Awantura o stocznię

    Awantura o stocznię

    Artur Kiełbasiński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Wiadomo, że polskie stocznie znalazły się na krawędzi. Niepewne są przyszłe decyzje Komisji Europejskiej w sprawie zwrotu pomocy publicznej, niejasne są perspektywy prywatyzacji.
    Nie wiadomo, czy polskie stocznie będą nowoczesnymi przedsiębiorstwami, konkurencyjnymi na światowych rynkach, czy będą wegetować, a zatrudnieni w nich ludzie będą żyli w ciągłym strachu przed zwolnieniem. W tej sytuacji najważniejsze jest współdziałanie wszystkich - rządu, realnych i potencjalnych inwestorów, zarządów stoczni, związków zawodowych, kooperantów.

    Tymczasem zamieszanie wokół Stoczni Gdańsk stanowi zaprzeczenie takiego "strategicznego spokoju". Nie wiem, czy związkowcy akurat teraz muszą grozić strajkiem. Może warto poczekać kilkanaście tygodni - tak ważnych dla przyszłości całej branży.

    Oczywiście, można się "napinać", domagać się "swego" tu i teraz.
    Nawet nie "teraz", tylko "natychmiast". Ale czy zawsze trzeba? Stoczniowcy z Gdańska na niezależność swojej stoczni czekali latami. Teraz powinni się wstrzymać, na kilka tygodni. Bo w tym przypadku nie liczy się "natychmiast".

    W tym przypadku gra toczy się o znacznie większą stawkę. I warto, aby w Gdańsku o tym dobrze pamiętano.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    NASZE AKCJE

    Wideo