Polecamy
    plus.dziennikbaltycki.pl

    Magazyn Rejsy na plus.dziennikbaltycki.pl

    Rozwiń
    "Otello" Verdiego w Operze Bałtyckiej. Kolejna inscenizacja...

    "Otello" Verdiego w Operze Bałtyckiej. Kolejna inscenizacja Marka Weissa [RECENZJA]

    Maja Korbut

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    "Otello" Verdiego to kolejna inscenizacja Marka Weissa w Operze Bałtyckiej. Znani już w Gdańsku i cenieni soliści są tym razem bez wyrazu, a spektakl nie budzi emocji.
    Główne role, Otella i Desdemony, kreują w tym przedstawieniu Jacek Laszczkowski i Katarzyna Hołysz. W drugiej obsadzie występują również znakomici soliści

    Główne role, Otella i Desdemony, kreują w tym przedstawieniu Jacek Laszczkowski i Katarzyna Hołysz. W drugiej obsadzie występują również znakomici soliści - Sylwester Kostecki i Anna Mikołajczyk ©Krzysztof Mystkowski/Opera Bałtycka

    Dyrektor Opery Bałtyckiej Marek Weiss bardzo lubi szczycić się tym, że solistów w swojej operze nie utrzymuje na etatach, tylko zatrudnia ich do kolejnych projektów. Teoretycznie miało to sprawić, by to artysta był dopasowany do roli, a nie odwrotnie. W praktyce jednak na deskach Opery Bałtyckiej widzimy właściwie ciągle te same twarze, które z partiami w wykonywanych dziełach radzą sobie raz lepiej, raz gorzej. Niestety, najnowsza premiera w teatrze Weissa to właśnie to "gorzej".

    Muzyka i głosy


    Z teatru operowego został jedynie teatr, w dodatku statyczny i nudny - zwłaszcza do przerwy. Muzyka nie spotkała się z reżyserską wizją.
    W przedpremierowych wywiadach, zamieszczonych w programie, twórcy spektaklu tłumaczą się na zapas, że "Otello nie musi mieć pięknego głosu", że ważniejsze są emocje przekazywane przez głos, niż sam ten głos, że ludzie, którzy krytykują dobór obsady do tego spektaklu, zapewne kierują się zazdrością lub są "bezinteresownie zawistni".

    Może gdyby rzeczywiście spektakl fascynował przedstawioną w nim grą emocji, można by wybaczyć porażki wokalne większości solistów. Tak się jednak nie stało.

    Nawet Jacek Laszczkowski, który przecież udowadniał w innych przedstawieniach na scenie Opery Bałtyckiej, że potrafi stworzyć bardzo sugestywną i dopracowaną kreację aktorską, jako Otello był nieprzekonujący, a przy tym jego siłowego, wymęczonego śpiewania trudno było słuchać.

    Katarzyna Hołysz, która w Operze Bałtyckiej wzruszała jako Tosca, jako Desdemona wypadła dziwnie bez wyrazu i nie pokazała tej dumnej, szlachetnej kobiety, która, jak się domyślam, miała zaistnieć w wizji reżysera. Wokalnie, niestety, podobnie jak większość obsady, była nie w formie. Dopiero w końcowych scenach spektakl nabrał nieco tempa i kolorów - Ave Maria Desdemony w IV akcie było co prawda źle zaśpiewane, ale - wzruszało.


    Czytaj również:
    Po premierze "Otella" Verdiego w Operze Bałtyckiej. Opera dyrektora [KOMENTARZ]

    Cała jednak pierwsza część opery była dłużącym się i niebudzącym emocji spektaklem. Nie pomogło nawet przesycenie kilku scen wulgarnym erotyzmem (sztywnym zresztą i nienaturalnym, jak wszystko w tej inscenizacji), który miał pewnie pokazać uprzedmiotowienie kobiety, ale do sztuki nie wniósł nic poza zażenowaniem widza.

    To już było


    Przede wszystkim jednak po raz kolejny oglądając operę Weissa ma się wrażenie, że "to już było". Po kilku ciekawych spektaklach znów do Opery Bałtyckiej powraca maniera, sprawiająca, że każda kolejna premiera jest coraz mniej strawna. Minimalistyczne kostiumy i scenografia powtórzone po raz kolejny zobojętniały.

    "Otello" w Operze Bałtyckiej to nie rodzaj teatru autorskiego, jak chciałby Marek Weiss - to tylko i aż teatr jednego aktora. Tomasz Rak, jako intrygant Jago, jako jedyny zbudował budzącą emocje widza postać, a wokalnie ze swoją- równie przecież trudną - partią poradził sobie niemal bez zarzutu.

    Jego Jago był złożoną postacią, która fascynowała i której kolejne wejścia oglądało się z rosnącym zaciekawieniem. Był upostaciowanym złem. Jedynie w swoim słynnym "Credo" pokazał nieco bardziej ludzkie oblicze, skrywane jednak nadal pod bezczelnym uśmieszkiem.

    Czytaj również: "Tosca" w Operze Bałtyckiej. Znakomici soliści i pełne brzmienie chóru i orkiestry [RECENZJA]

    Wspomnieć jeszcze trzeba, że orkiestra przy niedysponowanych solistach wypadła całkiem nieźle. Pod ręką Tadeusza Kozłowskiego dzieło Verdiego pełne było interesujących kontrastów dynamicznych i brzmieniowych, a intonacja, może poza kilkoma miejscami, nie budziła zastrzeżeń.

    Chór Opery Bałtyckiej również popisał się zróżnicowanym brzmieniem - ujmujące było zwłaszcza miękkie, brzmiące piano śpiewane z tyłu sceny. Za to potężne forte, jakim rozpoczyna się opera, choć w swoim brzmieniu imponujące, wydało mi się jednak nieco rozkrzyczane.

    redakcja@prasa.gda.pl

    Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

    Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Zbanować ten hejt

      PG (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3 / 6

      Jak ktoś nie lubi opery, nie zna się lub kieruje się jakimiś uprzedzeniami niech daruje sobie pisanie takich "recenzji".

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Oglądaliśmy rózne spektakle

      Tomasz Jadczak (tomasz.jadczak@asseco.pl) (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 6

      Szanowna Pani,
      ze zdumieniem przeczytałem Pani recenzję, dochodząc czasem do wniosku, że być może oglądaliśmy inne przedstawienia.
      Nie będę dyskutował tu o ocenie wokalnej solistów, tutaj zdaję...rozwiń całość

      Szanowna Pani,
      ze zdumieniem przeczytałem Pani recenzję, dochodząc czasem do wniosku, że być może oglądaliśmy inne przedstawienia.
      Nie będę dyskutował tu o ocenie wokalnej solistów, tutaj zdaję się na osoby, których wykształcenie muzyczne i sukcesy na scenie pozwalają mi ufać głoszonym przez nich opiniom. Opinie te - proszę dać wiarę - w sposób znaczący różnią się od przedstawionych przez Panią.
      Natomiast ze zdumieniem czytam elementy Pani recenzji takie jak:

      "pierwsza część opery była dłużącym się i niebudzącym emocji spektaklem"

      Bardzo trudno przejść do porządku dziennego nad takim zdaniem, w spektaklu, którego najważniejszym budulcem i sposobem przekazu są właśnie emocje.
      Ja sam i wiele osób, z których wrażeń wysłuchiwałem podczas przerwy, byliśmy poruszeni emocjonalnym oddziaływaniem przedstawienia na nas, widzów, rzeźbieniem charakteru postaci przy pomocy muzyki, gestów, głosów, zachowania czy charakteryzacji.

      "Z teatru operowego został jedynie teatr, w dodatku statyczny i nudny"

      Proszę darować, ale przedstawienie, o którym mówimy to nie statyczne stanie dwojga solistów po dwóch przeciwległych stronach sceny, ale prawdziwa pasja gry aktorskiej. Można dyskutować, czy aktorsko artyści wypadli lepiej czy gorzej (wg mnie oprócz kilku elementów co najmniej dobrze), ale słowo "statyczny" przy wspomnieniu scen z chórem, scen szermierki, czy wreszcie zwrotów muzycznych jest dla mnie nieuprawnione.

      "Muzyka nie spotkała się z reżyserską wizją."

      O tym także trudno zmilczeć, wg mojej opinii oraz widzów, których z ciekawością pytałem o opinie, muzyka była tak sugestywna, tak doskonale wpasowana w nastrój na scenie, że w zasadzie wyświetlane nad sceną napisy tłumaczenia libretta stawały się dla widzów zbędne.
      Znowu, trudno bez głębokiej wiedzy, wykształcenia oceniać "techniczną" jakość muzyki, ale dla widzów liczy się przede wszystkim wrażenie, nastrój, sterowanie emocją widza - i w tym wybrzmiewająca muzyka była wybitna.

      Sceny przemocy, czy wręcz erotyki były i dla mnie kontrowersyjne. Ale z drugiej strony, czy życie nie wygląda tak właśnie? Czy mamy zamykać uszy na krzyki za ścianą udając, że nic się nie dzieje, że to nie nasza sprawa?

      Podsumowując, jestem zdumiony jednostronnością Pani oceny, choć przyznaję, że w sferze emocji każdy ma prawo do samodzielnych odczuć.
      Proszę jednak zwrócić uwagę, że publikując tego rodzaju treści, bez wskazania, że w tak zbudowanych przedstawieniach element subiektywnej emocjonalności widza jest elementem dominującym w jego ocenie, stawia Panią w bardzo dużej opozycji do osób, których wrażliwość jest inna niż Pani.

      Pozdrawiam, gdyby miała Pani ochotę na dyskusję zamieszczam swój adres email.

      Tomasz Jadczakzwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      "Czy życie nie wygląda tak właśnie?"

      Zenon (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

      Bardzo się cieszę, że nareszcie ktoś wziął w obronę zdrowe przejawy życia,
      przez niektórych uważane za obsceniczne.
      Co, jak nie teatr, w tym opera, ma przybliżać nas do prawdy, fałszowanej na co...rozwiń całość

      Bardzo się cieszę, że nareszcie ktoś wziął w obronę zdrowe przejawy życia,
      przez niektórych uważane za obsceniczne.
      Co, jak nie teatr, w tym opera, ma przybliżać nas do prawdy, fałszowanej na co dzień
      przez płytkie seriale i filmy rodem z Hollywood, gdzie człowiek przedstawiany jest jako postać całkowicie ubrana, pachnąca, jedząca, lecz nie wydalająca.
      Nie widziałem spektaklu, jednak informacje że znalazły się tam sceny obmywania genitaliów,
      wzbudza moją nadzieje, że drgnęło coś na polskiej scenie i sprawy idą w dobrym kierunku.
      Przed oblucją Desdemona była zapewne w toalecie.
      Jakże ciekawym byłoby zobaczyć, czy stolec był stały, a mocz klarowny,
      czy bohaterka jest zwolenniczką metody papieru toaletowego, czy bidetu, a może popularnego marketingowo 2x1.
      Bez takich danych nie ma mowy o postaci ludzkiej w pełnym wymiarze.
      Mam nadzieję, że już niedługo, dzięki sponsorom świadomym co to prawdziwa sztuka,
      zobaczę Butterfly rodzącą syna Pinkertona, bo świadomość,
      że zwykle udaje go dziecko któregoś z pracowników opery (nie zawsze chłopiec!!!)
      uniemożliwia mi identyfikowanie się z bohaterką.
      Naturalną konsekwencją tej drogi będzie likwidacja wszelkich materiałów amortyzujących samobójcze skoki Toski, Halki i innych nieszczęśnic.
      To przecież koszmarna szmira i niedorzeczność, że po samobójstwie taka desperatka wychodzi bezczelnie do ukłonów!
      Mam nadzieję, że oczekiwane przeze mnie reformy pozwolą grać Operze Bałtyckiej
      30 spektakli w miesiącu i nie będę musiał odchodzić spod kasy bez biletu, jak w wypadku Otella.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Chyba również oglądałam co innego

      Katarzyna (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 5

      Cieszę się Panie Tomaszu, iż zamieścił tu Pan swój komentarz, bo po przeczytaniu tego artykułu chyba nie potrafiłabym w spokojny sposób jego skomentować. Zgadzam się z Pana zdaniem w zupełności. Na...rozwiń całość

      Cieszę się Panie Tomaszu, iż zamieścił tu Pan swój komentarz, bo po przeczytaniu tego artykułu chyba nie potrafiłabym w spokojny sposób jego skomentować. Zgadzam się z Pana zdaniem w zupełności. Na operze "Otello" byłam dziś i bardzo mnie zachwyciła, zwłaszcza sfera emocji.
      Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie lubi opery nie powinien na nią chodzić i wypowiadać się w mediach na jej temat w tenże sposób. A ten "artykuł" to właśnie sugeruje- że pisała go osoba, która nie przepada za taką formą wyrazu, albo być może ma jakiś uraz konkretnie do Opery Bałtyckiej, bo po co ten komentarz o tym jak tam zawsze nudno? Zdaje się, że miał dotyczyć konkretnego wykonania/dzieła, a nie całej opery i jej dyrektora.
      Moim zdaniem ta ocena jest bardzo mało profesjonalna, ale czytam "Dziennik Bałtycki" codziennie, więc mnie to nie dziwi- że pozwolę sobie zastosować technikę uogólniania zaprezentowaną w krytyce.
      Jedyne co mam do zarzucenia Operze Bałtyckiej to małe fotele umieszczone zbyt blisko siebie. Myślę, że warto byłoby zadbać o większy komfort widzów.
      Pozdrawiamzwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo