Aleksander Kwaśniewski: Platforma i Sikorski robią z siebie...

    Aleksander Kwaśniewski: Platforma i Sikorski robią z siebie idiotów

    Joanna Miziołek

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Kopacz pokaże siłę, jeśli pozbędzie się Sikorskiego, ale szkoda byłoby takiego polityka. Dla Kaczyńskiego wybory w 2015 roku będą walką o życie. Bo zwyczajnie będzie stary - mówi Aleksander Kwaśniewski, były prezydent.
    Aleksander Kwaśniewski

    Aleksander Kwaśniewski ©Bartek Syta/Polskapresse

    Radosław Sikorski mówi, że zawiodła go pamięć w sprawie rozmowy Putina i Tuska. Grzegorz Schetyna mówi, że marszałkowi pomyliły się i daty, i spotkania. Przepraszam za sformułowanie, ale czy politycy Platformy robią z nas idiotów?
    Nie, oni bardziej z siebie robią idiotów. Takie pomyłki są bolesne. Platforma znalazła się w trudnym położeniu. Wszystko, co teraz się dzieje, to próba ograniczenia strat.

    Jeśli rzeczywiście padła propozycja podziału Ukrainy z ust Putina, to jak to świadczy o premierze Donaldzie Tusku, który nikogo o tym nie poinformował?
    To jest scenariusz filmowy, coś, co może pani przeczytać w powieści. Albo są takie fakty, albo ich nie ma. Moim zdaniem ich nie ma.

    Czyli co? Radosław Sikorski to sobie wymyślił?
    Uprościł narrację, która od wielu lat trwa. To, że Putin publicznie o tym mówił, jest faktem. To, że takiego skrótu użył Sikorski, jest błędem. Moja intuicja podpowiada mi, że takiej rozmowy nie było.

    Marszałek Sejmu mówi o rozmowach w sprawie Lwowa naszego byłego premiera z Putinem. A potem mówi, że pamięć go zawiodła. Wycofuje się i przeprasza. Jak na tę całą sytuację patrzy opinia międzynarodowa?
    Nijak. Pora nauczyć się, że opinia międzynarodowa traktuje to jak jakiś żarcik, który nie ma większego znaczenia. Jeśli Polacy sądzą, że wywiadem byłego ministra spraw zagranicznych żyje cały świat, to gruba przesada.

    "The Economist" napisał: żenująca konferencja, upokorzenie, reputacja Sikorskiego w strzępach.
    To musi być dla niego przykre. Bo był ulubieńcem "The Economist". Jeszcze kilka miesięcy temu gazeta pisała o nim tylko dobre rzeczy. On personalnie popełnił grube błędy. Ale one nie mają ani znaczenia europejskiego, ani globalnego, ani żadnego innego. To nie jest pierwszy ani ostatni polityk, który się pogubił.

    Doszukuje się Pan w jego słowach intrygi czy zwyczajnie chlapnął?
    Myślę, że to był koniec wywiadu, rozluźnienie. Chlapnął.
    Gdybym był premierem siedem lat i miał do wyboru albo zostać szefem Rady Europejskiej, albo ryzykować przegrane wybory z Jarosławem Kaczyńskim, to nie miałbym wątpliwości
    Ukraina to kraj, o który Pan walczył. Najlepszym tego przykładem była pomarańczowa rewolucja. Ta wpadka będzie rysą na naszych ukraińsko-polskich relacjach?
    To jest pierwsze poważne pytanie, które mi pani do tej pory zadała. Znam Ukrainę od grudnia 1991 roku. Wiem, jak trudne są relacje Polski z Ukrainą, ponieważ mój teść był ofiarą pogromu wołyńskiego. Jak miał 14 lat, uciekł z chorą mamą i bratem do lasu i tam doczekali zbawienia. A zbawienie przyszło ze strony ZSRR. Ja to wszystko wiem, czuję. Nie mam wątpliwości, że naszym europejskim zadaniem, moralnym obowiązkiem jest pomagać suwerenności Ukrainy. Dla mnie wspieranie Ukrainy to nie jest tylko nakaz Giedroycia. To jest mój osobisty obowiązek. W 2004 roku po raz pierwszy Ukraińcy odezwali się swoim głosem, czyli poza koniunkturą polityczną, która im towarzyszyła od roku 1991, czyli od czasu, gdy uzyskali niepodległość, odezwało się społeczeństwo obywatelskie. Szansa została stracona. Nie będę mówił, ile tej szansy stracił Juszczenko, ile Tymoszenko. Okazało się, że w roku 2013 Ukraińcy odezwali się ponownie tym samym głosem. Oni chcą reform, europejskich standardów. Obecność w tych zdarzeniach na Ukrainie to nie jest walka z Rosją. To jest poparcie dla europejskich, cywilizowanych standardów, które oni - Ukraińcy - chcą akceptować. Rosja jest oczywiście częścią tego sporu, ale to nie jest tylko geopolityka. Gdybym był amerykańskim politykiem, pewnie bym uważał, że lepiej mieć Ukrainę po swojej stronie niż po stronie rosyjskiej. To jest taka strategia oddalona geograficznie. Ale kiedy mówię o europejskich politykach, to uważam, że naszym zadaniem jest pomóc ukraińskim Europejczykom w wyborze takiej, a nie innej drogi. To jest oczywiście trudne i kosztowne. Ale nasze moralne zobowiązanie na tym polega.

    Nie ma Pan wrażenia, że w naszej nowej polityce zagranicznej coraz mniej mówi się o sprawach Ukrainy? Zapoczątkowała to wypowiedź premier Kopacz na temat zachowawczej polityki wobec tego kraju. A nowy minister spraw zagranicznych nie kreśli strategii wobec Ukrainy.
    Wypowiedź Ewy Kopacz o Ukrainie była błędem. Grzegorz Schetyna zaś szuka miejsca. Po tym, co się stało, trudno mu je znaleźć. Polska znalazła się w skomplikowanym momencie, jeśli chodzi o Ukrainę. Od początku byliśmy w sposób bardzo czytelny zaangażowani w sprawy ukraińskie. Dla niektórych krajów Zachodu to było za dużo. Wtedy jednocześnie Europa zaczęła dyskutować o tym, kto ma być z Polski na czele struktur europejskich. Oficjalna kandydatura rządu Polski to był Sikorski. Ta nieoficjalna to był Tusk. I to również ograniczyło nasze zaangażowanie, ograniczyło nasze działania.
    1 3 4 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Kwaśniewski

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 2

      No to najmądrzejszy z całej klasy. "Łeb" jak kanclerz.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama