Trzeci dzień Soundrive Fest 2014 [ZDJĘCIA]

    Trzeci dzień Soundrive Fest 2014 [ZDJĘCIA]

    Tomasz Rozwadowski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Trzeci dzień Soundrive Fest 2014
    1/15

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Tomasz Bołt

    Po północy z soboty na niedzielę w Gdańsku dobiegł końca trzydniowy Soundrive Fest. Można z całkowicie podniesionym czołem powiedzieć, że mamy nareszcie porządny festiwal muzyki alternatywnej, magnes dla słuchaczy, muzyków i ludzi związanych z branżą. To radosna wiadomość numer jeden.

    Udany Soundrive Fest 2014



    Dziś przyjmijmy nieco inną metodę opisu, niż w dniach poprzednich, nie trzymającą się do końca czasowego przebiegu wypadków, ale dzielącą festiwalową rzeczywistość na dwie sceny, Małą i Dużą. Mała Scena zapowiadała się w sobotę bardzo dobrze i swoje zadanie prezentacji zespołów, a przede wszystkim muzyki, zasługującej na szersze uznanie, spełniła w stu procentach. Duża Scena skupiła się tego dnia na dostarczaniu słuchaczom godziwej rozrywki i w swojej misji spełniła się równie gracko.


    Trzy pierwsze zespoły na Małej Scenie były brytyjskie, czwarty i ostatni islandzki. Otwierające festiwalową sobotę Adult Jazz z Leeds to modelowy i reprezentatywny przykład współczesnego art-rocka. Nie pompatycznego i skupionego na wyczynach instrumentalistów rocka progresywnego, ale muzyki z dużymi artystycznymi ambicjami, próbującej poszerzać gatunkową przestrzeń. To kwartet z linii Radohead, a z młodszych These New Puritans i Wild Beasts. Bardzo oryginalna technika śpiewu głównego wokalisty, w instrumentarium obok gitar i perkusji także elektronika i puzon, kompozycje niby trzymające się formy piosenkowej, ale trudne do nazwania piosenkami, abstrakcyjne teksty. Mogli niektórych słuchaczy lekko zirytować, ale polecam sięgnięcie do ich debiutanckiej płyty i uważne jej odsłuchanie. To zespół, który jeszcze da o sobie znać.

    Gdańsk: Soundrive Fest 2014 w klubie B90. ZDJĘCIA z czwartkowych koncertów


    Tuż po czterech chłopakach zagrał kwartet Fear od Men z Brighton, który w składzie rygorystycznie przestrzega parytetu 2 na 2 i posiada wyrazistą frontwoman Jessikę Weiss. Zespół trzyma się indie-popowej ścieżki, ale w trakcie koncertu, pod którego koniec pojawiły się nowe kompozycje, było widać, że na graniu indie-popu nie skończy. To kolejny pokazany na Soundrive Fest zespół z bardzo dużym potencjałem, oczywiście po raz pierwszy grający w Polsce.

    Dość mocno podzielił słuchaczy i recenzentów zespół numer trzy, trzeci z kolei skład czteroosobowy. Walijski Islet gra i nagrywa już od paru lat, ma bardzo dobrą opinię w brytyjskiej prasie muzycznej i grupę zagorzałych fanów. Gra własną odmianę awangardowego rocka w wersji zabawowej. Pod scenicznym szaleństwem i transowymi rytmami produkowanymi przez czworo świetnie ze sobą zgranych i wyraźnie zaprzyjaźnionych muzyków, kryje się coś więcej, jakaś strefa mroku, która od czasu do czasu jest w tej muzyce odsłaniana. Był to znakomity punkt festiwalowego programu.

    Akcję na Małej Scenie zamknęło trio Samaris z Islandii. Kobiecy głos, instrumenty elektroniczne i klarnet brzmiały bardzo nowocześnie, za to w charakterze tekstów były wykorzystane wiersze XIX-wiecznych islandzkich poetów, podobno należące do żelaznej klasyki tamtejszej literatury. Trochę tak, jakby wiersze Mickiewicza czy Norwida zderzyć z tripowo-elektronicznymi podkładami. A poza tym, można było się przekonać, jak wielki wpływ na twórczość młodszych pokoleń muzyków ze swojej ojczyzny wywarła Bjork.

    Świetne koncerty także na Dużej Scenie Soundrive Fest



    Tak przedstawiała się Mała Scena. Na Dużej natomiast rozpoczęło się od koncertu norweskiego zespołu Highasakite. Duża część muzyki skandynawskiej opiera się na sprawnym i bardzo dobrym od strony warsztatowej kopiowaniu światowych wzorców. I tak było w tym przypadku, trudno było uniknąć podczas słuchania i oglądania tego koncertu uniknąć skojarzeń z Florence and the Machine, choć występ jak najbardziej mógł się podobać.

    Następny w kolejności był mocno oczekiwany przez dużą grupę fanów band Planet Of Zeus, oczywiście pochodzący z Grecji. Ich koncert nie był odpowiednim miejscem dla słuchaczy poszukujących w muzyce nowości, nie był też szczytem wyrafinowania. Ale, kto poszukiwał solidnego hardrockowego łomotu, trafił pod właściwy adres.

    Pierwszy dzień Soundrive Fest 2014 [ZDJĘCIA]

    Podobnie jak w piątek i w sobotę dwie ostatnie formacje na Dużej Scenie były zespołami o ustalonej marce. Orkiestra King Khan & The Shrines przyjechała do nas z Berlina, ale jej lider i frontman pochodzi z Kanady. Wywodzi się ze środowiska garażowego rocka, ale w obecnym wcieleniu uprawia tradycyjną R&B w stylu Jamesa Browna, a scenicznie przypomina Ike'a i Tinę Tirnerów w jednym, pokaźnym ciele. Wąsaty, korpulentny, skąpo odziany Hindus jest charyzmatycznym showmanem, a jego występ wejdzie do legendy Soundrive Fest.

    I na koniec gwiazda największa, czyli dobrze już znana w naszym kraju, między innymi z katowickiego OFF Festivalu, Austra z Kanady. Operowy, pompatyczny wokal Katie Stelmanis na tle robotycznego disco to patent, który robił wielkie wrażenie kilka lat temu, gdy zespół debiutował, Po dwóch albumach i zwiedzeniu całego świata z koncertami, warto by zespół usiadł na chwilę i wymyślił siebie od początku. W innym przypadku wejdzie w fazę samopowtarzalności i zmarnuje swój ogromny potencjał. Póki co, posłuchać jednak było warto.

    t.rozwadowski@prasa.gda.pl

    Treści, za które warto zapłacić!
    REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


    Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama