpiliśmy także do sekretariatu oddziału chirurgii ogólnej w słupskim szpitalu. - Przekazałam pana numer ordynatorowi - usłyszałem, gdy w sekretariacie zapytałem, czy mogę liczyć na rozmowę z szefem. Niestety, ordynator nie oddzwonił.

    Za to pani Elżbieta od kilku tygodni gromadzi wokół siebie osoby, które tak jak ona uważają, że lekarze skrzywdzili ich bliskich. Jedną z tych osób jest Alina Melchert, która 23 kwietnia straciła mamę - 83-latkę. - Mama zmarła po tygodniowym pobycie w słupskim szpitalu. Gdy tam trafiła, była w dobrym stanie. Jeszcze mi gotowała - opowiada pani Alina. W czasie pobytu w szpitalu lekarze stwierdzili u chorej guz trzustki. W dokumentacji szpitalnej pojawiła się także informacja o zapaleniu otrzewnej oraz nieurazowym pęknięciu jelita. To ostatnie najbardziej zastanawia córkę.

    - Może to skutek badania - przypuszcza. I przygotowuje się do rozmowy ze szpitalem na ten temat. Z kolei mama Beaty Furman zmarła 27 czerwca 2014 roku. Podczas sekcji zwłok stwierdzono, że lekarz pogotowia nie rozpoznał właściwie jej choroby. - Prokuratura prowadzi już śledztwo. Czekamy na opinię biegłego. Szpitalowi nie mogę natomiast wybaczyć fatalnego wyglądu ciała mamy po sekcji - dodaje pani Beata. Z tego powodu nie mogła jej oglądać przed spopieleniem. Z rozmowy ze współpracownicą Elżbiety Jaworowicz wynika, że przypadek jej męża zainteresował telewizyjną dziennikarkę.

    - Przyjedziemy na Pomorze, ale musimy zgromadzić kilka tematów w tym rejonie kraju, aby wyjazd nie dotyczył tylko jednej sprawy - usłyszeliśmy. Z tego względu Elżbieta Marczak gromadzi dokumentację i przygotowuje się do konfrontacji z przedstawicielami szpitala. Ma nadzieję, że jej mąż dożyje, gdy cała Polska dowie się, jak go potraktowano. Tymczasem Andrzej Sapiński, dyrektor słupskiego szpitala powiedział nam, że udzieli paniom Marczak, Furman i Melchert wyjaśnień, jeśli wystąpią z taką prośbą. Wystarczy e-mail, a szybko będziemy te sprawy wyjaśniać - zapowiada.


    Treści, za które warto zapłacić!
    REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


    Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      pacjent

      jb (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Powiadamiac prokuraturę szybko całkowity brak nadzoru podwładnymi panuje frywoly zabawa personelu a nie poważne podejście do pracy

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Poniżej krytyki

      lekarz, lubelskie (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Dziwny ten artykuł:
      1. Pan z bardzo złośliwym nowotworem, na podstawie artykułu- już w chwili przyjęcia do słupskiego szpitala z przerzutami, oprócz tego mimochodem wzmianka o rzekomym złym...rozwiń całość

      Dziwny ten artykuł:
      1. Pan z bardzo złośliwym nowotworem, na podstawie artykułu- już w chwili przyjęcia do słupskiego szpitala z przerzutami, oprócz tego mimochodem wzmianka o rzekomym złym potraktowaniu go w szpitalu przy innej okazji i pomówienie dużego kalibru odnośnie celowego działania, wręcz zamachu na jego życie w domyśle z zemsty.
      W normalnym kraju sprawa w sądzie za pomówienie byłaby kwestią czasu.
      Jedyna kwestia co do której można mieć wątpliwości i ew zakładać błąd to diagnostyka, która nie wykazała choroby podstawowej powodującej objawy.

      2. Drugie miejsce pod względem absurdu: mama 84 lata, którą córka pomimo pełni zdrowia wysłała do szpitala...

      3. Trzeciego przypadku nie powinno się komentować.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Poniżej krytyki

      lekarz, lubelskie (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Dziwny ten artykuł:
      1. Pan z bardzo złośliwym nowotworem, na podstawie artykułu- już w chwili przyjęcia do słupskiego szpitala z przerzutami, oprócz tego mimochodem wzmianka o rzekomym złym...rozwiń całość

      Dziwny ten artykuł:
      1. Pan z bardzo złośliwym nowotworem, na podstawie artykułu- już w chwili przyjęcia do słupskiego szpitala z przerzutami, oprócz tego mimochodem wzmianka o rzekomym złym potraktowaniu go w szpitalu przy innej okazji i pomówienie dużego kalibru odnośnie celowego działania, wręcz zamachu na jego życie w domyśle z zemsty.
      W normalnym kraju sprawa w sądzie za pomówienie byłaby kwestią czasu.
      Jedyna kwestia co do której można mieć wątpliwości i ew zakładać błąd to diagnostyka, która nie wykazała choroby podstawowej powodującej objawy.

      2. Drugie miejsce pod względem absurdu: mama 84 lata, którą córka pomimo pełni zdrowia wysłała do szpitala...

      3. Trzeciego przypadku nie powinno się komentować.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo