Gdańsk: Rodzice szturmują Szpital Dziecięcy na Polankach

    Gdańsk: Rodzice szturmują Szpital Dziecięcy na Polankach

    Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Gdańsk: Rodzice szturmują Szpital Dziecięcy na Polankach
    Nawet 70 małych pacjentów diagnozują w ciągu jednego dyżuru lekarze w izbie przyjęć Szpitala Dziecięcego na gdańskich Polankach. Wszystkie oddziały są przepełnione, w placówce zaczyna brakować wolnych miejsc. Pediatrzy uspokajają - ten wzrost zachorowań jest typowy o tej porze roku.
    Gdańsk: Rodzice szturmują Szpital Dziecięcy na Polankach
    Kaszel, katar, podwyższona temperatura, bywa, że towarzyszą im wymioty i biegunka. To najczęstsze objawy u dzieci, z którymi rodzice zgłaszali się w ostatnich dniach do szpitala przy ul. Polanki.

    - Od dwóch dni Franek nie chodzi do przedszkola, początkowo tylko lało mu się z nosa, teraz bardzo się nasilił kaszel - relacjonuje pani Renata, mieszkanka gdańskiej Żabianki. W związku z tym że wieczorem bardzo się nasilił, gorączka się podniosła o kilka stopni, a chłopczyk nie chce pić nawet ulubionej coli, oboje z mężem uznali, że nie ma co czekać do rana i pojechali do szpitala.
    - Franek dostał kroplówkę, wygląda na to, że ma zmiany w płucach, czekamy na wyniki badań - dodaje mama malucha. Przyznaje też, że do pediatry w przychodni chodzi rzadko, bo przeraża ją tłum chorych dzieci w poczekalni. W szpitalu na poradę lekarza, i to o wiele krócej, może poczekać w izolatce.

    - U 90 procent chorych dzieci rozpoznajemy infekcje górnych dróg oddechowych - tłumaczy dr Magdalena Łaniec, ordynator oddziału V Szpitala Dziecięcego w Gdańsku Oliwie. Na oddziale niemowlęcym, który liczy 15 łóżek, leży 17 dzieci, trzeba więc było wygospodarować dodatkowe miejsca. Na szczęście nie wszystkie chore maluchy trzeba kłaść do szpitala.

    - Wiele dzieci po zbadaniu odsyłamy do domu, ponieważ nie wymagają hospitalizacji - dodaje dr Ewa Wołowska, ordynator dziecięcej interny. - Różnego typu infekcji jest rzeczywiście bardzo dużo, nie ma jednak mowy o żadnej epidemii. O ile w latach ubiegłych wzrost zachorowań notowano już w listopadzie i grudniu, to w tym roku sezon infekcji zaczął się dopiero w styczniu, gdy przyszła odwilż.

    Rodzice szturmują zaś nie tylko Szpital Dziecięcy na Polankach, ale i szpitalny oddział ratunkowy w Pomorskim Centrum Traumatologii. Zdaniem jego pracowników, wygodniej jest im się wybrać z chorym dzieckiem do lekarza po pracy niż się z niej zwalniać i kilka godzin tracić na czekanie w kolejce w przychodni. Poza tym udając się na SOR czy do szpitalnej izby przyjęć, rodzice mają pewność, że potrzebne badania - RTG, morfologię, CRP (tzw. białka zapalne) zrobią tam dziecku od ręki.

    Więcej chorych maluchów trafia też w ostatnim czasie do przychodni na całym Pomorzu. - Średnio przyjmuję dziennie o 10 pacjentów więcej - potwierdza dr Barbara Białynicka-Birula, pediatra z Przychodni Nadmorskiego Centrum Medycznego "Kołobrzeska" na gdańskim Przymorzu. Wszystkiemu winna jest pogoda - gdy trzyma mróz, wirusy są w stanie uśpienia, gdy przychodni odwilż, jest chlapa i temperatura powyżej zera - budzą się i atakują najmniej odpornych, czyli dzieci i osoby starsze. Aby się ich ustrzec, trzeba dbać, by dziecko odpowiednio ubierać i nie przegrzewać. Temperatura w mieszkaniu nie powinna przekraczać 20 stopni i uwaga! - pomieszczenia, w których przebywają dzieci trzeba często wietrzyć.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama