POMOC DLA OFIAR NAWAŁNICY
    PCK: 11 1160 2202 0000 0003 0286 5549 | CARITAS: 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 Z DOPISKIEM "WICHURA" LUB SMS "WICHURA" NA NR 72052

    Czarny piątek na Pomorzu. Skutki nawałnicy nadal odczuwalne

    Rozwiń

    Czarny piątek na Pomorzu. Skutki nawałnicy nadal odczuwalne

    Nikt nie był w stanie wyobrazić sobie, jakiego spustoszenia przez zaledwie kilkadziesiąt minut będzie w stanie dokonać wiatr. Pięć ofiar śmiertelnych, setki budynków i tysiące hektarów lasu dosłownie zmiecionych z powierzchni ziemi.

    Zwycięskie opowiadanie Katarzyny Kozickiej w konkursie...

    Zwycięskie opowiadanie Katarzyny Kozickiej w konkursie "Rodzinna opowieść wigilijna"

    Katarzyna Kozicka

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Rodzinna opowieść wigilijna

    Rodzinna opowieść wigilijna ©sxc.hu

    Opowiadanie "Oczami wiary" autorstwa Katarzyny Kozickiej, zajęło pierwsze miejsce w konkursie literackim na "Rodzinną opowieść wigilijną". W minioną niedzielę nagrodę państwu Kozickim wręczył metropolita gdański ks. arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Tytuł tej historii nie jest przypadkowy, gdyż zrozumieć i dostrzec dzieje rodziny, pisane ręką Boga, można jedynie oczami wiary.
    Rodzinna opowieść wigilijna

    Rodzinna opowieść wigilijna ©sxc.hu

    Inaczej zawarty tutaj zbiór okoliczności, zdarzeń i myśli można uznać za losowy, a nawet nazwać je ludzką naiwnością… Tę historię z wielu powodów można by też nazwać bajką, bo jak wiele bajek, zaczyna się pesymistycznie i dawno, dawno temu…

    24 grudnia 1945 roku

    Jest Wigilia Bożego Narodzenia 1945 roku. W sercu Kaszub, kiedy "Słowo staje się Ciałem" na szpitalnym łóżku umiera w wieku 33 lat Aniela Richert, pozostawiając na świecie dwóch synów - pięcioletniego Wernera i ośmiomiesięcznego Henryka.
    Werner również jest chory, to on, według prognoz lekarzy, nie miał szans na przeżycie, stan matki był zdecydowanie lepszy. Matka umiera świadomie, żegna się z synkiem, prosząc o opiekę nad młodszym bratem.

    Duch minionych świąt Bożego Narodzenia

    To traumatyczne doświadczenie pozostawia głęboką ranę w sercu starszego syna. Pamięta je nawet po dziesiątkach lat, będąc mężem, ojcem i dziadkiem. Powraca w każde Boże Narodzenie, jak cień przysłaniając rzeczywistość i radość z tego, że "Bóg znowu się rodzi…". Szczególnym miejscem, gdzie już jako dziewczynka, a potem dojrzewająca kobieta dostrzegałam smutek i ból "małego chłopca", jest miejsce pochówku mojej babci. Stojąc tam kiedyś, obiecałam sobie, że jeżeli w przyszłości będę miała córeczkę, nazwę ją Aniela, bo jeżeli kogoś Bóg zabiera w taki dzień, to bez wątpienia jest to osoba bliska jego sercu. Minęło wiele lat, a ja zapomniałam o dziecięcym pragnieniu…

    1-3 grudnia 2013


    Jest grudzień 2013 roku. Mam 42 lata, mój mąż 44 i mamy piątkę dzieci. Wraz z mężem bierzemy udział w parafialnych rekolekcjach adwentowych, rozpoczynających czas radosnego oczekiwania. Słowo o życiu głosi ks. Grzegorz, neokatechu-menalny katecheta wędrowny. Pięknie mówi o Maryi i jej otwartości, gotowości na przyjęcie życia zgodnie z wolą Boga. Moje poczucie samozadowolenia z bycia matką piątki dzieci zaczyna spadać i być weryfikowane w świetle głoszonego Słowa oraz świadectwa rodziny z dziesięciorgiem dzieci. Pan Bóg zaczyna dotykać mojego zamkniętego serca, w którym nie ma miejsce na nowe życie. Rozpoczyna się walka z poczuciem racji: w końcu odchowałam dzieci i życie zaczyna się porządkować, mija stres związany z presją czasową, realizowaniem obowiązków zawodowych i domowych, jesteśmy starzy, nie stać nas na kolejne dziecko, badania genetyczne w ostatniej ciąży były złe, moje zdrowie podupada. Rozmawiam z moim mężem na temat przeżywanych rekolekcji, ale przy jego otwartości na życie, moje dylematy wydają się banalne. Kwituje je następująco: "Przecież nie możesz wiedzieć lepiej niż Pan Bóg. To jest Jego plan". Zaczynam zdawać sobie sprawę, że ta wojna toczy się o moją poczucie wolności, zarówno w przestrzeni materialnej, czyli uwiązania na kolejne cztery lata, jak i w przestrzeni duchowej. Przecież doświadczenie podpowiada mi, że Pan Bóg realizuje pragnienia serca i czeka na moje "tak", a dziecko, zanim zrodzi się w łonie matki, rodzi się najpierw w jej sercu.

    Godzina łaski

    Jest 8 grudnia 2013, godzina 12.00-13.00. Święto Niepokalanego Poczęcia. W tle za oknem, tuż naprzeciw miejsca modlitwy, znajduje się drzewo, na którym siada gołąb. Jest tuż naprzeciw nas, przez cały czas przygląda nam się uważnie… do dziś pamiętam jego piękne oczy. Chyba zwariowałam, by myśleć, że to znak. Tego dnia jednak wypowiadam "tak", zgadzając się na gotowość przyjęcia dziecka w naszym życiu, jeżeli tylko Bóg tego chce.

    Duch teraźniejszych świąt Bożego Narodzenia


    24 grudnia 2013. Jest ranek, robimy test ciążowy - jest pozytywny. Więc jednak, radość tłumi przerażenie… I choć zdaję sobie sprawę, że w małżeństwie poczęcie dziecka jest zgoła dość proste, to i tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest w tym interwencja boża. Zaczynam doświadczać przekonania, że w tajemnicy poczęcia jest tajemnica życia dla mnie niepojęta i niezrozumiała. W natłoku myśli dostrzegam związek miedzy wydarzeniami: Czyżby "Dobra Nowina" stawała się dziś udziałem naszej rodziny? Czyżby babcia Aniela, która urodziła się dla nieba w tym szczególnym czasie, chciała otoczyć płaszczem bożej opieki moje dziecko? Tego dnia decydujemy, że jeżeli urodzi się dziewczynka, będzie miała na imię Aniela, czyli "posłaniec". Wieczorem, po podróży w rodzinne strony męża, zasiadamy do wigilii. Rodzina, zapach potraw, światło świec, kolęda czynią te chwile wyjątkowymi. To jednak, co sprawia, że ta wieczerza wigilijna staje się jedyną, to to, że życie się rodzi, odnawia i staje się wciąż na nowo. Z czytanej przez męża Ewangelii docierają do mnie słowa: " A Słowo staje się Ciałem...". Nie mogę opanować wzruszenia, być może to hormony związane z tym, że rośnie we mnie maleńka dziecina, a być może to, że wraz z nią rośnie świadomość, że Ewangelia jest żywa. Tak, ona jest żywa i dzieje się w historii każdego z nas. W to Boże Narodzenie po raz pierwszy spotykam się z Maryją, potrafię zrozumieć jej milczenie, ciche przyjęcie tajemnicy, na którą ja po ludzku nie byłam gotowa. Stanęłam teraz wobec niej w zdumieniu, radości i lęku, ale przede wszystkim w zgodzie, że Bóg jest dawcą życia i to jest łaska, której nie muszę nikomu wyjaśniać, tłumaczyć.

    Duch Świąt Przyszłych - "A Maryja zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu".


    Treści, za które warto zapłacić!
    REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


    Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND


    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ... a pokój na ziemi.

      Józek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Dziękuję. Jesteśmy różni, ale w większości jesteśmy tacy jak pisze pani Kasia. Brakuje nam okazji a często nie umiemy i nie lubimy to pokazywać. Chwała na wysokości ....

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama