Gdańsk: Kompromis ministra nie zakończy sporu o zabytki

    Gdańsk: Kompromis ministra nie zakończy sporu o zabytki

    Jarosław Zalesiński

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    - Kopie obniżyłyby rangę kulturową jednego z najważniejszych miejsc dla polskiej kultury - mówi Tomasz Korzeniowski

    - Kopie obniżyłyby rangę kulturową jednego z najważniejszych miejsc dla polskiej kultury - mówi Tomasz Korzeniowski ©Grzegorz Mehring

    Nieodwołalny trwały depozyt - taka formuła prawna miałaby w myśl propozycji Bogdana Zdrojewskiego, ministra kultury i dziedzictwa narodowego, zakończyć spór między warszawskim Muzeum Narodowym a gdańską parafią bazyliki Mariackiej o 18 dzieł sztuki, które w latach 90. zostały przekazane gdańskiej świątyni jako depozyt. Drugim krokiem miałaby być procedura przewłaszczenia.
    - Kopie obniżyłyby rangę kulturową jednego z najważniejszych miejsc dla polskiej kultury - mówi Tomasz Korzeniowski

    - Kopie obniżyłyby rangę kulturową jednego z najważniejszych miejsc dla polskiej kultury - mówi Tomasz Korzeniowski ©Grzegorz Mehring


    Formuła nie jest jednak czytelna dla żadnej ze stron. - Pytanie, co to znaczy nieodwołalny trwały depozyt, należałoby skierować do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego - uchyla się od oceny tej propozycji Agnieszka Morawińska, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie. - Niemniej zwracamy uwagę, że stroną w tej sprawie jest Muzeum Narodowe w Warszawie, a nie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które jednoznacznie popiera działania muzeum, mające na celu prawne uregulowanie sytuacji.


    - Pokrętność - komentuje ministerialną formułę Mirosław Zeidler, w latach 80. wojewódzki konserwator zabytków w Gdańsku, przez wiele lat zaangażowany w starania o zwrot zabytków do gdańskiej świątyni. - Przejęcie tych dzieł sztuki było jawną grabieżą wojenną. Tę niesprawiedliwość trzeba wreszcie zakończyć. Zabytki powinny powrócić do Gdańska wszystkie, i to natychmiast.
    Formuła depozytu nie satysfakcjonuje także ks. Stanisława Bogdanowicza, proboszcza bazyliki, który od 2004 roku konsekwentnie odmawia złożenia swego podpisu pod depozytowymi umowami, przedkładane stronie kościelnej przez Muzeum Narodowe.

    - Założylibyśmy sobie pętlę na szyję - tłumaczył obrazowo "Dziennikowi Bałtyckiemu" we wtorek (w piątek nie udało nam się skontaktować z księdzem infułatem). - Te zabytki nie są żadnym depozytem, tylko odwieczną własnością bazyliki.

    Zabytki zostały przekazane bazylice Mariackiej w latach 90. W 1992 i 1994 były to umowy wydania w depozyt, w 1999 i 2002 roku - umowy użyczenia. Termin umów upłynął w lipcu 2004 roku. W 2009 roku Muzeum Narodowe zaproponowało bazylice Mariackiej podpisanie nowej umowy o użyczeniu, ważnej do 2030 roku. Bazylika nie przyjęła tej propozycji. Nie zgadzała się też na to, by konserwatorzy Muzeum Narodowego kontrolowali stan, w jakim znajdują się sporne dzieła sztuki.

    Od minionego roku nad całą sprawą zawisła groźna burzowa chmura - muzeum, jeszcze za czasów poprzedniego dyrektora, prof. Piotra Piotrowskiego, w lutym wystąpiło z sądowym wnioskiem o zawezwanie do próby ugodowej.

    Wniosek został ostatecznie wycofany, ale nowa dyrektor Agnieszka Morawińska od zaakceptowania przez bazylikę obecnego statusu prawnego zabytków uzależnia możliwość porozumienia. - Zawarcie jakiejkolwiek umowy między Muzeum Narodowym w Warszawie a bazyliką Mariacką w Gdańsku będzie możliwe, jeśli ks. infułat Stanisław Bogdanowicz będzie respektował prawo i uzgodnione warunki porozumienia, łącznie z nadzorem konserwatorskim MNW - twardo określa swoje warunki.

    Kompromis, jaki dopuszcza dyrektor Morawińska, to złożona w wywiadzie dla "Dziennika Bałtyckiego" propozycja przekazania bazylice na zawsze konserwatorskich kopii dzieł sztuki. Ale to w żaden sposób nie satysfakcjonuje bazyliki Mariackiej. - To jest niepoważna oferta - denerwuje się Tomasz Korzeniowski, konserwator zabytków bazyliki Mariackiej. - Byłoby to próbą obniżenia rangi kulturowej jednego z najważniejszych miejsc dla historii polskiej kultury.

    Ministerstwo Kultury w roku wyborczym z pewnością chce uniknąć gorszącej sądowej wojny między państwową i kościelną instytucją. - Takie zagrożenie po prostu nie istnieje - zapewnił w wypowiedzi dla PAP minister Zdrojewski. - Jedyny problem to fakt, że proboszcz bazyliki Mariackiej kwestionuje własność tego depozytu.

    - To nie są propozycje godne mądrego rządu - komentuje wypowiedzi ministra kultury Mirosław Zeidler. - A problem można rozwiązać w prosty sposób. Kiedy pełniłem funkcję wojewódzkiego konserwatora zabytków w Gdańsku, doprowadziłem do przekazania do bazyliki dzieł sztuki, które znajdowały się w zbiorach gdańskiego Muzeum Narodowego. Te obiekty zostały wykreślone ze zbioru muzealiów. Taką decyzję może dziś podjąć pan minister kultury.

    Więcej czytaj w sobotnim, papierowym wydaniu "Dziennika Bałtyckiego"

    Czytaj także

      Komentarze (5)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Pecunia non omlet

      Życzliwy (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 27 / 38

      Panie Bogdanowicz, czy Pan się nie wstydzisz kolegować się z niejakim Z.? Wszyscy wiedzą kto to jest, tylko nie Pan. My go do Gminy nie wpuszczamy. No cóż, cel uświęca środki....

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Klesza "moralność Kalego".

      Kaszebe (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 32 / 26

      Kościół Mariacki przed wojną był świątynią protestancką i dopiero w 1946 r. utworzona została tutaj parafia katolicka,która z porzuconego przez Niemców mienia na mocy dekretu z 1946r. otrzymała...rozwiń całość

      Kościół Mariacki przed wojną był świątynią protestancką i dopiero w 1946 r. utworzona została tutaj parafia katolicka,która z porzuconego przez Niemców mienia na mocy dekretu z 1946r. otrzymała budynek a nie jego wyposażenie.Kościół katolicki nie był i nie jest właścicielem zabytków - mienia ruchomego.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      kolejna bzdura

      sanmartino (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 46 / 35

      Sprawa z punktu prawnego jest bardzo prosta. Parafia katolicka NMP w Gdańsku nie jest i nie była właścicielem przedmiotowych rzeczy ruchomych. Każdy sąd to powie. Co więcej radziłbym nie podważać...rozwiń całość

      Sprawa z punktu prawnego jest bardzo prosta. Parafia katolicka NMP w Gdańsku nie jest i nie była właścicielem przedmiotowych rzeczy ruchomych. Każdy sąd to powie. Co więcej radziłbym nie podważać postanowień dekretu z 1946 r., który dotyczy nacjonalizacji mienia poniemieckiego i dzięki niemu państwo polskie mogło dokonać rozporządzeń tym majątkiem. Jeśli być zacząć podważać ten dekret, to prawdopodobnie różnych powojennych właścicieli czekałyby wieloletnie procesy z tymi przedwojennymi. Radziłbym więc się opanować.
      Rozumiejąc słuszne argumenty gdańszczan, że obiekty powinny wrócić do ich miasta, najprostszym rozwiązaniem byłoby ich wpisanie do inwentarza Muzeum Narodowego w Gdańsku, które decydowałoby czy mogą być one wystawiane w bazylice, w jakim miejscu, temperaturze itp. Kopie konserwatorskie nie są złym wyjściem, szczególnie gdy następuje zmiana warunków atmosferycznych, czy artystycznych (inwencja biskupa i infułata).
      Parafia nie ma żadnych praw właścicielskich do tych obiektów, ale jak najbardziej powinna się starać o możliwość eksponowania zabytków.
      Formuła, którą zaproponował Minister to jest jakaś totalna bzdura i faktycznie trzeba by jego zapytać o co chodzi. Co więcej Minister już obiecał przewłaszczenie spornych przedmiotów, co wynika z jego wypowiedzi, ale nie bardzo wiem na jakiej zasadzie. Tutaj rady eksperta Zeidlera to po prostu śmiech na sali.
      Dlatego należy popierać w 100% Agnieszkę Morawińską, która dąży do jasności sytuacji prawnych podległych jej zbiorów i nie przymyka oczu na działania przestępcze infułatów. Bo to tak trzeba określić.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      powrót zabytków

      Hanna (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 30 / 30

      nie znam się na prawie, ale zabytki zostały "zabrane" z Gdańska na mocy dekretu z 1946 jako mienie po niemieckie za komuny. Dlaczego muszą być własnością M.N. w Warszawie i tylko tam? Czy istniej...rozwiń całość

      nie znam się na prawie, ale zabytki zostały "zabrane" z Gdańska na mocy dekretu z 1946 jako mienie po niemieckie za komuny. Dlaczego muszą być własnością M.N. w Warszawie i tylko tam? Czy istniej prawna możliwość anulowania tej decyzji? Przecież nie będą one schowane w prywatnym gabinecie, czy sprzedane komukolwiek. Będą wystawione na widok publiczny dla każdego kto ma ochotę je zobaczyć. Do kościoła Mariackiego każdy ma prawo wejść nie tylko katolik. Mam pytanie do pani dyrektor z M.N. ile osób rocznie ogląda tę wystawę nie licząc szkół warszawskich?
      Proponuję akcję z podpisami pod petycją o pozostawienie zabytków tam gdzie od wieków były!zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      wygłupiłeś się ministerku....

      normal (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 35 / 27

      chciałeś wejść w pupcię, ale masz za małego na Tę pupcię...

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama