Dni Muzyki Nowej: Jest miejsce na niszę

    Dni Muzyki Nowej: Jest miejsce na niszę

    Marcin Mindykowski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Wiolonczelistka Hildur Gudnadottir zabrała słuchaczy w chłodną krainę islandzkich pieśni

    Wiolonczelistka Hildur Gudnadottir zabrała słuchaczy w chłodną krainę islandzkich pieśni ©Przemek Świderski

    Klub Żak co jakiś czas rzuca trójmiejskiej publiczności swoiste wyzwanie i bada jej zainteresowanie muzyką, którą zwykło się nazywać awangardową, alternatywną lub po prostu - ambitną i poszukującą. Kolejną taką próbą - po Art Rhytmic Depot z 2005 roku czy rok późniejszym Avant Festivalu - okazał się czterodniowy przegląd Dni Muzyki Nowej, który zakończył się w niedzielę.
    Wiolonczelistka Hildur Gudnadottir zabrała słuchaczy w chłodną krainę islandzkich pieśni

    Wiolonczelistka Hildur Gudnadottir zabrała słuchaczy w chłodną krainę islandzkich pieśni ©Przemek Świderski

    Kuratorzy potraktowali pojęcie "muzyka nowa" bardzo szeroko i zbudowali program festiwalu na zasadzie kontrapunktów. W formule pomieściła się więc i hałaśliwa, żywiołowa, na poły improwizowana muzyka nowojorskiego perkusyjno-syntezatorowego duetu Talibam!, i ascetyczna, minimalistyczna, rzewna gra islandzkiej wiolonczelistki Hildur Gudnadottir. Podobna różnorodność panowała na poziomie instrumentarium i ekspresji scenicznej (z jednej strony - brawura, z drugiej - dyskrecja czy wręcz nieśmiałość).

    Najsilniej obecny był element współcześnie przetwarzanej tradycji. Piotr Kurek zza DJ-skiego laptopa w hipnotyczny sposób miksował fragmenty wołoskich, serbskich i albańskich pieśni. Muzycy fortepianowo-perkusyjnego kwartetu Kwadrofonik zaprezentowali autorskie transkrypcje utworów symfonicznych, jak zwykle zaskakując inwencją w odkrywaniu brzmienia i duszy swych instrumentów. Grupa Nefesh, na czele z Raphaelem Rogińskim i jego tureckimi gośćmi, przy użyciu tradycyjnych, strunowych instrumentów, sięgnęła po pieśni sefardyjskich Żydów z regionu Grecji i Turcji.

    Co zastanawiające, największą słabością wszystkich artystów okazał się kontakt z publicznością. Trudno było oczekiwać wyzwolenia masowej energii po występach z definicji kameralnych, ale już surowa muzyka duetu Talibam! wyraźnie została obliczona na wywołanie entuzjazmu słuchaczy. Nie udało się - i nie pomogło w tym nawet wzajemne przekrzykiwanie się muzyków, raczej denerwujące niż zagrzewające do zabawy. Czy więc awangardowe nie może oznaczać porywające?

    Okazało się za to, że na polu eksperymentalnej muzyki polska scena nie ma powodów do kompleksów - pierwsze koncerty niczym nie ustępowały tym weekendowym, podczas których wystąpiły światowe gwiazdy.

    Publiczność przyjęła nowy festiwal z zaciekawieniem. Nie wszyscy artyści mogli co prawda liczyć na pełną salę (jak Hildur Gudnadottir), ale organizatorzy z Żaka nie kryją, że zależy im też na kreowaniu trendów i pokazywaniu ciekawych zjawisk, trochę na zasadzie zdrowego snobizmu.

    Pierwsza edycja Dni Muzyki Nowej, także za sprawą pojemnej formuły, była testowaniem gruntu pod funkcjonowanie podobnego festiwalu w Trójmieście. Pozytywny wynik tego testu to dobry prognostyk, przekonujący, że zarówno pomysł, jak termin imprezy są trafnie dobrane.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama