POMOC DLA OFIAR NAWAŁNICY
    PCK: 11 1160 2202 0000 0003 0286 5549 | CARITAS: 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 Z DOPISKIEM "WICHURA" LUB SMS "WICHURA" NA NR 72052

    Czarny piątek na Pomorzu. Skutki nawałnicy nadal odczuwalne

    Rozwiń

    Czarny piątek na Pomorzu. Skutki nawałnicy nadal odczuwalne

    Nikt nie był w stanie wyobrazić sobie, jakiego spustoszenia przez zaledwie kilkadziesiąt minut będzie w stanie dokonać wiatr. Pięć ofiar śmiertelnych, setki budynków i tysiące hektarów lasu dosłownie zmiecionych z powierzchni ziemi.

    Chcieliśmy wyjaśnić bulwersującą sprawę, a MOPR...

    Chcieliśmy wyjaśnić bulwersującą sprawę, a MOPR zawiadomił... prokuraturę

    Dorota Abramowicz Tomasz Słomczyński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Doniesienie do prokuratury podobno nie było pomysłem MOPR. Usłyszeliśmy, że "zrobiono to na polecenie Urzędu Miasta". A przecież to urzędnicy nie widzieli relacji dzieci skarżących się na placówkę... A może widzieli?
    Zdjęcie ilustracyjne

    Zdjęcie ilustracyjne ©www.sxc.hu

    W ostatni czwartek - w przeddzień publikacji reportażu o pewnej gdańskiej fundacji, dowiedzieliśmy się, że pracownicy MOPR donieśli na nas do prokuratury. Zanim to jednak nastąpiło, miała miejsce seria niespotykanych zazwyczaj wydarzeń. Wszystkie były związane z prowadzeniem dziennikarskiego śledztwa w sprawie funkcjonowania dwóch gdańskich placówek opiekuńczo-wychowawczych należących do fundacji. Jego efekty zaprezentowaliśmy w ostatni piątek (reportaż "Nieświeże mięso...").

    Opisaliśmy w nim wyniki kontroli sanitarnej, która znalazła w placówkach ponad 100 kg przeterminowanej żywności, przywołaliśmy relacje dzieci o śmierdzącym jedzeniu, o zatruciach, bulwersujących metodach wychowawczych...Wszystko się zaczęło przed dwoma tygodniami.
    Zbieraliśmy, dyskretnie i bez rozgłosu, relacje osób zainteresowanych opisaniem sprawy. Jednak, jak bywa podczas tego rodzaju śledztw, przyszedł moment, kiedy dyskrecja musi ustąpić konieczności zebrania oficjalnych odpowiedzi. Pisma do rzecznika wojewody i rzecznika sanepidu wysłaliśmy po południu w piątek, 26 września. A w niedzielę późnym wieczorem zaczęliśmy odbierać prywatne telefony od osób, które "wiedziały", co chcemy napisać. W następnych dniach nie było lepiej.

    Sugerowano nam, by "dla dobra dzieci", jeśli nie rezygnować z artykułu, to przynajmniej poważnie ograniczyć przekazywane w nim informacje. Kto dzwonił? Znajomi znajomych.W środę rano spotkaliśmy się z pracownicami MOPR. Na spotkanie przygotowaliśmy - spisane na papierze i wydrukowane - nasze dotychczasowe ustalenia. Znalazły się tam relacje wychowawców, dzieci i ich rodziców (opatrzone jedynie imionami dzieci) - bulwersujące opisy tego, co się działo w placówkach prowadzonych przez fundację. Relacje te znajdzie Czytelnik w naszym reportażu (zmieniliśmy imiona dzieci i ich rodziców). Położyliśmy kartki na stole przed naszymi rozmówczyniami - osobami odpowiedzialnymi za monitorowanie placówek fundacji. Poprosiliśmy o komentarz. Panie z MOPR, unikając odpowiedzi na trudne pytania, szeroko opowiadały m.in. o tym, dlaczego ktoś zaczął pić alkohol i na czym polegają problemy psychiczne kogoś innego...

    O te informacje akurat nie prosiliśmy, przeciwnie - przerywaliśmy opowieści, próbując uzyskać konkretne odpowiedzi na konkretne pytania. Na koniec rzeczniczka MOPR poprosiła (podżegając do "przestępstwa"?), żebyśmy przesłali do niej spisane przez nas relacje e-mailem. Spełniliśmy tę prośbę.Następnego dnia rano dowiedzieliśmy się, że MOPR, "w trosce o dobro dzieci" podjął decyzję, że doniesie na nas do prokuratury, bo... "obracamy" informacjami niejawnymi.Jedynym odbiorcą tychże informacji był Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Gdańsku.

    Doniesienie do prokuratury ponoć nie było pomysłem MOPR. Od Moniki Ostrowskiej usłyszeliśmy, że "zrobiono to na polecenie Urzędu Miasta". A przecież urzędnicy nie widzieli relacji dzieci skarżących się na placówkę... A może widzieli? Jeśli tak - to kto im te "dane wrażliwe" przekazał?Dotychczas nie spotkaliśmy się jeszcze z tak dużymi naciskami na wstrzymanie artykułu. Stąd pytanie - komu i dlaczego tak bardzo na tym zależało, że zaczął dziennikarzom grozić prokuratorem jeszcze przed publikacją?I na koniec - przyznajemy się, bez prokuratora, do popełnienia tego "przestępstwa". Popełniamy je codziennie. Zbieramy informacje niejawne, a potem konfrontujemy je np. z przedstawicielami instytucji takich jak MOPR.
    Dajemy szansę wypowiedzi obydwu stronom. To się nazywa rzetelne dziennikarstwo.

    * * *
    Nazwy fundacjinie podajemy, bo jej szefowa - "w trosce o dobro dzieci", zagroziła pozwem sądowym. Nie przeszkadzało jej to wystąpić w telewizji, gdzie została podpisana imieniem i nazwiskiem, wraz z podaniem nazwy prowadzonej przez siebie fundacji. Widać gazety szkodzą dzieciom, telewizja nie.
    Reportaż, o którym piszemy, można przeczytać na stronie dziennikbaltycki.pl

    Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

    Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Dobro dzieci?

      gość (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2

      Biedny Pan redaktor przeprowadzał śledztwo tylko mu nie wyszło i opisał bzdury wyssane z palca i zasłyszane od rozżalonej byłej pracownicy, która chciała przejąć placówkę. Gdyby przeprowadził...rozwiń całość

      Biedny Pan redaktor przeprowadzał śledztwo tylko mu nie wyszło i opisał bzdury wyssane z palca i zasłyszane od rozżalonej byłej pracownicy, która chciała przejąć placówkę. Gdyby przeprowadził śledztwo rzetelnie to by nie miał poczytnych artykułów, gdyż okazałoby się, że to co opisał to jedna wielka bzdura. No gdzie trafiły dzieci, czy im tam lepiej. Skrzywdził je Pan. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Dobro dzieci ?

      Nika (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 1

      Witamy w Polsce... To tak jak z aferą podsłuchową... Nieważne, co kto mówił, tylko kto podsłuchiwał. Dziki kraj....

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama